Nowy numer 42/2019 Archiwum

Jak feniks z popiołów

Od 1 stycznia na północnym Mazowszu mamy nowe miasto. Lubowidz wraca do swej dawnej rangi, którą się cieszył od XVI wieku.

W tej historii, podobnie jak w wielu innych miejscowościach naszego regionu, odbiła się historia Polski, jej wzloty i upadki. Lubowidz był miastem I Rzeczypospolitej, położony na ziemi pogranicza diecezji i regionów, w malowniczej dolinie Wkry, na skaju lasów, przez długi czas był ośrodkiem ważniejszym od Żuromina, jednak w wyniku wojen szwedzkich utracił dawną świetność, a przed 1800 r. także prawa miejskie.

Z woli Zygmunta Starego

Pierwsza wzmianka o Lubowidzu pochodzi już z 1345 r., kiedy to książę płocki Bolesław III nadał wieś Wojciechowi i Mikołajowi Nagórkom i przeniósł ją na prawo niemieckie. O tych wydarzeniach i książęcym nadaniu opowiada baśń o Lubowidzu, gdzie książę mówi: „Oto: za wasze usługi wierne/ I cześć, co w sercach ku mnie się lęgnie,/Tych ziem mych okrąg, pola obszerne/ Jak tylko okiem naokół sięgnie –/ Wam po wsze czasy czynię nadanie.../ A że dziś lubą widzisz w mym lesie –/ Miejsce najbliższe ku tej polanie/ Niech Lubowidzem na wieki zwie się,/ I ród Nagórków niech się tu pleni/ Po wieczne czasy, lecz od tej ziemi/ Niechaj też swoje nazwisko zmieni/ I odtąd zwie się Lubowidzkimi”.

W 1531 r. król Zygmunt I Stary nadał wsi prawa miejskie, a ówcześni właściciele miasta – Jan i Wojciech Lubowidzcy, którzy piastowali na dworze władcy urzędy królewskich pisarzy – otrzymali prawo odbywania dwóch jarmarków rocznie i jednego targu tygodniowo. Te przywileje Lubowidz utracił w wyniku zniszczeń, które przyniósł krajowi potop szwedzki. Upadek I Rzeczypospolitej przyniósł również upadek miasta.

A ponieważ nie zachowało się wiele zabytków architektury, warto w tym miejscu zwrócić uwagę na piękną nadwkrzańską przyrodę. Na tym terenie znajduje się obszar Natura 2000, Górznieńsko-Lidzbarski Park Krajobrazowy oraz malownicze dorzecze Wkry i Skrwy. Niedaleko od Lubowidza, w Przerodkach, rośnie od 250 lat 10-metrowa sosna – pomnik przyrody. Jest ona źródłem wielu legend i podań ludowych przekazywanych kolejnym pokoleniom. Mówią one coś więcej o mieszkańcach tych ziem. Jedna z nich przywołuje historię carskiego żołnierza, który miał na imię Jura. Pilnował granicy prusko-rosyjskiej, która przebiegała 2 km od tego drzewa. W tym samym czasie mieszkająca niedaleko od tego miejsca dziewczyna – Kasia –  wypasała krowy. Gdy pewnego razu jedna z krów utknęła na podmokłym brzegu Wkry, Kasia poprosiła o pomoc przejeżdżającego tamtędy Jurę. Od tamtej pory spotykali się potajemnie pod sosną. Pewnego razu przyłapał ich ojciec Kasi, który nie chciał zgodzić się na ich ślub. Rosjanin złożył wtedy przysięgę, że przyjmie chrzest katolicki i będzie tu wychowywał swoje dzieci. I tak się stało, a sosna stała się symbolem ich miłości.

Wielki pożar

Wydarzeniem, które zmieniło historię Lubowidza ostatnich dekad, był wielki pożar 10 lipca 1968 roku. Wtedy od wielu dni utrzymywała się upalna i bezdeszczowa pogoda. Jak pamiętają świadkowie tamtych dni, pożar wybuchł po godz. 12, ok. godz. 17 pozostały już same zgliszcza.

Lubowidz wtedy był drewniany, chałupy i budynki gospodarcze gęsto pobudowane obok siebie i pokryte słomą. Kiedy więc pojawił się ogień, błyskawicznie się rozprzestrzeniał i ogarnął niemal całą miejscowość. Cudem ocalał kościół, choć również był drewniany. – Mówimy tu o Lubowidzu przed pożarem i po tej tragedii – opowiada Alina Fiszer, rodowita mieszkanka nowego miasta. – Później była wielka trauma we wsi. Moja siostra schroniła się na pół godziny w kościele. Gdy wyszła, zobaczyła tylko same zgliszcza po naszym domu. Moje koleżanki, wtedy jeszcze małe dzieci, zaczynały się bać, gdy tylko zobaczyły czerwone samochody, bo zaraz miały skojarzenie z samochodami straży pożarnej i wielkim pożarem.

Wtedy zginęła jedna osoba. Zniszczenia materialne były ogromne, a także wielkie starty wśród zwierząt. Gdy Lubowidz odbudowano, nie przypominał już dawnej drewnianej miejscowości, ale – jak zauważają jego rodowici mieszkańcy – stracił coś ze swojego dawnego ducha i charakteru, który w jednej chwili został zniszczony przez żywioł.

– Nie zapomnę, jak patrzyłam wtedy na moich rodziców, którzy płakali nad spalonym domem. Patrzyłam na zapłakanego ojca i zrozumiałam, jak wielka była ta tragedia. Udało się uratować niewiele, ale wymownymi ocalonymi przedmiotami są krzyż i obraz Świętej Rodziny, jeszcze przedwojenny, wyniesione z naszego płonącego domu – dodaje pani Alina.

Między wsią i miastem

– Ja urodziłam się na prawdziwej wsi i byłam z tego dumna. Gdy rano otwieraliśmy okno, słychać był śpiew ptaków i czuło się świeże powietrze. Teraz już od dawna tak nie jest. Gdzieś w oddali są pola i lasy, ale w samym Lubowidzu bardziej słychać hałas przejeżdżających samochodów i dolatujący smród od wielkich chlewni i kurników. Dziś tęsknimy za świeżym powietrzem – przyznaje pani Alina.
Jak podkreślają mieszkańcy, choć zmieniło się oblicze Lubowidza, oni są przywiązani do swojej ziemi. – Jeszcze zachowaliśmy miłość i przywiązanie do niej. Przecież ziemia to skarb. Dla mnie to również wspomnienia i obraz moich rodziców i dziadków, którzy tu ciężko pracowali. I tylko pozostaje niewiadoma, kto przejmie po nas te zajęcia, tradycję i więzi – dodaje Alina Fiszer, która wraz z mężem prowadzi od lat ekologiczne gospodarstwo. – Dawniej nie było tyle sprzętu, do pracy potrzeba było wiele rąk. To łączyło ludzi. Żyło się biednie, ciężko się pracowało, ale była też radość.
– Dawniej ludzie chcieli się spotykać. Przecież przy szkole istniało koło teatralne, organizowano bale, uczono tańca ludowego, było też u nas przywiązanie do tradycji – dodaje Ewa Kaczmarczyk. To może dlatego na podatny grunt padł pomysł lubowidzkich duszpasterzy, aby asystę procesyjną „ubrać” w stroje ludowe.

– Była zachowana szczątkowa tradycja o haftach i strojach w Lubowidzu, ale musiałem też wiele szukać w muzeach, skansenie i publikacjach regionalnych. Na podstawie tych poszukiwań odtworzyliśmy hafty i cały strój. Dziś stał on się atrakcją i wyróżnia nas w całym regionie – opowiada ks. wikariusz Grzegorz Ślesicki, pomysłodawca i główny realizator przedsięwzięcia. Jak dodaje ks. proboszcz Tadeusz Nikicin, we współfinansowanie szycia strojów włączyła się gmina.

– Mając status miasta, chcemy promować Lubowidz, jego historię i tradycje. Przecież za kilka lat, w 2021 r., będziemy obchodzili 500. rocznicę nadania praw miejskich przez Zygmunta Starego. Nowy status pomoże nam w łatwiejszym aplikowaniu po kolejne pieniądze na rozwój miasta – mówi burmistrz miasta i gminy Krzysztof Ziółkowski, który stoi na czele niespełna 2-tysięcznego najmłodszego miasta w naszej diecezji.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL