Nowy numer 43/2020 Archiwum

Stanisław poszukiwany

Dla wielu jest niewinnym chłopcem z obrazka, "aniołem ziemskim bez winy" – jak śpiewamy w jednej z pieśni. Ale przyszedł czas, by przełożyć jego młodą wiarę na naszą.

Ważnym wyzwaniem duszpasterskim na ten rok jest poszukiwanie w św. Stanisławie Kostce tego, co aktualne i atrakcyjne, zwłaszcza dla młodego pokolenia.

Na początku roku biskupi w liście pasterskim odczytywanym w kościołach w całej Polsce, napisali m.in. "Żyjąc w XXI wieku, nie powtórzymy dokładnie czynów św. Stanisława Kostki. Naszym zadaniem jest raczej zrozumienie ducha tego świętego, który nie dał się zwieść mirażowi wygodnego życia, zabezpieczonego majątkiem rodziców. Miał odwagę przeciwstawić się panującym modom i naciskom grupy. Nie chciał ani imponować, ani uczynić z życia jednej wielkiej rozrywki. Był silną osobowością, miał swoją klasę i styl. Do końca zachował wolność. To nie był młody człowiek, który nie wie, po co żyje, jest znudzony i apatyczny, żądający od innych, a nie dający nic z siebie. Nie pozwalał sobie na eksperymenty w poszukiwaniu szczęścia. Wiedział, że ten świat nie zaspokoi jego tęsknot, że prędzej czy później poczułby się w nim oszukany lub zawiedziony. Wiedział, że charakter to nie tylko sprawa dziedziczenia cech po przodkach, nie tylko wpływ środowiska, ale rzetelna praca nad sobą. Wiedział też, że stawać się dojrzałym człowiekiem to podejmować trud rozwoju. Nie był mięczakiem, który mówi: taki już jestem, a zło usprawiedliwia słabością, obwinia innych, oskarża warunki i historię. Był czujnym ogrodnikiem wyrywającym chwasty słabości i grzechu, aby wyrosły piękne kwiaty i owoce. Uwierzył w miłość Boga i całym sobą na nią odpowiedział".

– Każdego z nas powinno nurtować pytanie: jak ten młody chłopak tak szybko stał się dojrzały? – mówi ks. Janusz Cegłowski, proboszcz parafii św. Jana Kantego w Mławie i propagator kultu św. Stanisława Kostki. "Było w tym świętym coś bardzo naszego i ta wewnętrzna wielka tkliwość, uczciwość, słowiańska i polska, i równocześnie ten jakiś niezłomny pęd do tego, co jest dobre i prawdziwe" – powiedział kard. Karol Wojtyła o naszym świętym w 1970 r. w Rzymie.

Jest wiele źródeł, miejsc i znaków w Kościele, które wyjaśniają świętość młodego chłopaka z Rostkowa. Jest przecież jednym z najbardziej popularnych polskich świętych w świecie. Te znaki pomagają odkrywać nam jego sekret. Ale zacznijmy od obrazów.

Nasz Stanisław był często przedstawiany na obrazach i figurach. Przyjmuje się, że jedno z najstarszych przedstawień ukazuje go w szlacheckim stroju i było przechowywane w Wiedniu. Niestety, zaginęło w zawierusze wojny. Inny obraz, pochodzący jeszcze sprzed kanonizacji w 1726 r., był przechowywany w kościele filialnym w Kacicach k. Pułtuska. Ukazuje charakterystyczną scenę z żywota świętego, gdy Maryja przekazuje Stanisławowi Dzieciątko Jezus. Odtąd właśnie mały Jezus na jego ręku, lilia czy złożone ręce staną się powtarzającymi się motywami w przedstawieniach malarskich świętego.

Trzy lata temu Katarzyna Kobuszewska, płocka ikonopistka, podarowała parafii na Stanisławówce ikonę, która przedstawia naszego świętego ziomka. – Przygotowując się do jej pisania, zebrałam chyba wszystkie możliwe obrazki, po najstarsze wizerunki, które przedstawiały chłopca z dużymi oczami, o dziecięcym wyrazie twarzy. Starałam się to wszystko przenieść na estetykę ikony – mówi K. Kobuszewska.

– Oczywiście, ikona rządzi się swoimi prawami. W niej twarz świętej postaci nie wyraża emocji, tak jak ikona nigdy nie wyobraża wartości tego świata. Ikona ma raczej budzić skojarzenia, a nie być cukierkowym, dosłownym wizerunkiem. Dlatego chciałam nadać temu portretowi powagi. Starałam się, by bardziej prezentował on młodzieńca, chociaż może jeszcze o dziecinnych proporcjach, niż dziecko. Poza tym, w ikonach święci są pokazywani w ostatnim etapie życia. Dlatego św. Stanisław Kostka może być przedstawiany już nie jako dziecko, ale młodzieniec, i taka myśl mi przyświecała. Wśród wielu atrybutów, które mu towarzyszą, wybrałam różaniec, bo to wydawało mi się najbardziej adekwatne dla tej postaci, i lilię – mówi pani Katarzyna.

W św. Stanisławie Kostce młodość splotła się z nadzwyczajną dojrzałością duchową i być może w tym też leży trudność namalowania jego portretu, który będzie przekonujący także dla współczesnych pokoleń. – Większość z nas dorastała w takiej kulturze i estetyce, w której świętość przedstawiana jest w trochę przesłodzony sposób, i to jest zaklęte koło, z którego trudno wyjść – zwraca uwagę ikonopistka.

Zanim malarz sięgnie po farby i pędzel, by namalować taką postać, musi ją chociaż trochę poznać i zagłębić się w jej życie. A w tym przypadku święty z Rostkowa ma wiele do zaoferowania. W dobie podróżowania, ale całkiem wygodnymi środkami lokomocji, musi budzić podziw fakt, że ten młody człowiek z Rostkowa, przed 450 laty z odwagą przemierzył kilka tysięcy kilometrów pieszo do Rzymu, by wstąpić do jezuitów, mając oparcie głównie w Bożej opatrzności (ten epizod podróży czasem jest przywoływany na niektórych wizerunkach). Niełatwo było mu pogrzebać nadzieje ojca na świecką karierę dla syna i przeciwstawić się planom rodziców, niełatwo też było żyć i wierzyć w Europie wstrząśniętej przez reformację.

– Do mnie przemawiała jego biografia i to wszystko, co zrobił, mimo tak młodego wieku – przyznaje ikonopistka. – Sądzę, że współczesne dzieci mogą utożsamić się z nim, ale też są bardzo wyczulone na sytuację, gdy oferuje się im na siłę coś przesłodzonego. Na przykładzie własnej córki wiem, że wolą prawdziwe historie, nie cukierkowe – dodaje.

Jako oficjalny wizerunek na rok św. Stanisława Kostki w diecezji wybrano namalowany kilkanaście lat temu obraz toruńskiej plastyczki Elżbiety Plewy-Hoffmann. Tej samej, która namalowała "płocki wizerunek" Jezusa Miłosiernego, umieszczony w papieskim ołtarzu w 1991 r., a dziś znajdujący się w kościele św. Józefa Robotnika w Płocku, i drugi – czczony dziś w sanktuarium na Starym Rynku w Płocku.

– Podobno z powodu osobliwego mariażu młodości z nadzwyczajną dojrzałością i rozwojem duchowym jest tak trudno namalować realistyczny portret św. Stanisława. Obraz Elżbiety Plewy-Hoffmann powstał po długim poszukiwaniu odpowiedniego modelu i wielu dniach wypatrywania w tłumie młodych ludzi tej właściwej twarzy. Stanisław, ubrany w błękitny żupan, z wyłożonym kołnierzem białej koszuli, patrzy na odbiorcę z powagą, pewny swoich wyborów. Nic dziwnego, że takie przedstawienie dość szybko zastąpiło wizję Stasia-dziecka – mówi ks. Janusz Cegłowski.

Jak się modlić przed obrazem czy figurą naszego świętego, o co prosić? Może warto przypomnieć jego własne słowa, gdy jako jezuita nowicjusz w Rzymie za swoje hasło przyjął słowa: "Początkiem, środkiem i końcem rządź łaskawie, Chryste". Warto też sięgnąć do najnowszego modlitewnika, który zbiera modlitwy stare i nowe do św. Stanisława. Są tam teksty liturgiczne, nabożeństwa, modlitwy i pieśni ku jego czci. Jest też propozycja, aby każdego 18. dnia miesiąca w parafiach organizować nabożeństwo do patrona dzieci i młodzieży.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama