Nowy numer 50/2018 Archiwum

Rolnicze Credo

– Bóg obdarza życiem, błogosławi nie po to, abyśmy efekt Bożej przychylności wykorzystywali dla swoich prywatnych celów, dominacji, lecz byśmy nawzajem sobie służyli – mówi ks. Rafał.

Zwyczajem praktykowanym od wieków w naszych parafiach, szczególnie wiejskich, jest błogosławieństwo pól. Obrzęd ten zwykle sprawuje się w okresie najlepszego wzrostu roślin i zbóż, od maja do początku lipca. I chociaż nowoczesne rolnictwo jest już powszechnie zmechanizowane, to człowiek coraz częściej doświadcza bezradności wobec potężnych sił natury. Dlatego w formie utrwalonych przez wieki obrzędów zwraca się do Boga, prosząc o dobre owoce swojej pracy.

Jak droga do Emaus

Zdaniem etnografów obrzęd poświęcenia łączono ze wspomnieniem św. Marka Ewangelisty lub św. Izydora, patrona rolników, czy z modlitwami o urodzaje w wybrane dni tygodnia: poniedziałek, wtorek i środę. Dzisiaj zazwyczaj odbywa się niedzielnym popołudniem. Zmienił się też sposób jego sprawowania. Przed laty kapłan w asyście mieszkańców całej wioski szedł na pola, pomiędzy łany zbóż. Obecnie owa tradycja istnieje tylko w nielicznych miejscowościach. Zazwyczaj procesja ma wymiar bardziej symboliczny. Choć pozostały przystrojone kwiatami cztery stacje, wierni zamiast konnych wozów podążają ciągnikami. – Już w XIII wieku obrzęd ten miał charakter religijny. Niewykluczone, że odnosił się on do biblijnej drogi do Emaus i pragnienia błogosławieństwa zbiorów, późniejszego chleba, ponieważ w niektórych wsiach święcenia pól do dzisiaj noszą nazwę Emaus. Zwyczaj ten był znany nie tylko w Polsce, ale i we Francji, Niemczech, a także na Podolu i Morawach. W bardzo wielu wsiach reaktywowano go i jeżdżąc po Polsce, często można w maju lub czerwcu spotkać podążające drogami wśród pól kawalkady ciągników i samochodów, udekorowane zielenią czy po prostu usypane kopce graniczne z wetkniętymi w nie krzyżykami, kwiatami, a nawet chorągiewkami – opowiada Grażyna Czerwińska, etnograf z Ciechanowa. Jak mówi, święcenie pól było dla rolników ważnym obrzędem, wynikającym z cyklu pracy i znaczenia codziennego trudu. Miało chronić gospodarzy przez nieurodzajem, ustrzec zasiewy przed gradobiciem oraz przed wszelkimi niekorzystnymi lub niebezpiecznymi kaprysami pogody. – Była to niezwykle istotna dla mieszkańców wsi uroczystość, podkreślająca rolniczy charakter ich życia, wynikająca z pory najbardziej bujnego wzrostu roślin i pragnienia zapewnienia urodzaju. W uroczystości brali udział prawie wszyscy mieszkańcy z wyjątkiem osób chorych czy niedołężnych. Gromadzili się oni przy kapliczce czy krzyżu na końcu wsi, a po przyjeździe kapłana ruszał orszak – wyjaśnia etnograf.

Z końmi, chorągwiami i krzyżem

Takie poświęcenie pól wspomina również Jadwiga Szczepańska z Młodzianowa. – Kiedy przeprowadziłam się do parafii Węgrzynowo, nie było jeszcze takiej mody na święcenie pól. U mnie, w rodzinnej wsi, ta tradycja była bardzo kultywowana i co roku obchodzona bardzo uroczyście. Pamiętam, jak wszyscy jeździli końmi ustrojonymi kwiatami, z krzyżem i proporczykami. Kiedy tutaj zamieszkałam, tradycja błogosławieństwa pól została reaktywowana za ks. Benedykta Grabowskiego – opowiada pani Jadwiga. – Wtedy obrzęd odbywał się z początkiem czerwca. Najpierw jechaliśmy do kościoła, tam była Msza św., a po niej wsiadaliśmy na wozy, które były ustrojone brzózkami, i objeżdżaliśmy cztery kopce. Podczas przejażdżki śpiewaliśmy litanie oraz nabożne pieśni. Kopce zawsze znajdowały się na granicy z sąsiednimi wioskami. Każdy z nich był usypany z rolniczej ziemi uprawianej przez gospodarza, umajony i udekorowany kwiatami. Z biegiem czasu obrzęd ten nieco się zmienił. Konie zastąpiły ciągniki, a Msza św. przeniosła się na polne łąki. Później przez prawie 7 lat Msze św. odbywały się już u mnie na podwórku, a przy złej pogodzie – w stodole – dodaje. – Kiedy byłam młodą dziewczyną, moi rodzice rokrocznie organizowali objazd pola – wspomina Jadwiga Michalska ze Słoniaw. – Pamiętam, jak na czele orszaku jechali konno dwaj kawalerowie, dzierżąc krzyż i chorągiew kościelną. Za nimi w bryczce jechał kapłan, a dalej, wypełnionymi po brzegi i odświętnie przystrojonymi zielenią oraz kwiatami powozami, podążali wszyscy uczestnicy objazdu. Orszak zatrzymywał się kolejno przy czterech kopcach. Po modlitwach dziękczynno-błagalnych i poświęceniu zakopywano w ziemi butelkę lub słoiczek z fragmentem Ewangelii, datą i nazwiskiem księdza. W kopiec wtykano potem niewielki drewniany krzyżyk. Na zakończenie uroczystości, po Mszy św. odprawianej na polowym ołtarzu, odbywały się wspólne zabawy połączone z poczęstunkiem – opisuje mieszkanka Słoniaw. Ona także zauważa zmiany w formie celebrowania tej tradycji i przyznaje, że kiedyś miała ona większy urok. To swoisty znak czasu: konie, furmanki, wozy, które kiedyś nadawały jej charakter, zastąpiły dziś maszyny.

Wszystko jest łaską

Dzisiaj niewiele wiosek pielęgnuje ten rolniczy zwyczaj. Z drugiej strony w niektórych miejscach zaczyna się on odradzać. – Myślę, że dostrzega się powrót tej tradycji, ponieważ ludzie zaczynają się do siebie zbliżać, otwierać. Przez chwilę, owszem, zatopili się w świecie internetu, telefonów, a zaprzepaścili chęć integracji. A w końcu takie tradycje jak ta zbliżają i integrują środowisko, zwłaszcza wiejskie. Teraz ludzie lubią wspominać i wracają do tego, co było kiedyś. Widzę, że wiele osób chce kontynuować tę tradycję, by przekazać ją młodszemu pokoleniu – uważa Jadwiga Michalska. W odnowionych obrzędach błogosławieństw często zwraca się uwagę na ich jednoczący charakter. Wiara nie jest prywatną sprawą człowieka. Staje się owocna wtedy, gdy znajduje wymiar wspólnotowy. – Bóg obdarza życiem, błogosławi nie po to, abyśmy efekt Bożej przychylności wykorzystywali dla swoich prywatnych celów, dominacji, lecz byśmy nawzajem sobie służyli. By dokonywało się wzrastanie w wierze i świętości. Sam fakt, że rolnicy proszą o poświęcenie pól, wynika z bardzo głębokiej wiary w Bożą opatrzność. Pomimo że człowiek wszystko jest w stanie zrobić jak najlepiej, zdarzają się czasem okoliczności, które od niego nie zależą, i dlatego ucieka się do Pana Boga – by zachował owoc pracy, a trud włożony w uprawę pola nie został zaprzepaszczony. Cały obrzęd poświęcenia pól polega na tym, że człowiek modli się, wyznając, że zrobił wszystko, co mógł, a teraz prosi Boga o łaskę i ochronę. W tej modlitwie kryje się również prośba o dobre zbiory, a także o to, by Bóg ochronił przestrzeń, którą się Jemu poleca. Zatem nie chodzi tylko o błogosławieństwo samej ziemi, ale całości. W to również jest wpleciona idea pracy ludzkiej – wyjaśnia ks. Rafał Grzelczyk, proboszcz parafii w Węgrzynowie, gdzie od lat trwa tradycja Emaus. Jak przyznaje, uciekanie się do Bożej opatrzności wynika z prawdy teologicznej, że Bóg jest dobry i jest miłością. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy