Nowy numer 04/2020 Archiwum

Boski kolportaż

1,4 mln egzemplarzy Pisma Świętego – dokładnie tyle chcą ufundować organizatorzy rozpoczynającej się akcji, podyktowanej wdzięcznością, chęcią krzewienia słowa Bożego i... historią pewnego nawrócenia.

Nie jest to przypadkowa liczba. Właśnie tyle egzemplarzy trafiło do Polski w latach 70. i na początku lat 80. XX wieku z inicjatywy ks. Franciszka Blachnickiego. Założony przez niego Ruch Światło–Życie rozrósł się wówczas na tyle, że nie wystarczało już egzemplarzy Pisma Świętego, bez którego przecież nie dało się formować ludzi. Komunistyczne władze zadbały o to, aby druk Biblii Tysiąclecia odbywał się w mocno okrojonym nakładzie.

Z pomocą przyszli bracia w wierze ze środowisk protestanckich zachodniej Europy, głównie Skandynawii. W odpowiedzi na sugestię ks. Blachnickiego przeprowadzono akcję znaną u nas pod nazwą: „Milion Biblii dla Polski”. Największy wkład w ten „Boski szwindel” miały Norwegia, Szwecja i Dania. Pierwsze egzemplarze „tysiąclatek” rozdawał wspólnocie Ruchu Światło–Życie w Nowym Targu Jan Paweł II podczas swojej pielgrzymki do Polski w 1979 roku. Pierwsza próba spłacenia długu wdzięczności odbyła się spontanicznie w 2007 roku.

Zapoczątkowała ją oazowa wspólnota Powstań Jeruzalem, działająca przy parafii Matki Bożej Królowej Polski w Mławie. Udało się wtedy uzbierać pieniądze na kilka tysięcy egzemplarzy. Po kilkunastu latach, za zgodą bp. Mirosława Milewskiego, inicjatywa powraca w środowiskach Fundacji Nasza Winnica. – Chciałbym, żeby Polacy, którym kiedyś ktoś mocno pomógł, wsparli chrześcijan w Chinach, zarówno katolików, jak i protestantów. Ideą jest, aby w ręce katolików trafiały egzemplarze katolickie, a w ręce protestantów egzemplarze protestanckie – tłumaczy ks. Zbigniew Paweł Maciejewski, proboszcz w Winnicy.

Fundacja już nawiązała kontakt z placówką w Hongkongu, która od lat zajmuje się ewangelizacją i rozprzestrzenianiem słowa Bożego w Chinach. Swoją pomoc w znalezieniu katolickiego odbiorcy w samych Chinach zaoferował misjonarz Jacek Gniadek, zarządzający warszawskim stowarzyszeniem „Sinicum” prowadzonym przez zgromadzenie księży werbistów. Jak przyznaje ks. Maciejewski, paradoks całej sytuacji polega na tym, że największa drukarnia mieści się w samych Chinach i drukuje Biblię we wszystkich językach... z wyjątkiem języka chińskiego. Trudno oszacować, ilu ludziom podarowane lata temu Biblie pomogły pogłębić wiarę, ale pewne jest, że wśród obdarowanych był ks. Maciejewski, którego wiarę uratowały. – To było moje pierwsze Pismo Święte. Mam do niego sentyment, bo trafiło do mnie niedługo po moim nawróceniu. Było ze mną na wszystkich oazach, „poszło” ze mną do seminarium i jest aż do dziś – opowiada proboszcz z Winnicy.

– Byłem wtedy w liceum. Myślę, że około trzech lat nie chodziłem do kościoła, nie modliłem się, nie spowiadałem. Uważałem się za niewierzącego. Z takiego stanu się nawróciłem. Kiedy to się stało, miałem w sobie pragnienie poznania Boga poprzez Jego słowo, ale nie miałem Pisma Świętego. Wertowałem stare książki do religii, książeczki do nabożeństwa, ale to nie było to. I pamiętam taką lekcję religii, kiedy mój ówczesny katecheta ks. Smogorzewski zapytał: „Kto z was nie ma Pisma Świętego?”. Okazało się, że prawie nikt nie miał. Wtedy ksiądz zaczął wyjmować z kartonów egzemplarze Nowego Testamentu i rozdawać każdemu, kto chciał. Pamiętam, jak z pośpiechem wracałem po lekcjach do domu, żeby móc zacząć je czytać, a przeczytałem niemalże jednym tchem. Taka była we mnie ciekawość tego słowa. Jakieś trzy miesiące później dostałem historyczne wydanie „tysiąclatki” z obydwoma testamentami – wspomina ks. Maciejewski, podkreślając, że ten egzemplarz okazał się fundamentalny dla jego wiary. Proboszcz z Winnicy zastanawia się też, na ile tamten kolportaż Biblii mógł przyczynić się do przemian, jakie dokonały się później w Polsce.

– Patrząc na to, ile dobrego dokonał ten „Boski przemyt” w naszym kraju, w moim życiu, jestem przekonany, że egzemplarze, które chcemy ufundować, przyczynią się do dobra w ten sam sposób i pomogą zaspokoić głód słowa Bożego, jaki jest w Chinach – przekonuje kapłan. Kampania Fundacji Nasza Winnica, która powoli nabiera tempa i wymiaru ogólnopolskiego, zakończy się po uzbieraniu potrzebnej kwoty. Wydruk jednego egzemplarza to koszt ok. 2 dolarów amerykańskich, czyli w przeliczeniu ok. 8 zł.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama