Nowy numer 25/2018 Archiwum

Patrzcie na Honorata

Wciąż warto czytać żywot tego błogosławionego kapucyna, aby w jego biografii i jego duchowych przełomach zobaczyć wskazówki na dziś.

Można by powiedzieć, że o. Honorat był człowiekiem niezłomnym: z ateisty stał się wierzący i nigdy już duchowo nie poddał się. W Cytadeli Warszawskiej dotknęło go Boże miłosierdzie, dlatego zaczął troszczyć się o ludzi – jako kapucyn spowiadał ich długimi godzinami i pomagał rozeznawać powołania. Był niezłomny, bo wierzył wbrew nadziei. Ojciec Honorat uwierzył, że tam, gdzie miał być „grób” (bo zaborcy, tworząc etatowy klasztor, myśleli, że będzie to swoista umieralnia dla zakonników), będzie kolebka wielu zakonów. I tak się stało... w Zakroczymiu – opowiada z pasją o błogosławionym o. Grzegorz Filipiuk, kapucyn, który jest dyrektorem kapucyńskiego archiwum w Zakroczymiu. – To święty wciąż nieodkryty, który mówił o Bogu ukrytym. I swoją tytaniczną pracą duchowo ratował Polskę w czasie zaborów – dodaje o. Kazimierz Synowczyk OFMCap.

Naplujcie mi w oczy...

Urodził się w 1829 r. na Podlasiu. Był wychowankiem płockiej Małachowianki. Później jako student w Warszawie stracił wiarę. Już w Płocku mieszkał na stancji u pewnej rodziny obojętnej religijnie, a później, na studiach, miał kolegę, który przekonywał go, że wszystko trzeba sprawdzać rozumem. Młody Wacław Koźmiński tej idei uległ – odszedł od wiary i praktyk religijnych. Wyśmiewał publicznie chodzących do kościoła i miał nawet powtarzać: „Jeśli się nawrócę, to naplujcie mi w oczy”. I tylko jego matka nigdy nie przestała za niego się modlić. Gdy w 1846 r. pod zarzutem udziału w konspiracji antyrosyjskiej został osadzony w X pawilonie Cytadeli Warszawskiej, zachorował na tyfus. Został sam, bez kolegów i wywrotowych myśli, przeżył pierwszą trudną samotność, która doprowadziła go do przemiany życia. W wieku 17 lat nawrócił się i równocześnie odzyskał zdrowie. Po latach wyznawał: „Modlitwa matki mojej ziemskiej i opieka Matki mojej niebieskiej, tamtej objawiona, ocaliły mnie”. Jako 39-letyni kapucyn napisał w swoich „Notach rekolekcyjnych”: „Pan Bóg zleca względem nas miłosierdzie swoje przez długie i cierpliwe wyczekiwanie. Ileż razy Pan Bóg mi przebaczył, ile dni i lat cierpliwie wyczekiwał”. Z więzienia zwolniono go w 1847 roku. Kapucynem został w wieku niespełna 20 lat, zaś święcenia kapłańskie przyjął w 1852 r. w Warszawie.

Co przeszła biedna Polska

Miał dar rozpoznawania tajemnic dusz ludzkich i kierowania nimi. Jego konfesjonał był zawsze oblegany. Spowiadał też więźniów skazanych na śmierć i udzielał się jako misjonarz ludowy. Katechizował panny na pensjach żeńskich i propagował koła Żywego Różańca, które ożywiały wiarę społeczeństwa. Ponadto wraz z o. Beniaminem Szymańskim, prowincjałem (o. Honorat był jego sekretarzem), przeprowadził reformę tercjarstwa żeńskiego. W ciągu 10 lat jego pracy w Warszawie (1854–1864) nastąpiło znaczne ożywienie działalności III Zakonu św. Franciszka. W tym okresie wstąpiło do tercjarstwa 511 nowicjuszek (dla porównania, w latach 1830–1854 liczba nowicjuszek wynosiła od 2 do 7 rocznie). Po upadku powstania styczniowego władze carskie dokonały kasaty klasztoru kapucynów w Warszawie. Wówczas o. Honorat razem z innymi braćmi został internowany w etatowym klasztorze w Zakroczymiu, potem w Nowym Mieście nad Pilicą. „Któż nie wie – pisał o. Honorat w 1905 r. w jednym z listów okólnych do sióstr felicjanek w Krakowie – co przeszła biedna Polska przez te lat 50, a szczególniej przez czas kasaty zakonów, gdy rząd wziął za zasadę schizmatyzować całe Imperium [rosyjskie], a w szczególności nasz kraj. Bezstronni świadkowie piszą, że nie było nigdzie i nigdy (wyjąwszy może Neronów) tak srogiego prześladowania, tak upartego i wytrwałego, jak u nas, szczególniej, gdy rządził Aleksander III (...). U nas, [w klasztorze kapucynów w Zakroczymiu], było 18 śledztw i rewizji, z których niektóre parę miesięcy się ciągnęły z oświadczeniem, że gdyby kopertę rzymską znaleziono, skasowano by klasztor, bo wtedy generał-gubernator mówił: większym przestępstwem była korespondencja z Rzymem niż zamach na cesarza. Zmuszano całe parafie, nie tylko unitów, ale i katolików, do przechodzenia na schizmę, zamknięto kilkaset kościołów, a cerkwi stawiano bez liku. Sieczono rózgami i nahajkami kozackimi aż do zabicia, wywożono na Sybir, strzelano do ludu zebranego koło kościoła swego, który chciano rozebrać”.

Po co klasztor?

Słynna jest dewiza o. Honorata z Zakroczymia. Gdy kapucynom proponowano opuszczenie klasztoru, który przez zaborcę był przecież traktowany jako miejsce ich internowania, i gdy namawiano ich do podjęcia pracy w parafiach bądź do wyjazdu na emigrację, w obecności biskupa płockiego Wincentego Popiela o. Koźmiński miał powiedzieć w imieniu współbraci: „Żaden nie wyjedzie! Tu nas Pan Bóg chce mieć, a więc tu pracować będziemy!”. Uważał, że nie może zdezerterować. W odosobnieniu zajął się przede wszystkim pogłębianiem własnego życia duchowego, co wyraził w postanowieniu: „Chcę być świętym z jakąkolwiek bądź ofiarą (...), trzeci wiek jesteśmy, a nie mamy świętego”. W warunkach rygorów policyjnych po kasacie klasztorów kapucyn ten zdołał zapoczątkować w ukryciu (nie mógł głosić kazań, działał jedynie poprzez konfesjonał) ruch religijnej odnowy, dla którego przyjęła się nazwa ruch honoracki. Objawił się on w działalności nowych, tajnych, bezhabitowych zgromadzeń zakonnych. W drugiej połowie XIX w. z inicjatywy o. Koźmińskiego w Królestwie Polskim powstało łącznie 26 zgromadzeń ukrytych, opartych na Regule III Zakonu św. Franciszka – 4 męskie i 22 żeńskie, spośród których 17 istnieje do dziś. Jednocześnie o. Honorat pomagał tym zgromadzeniom rozwinąć się w całym kraju. W obawie przed prześladowaniami funkcjonowały one oficjalnie jako różne świeckie przedsięwzięcia, na przykład zakłady usługowe. Te zgromadzenia odegrały ważną rolę w dziejach polskiego katolicyzmu. W okresie prawie całkowitego zaniku tradycyjnych habitowych form życia zakonnego na skutek kasat po powstaniu styczniowym starały się zaspakajać potrzeby religijne i materialne społeczeństwa. Wiele z nich powstało, gdy o. Honorat przebywał w Zakroczymiu, dlatego też początkiem ich działalności była m.in. diecezja płocka. Tak było w przypadku sióstr służek, których domy powstawały m.in. Płocku, Ciechanowie, Płońsku, Drobinie, Raciążu, Wyszkowie, Makowie Mazowieckim, Orszymowie, Bodzanowie, Gąbinie, Sannikach... – żeby wspomnieć tylko niektóre z miejsc.

Nie było czasu na smutek...

Ojciec Honorat zmarł 16 grudnia 1916 roku. O ostatnich chwilach jego życia pisała jedna z jego duchowych córek, m. Aniela Róża Godecka, współzałożycielka Małych Sióstr Niepokalanego Serca Maryi (honoratek) w swej autobiografii w 1921 r.: „Od listopada 1916 r. ojciec nasz bardzo cierpiał i wezwano lekarza, żeby zbadał go i przepisał jaki środek dla ulżenia. Lekarz opukał i powiedział, że serce i płuca są względnie w porządku i miał już odejść, ale kazał jeszcze pokazać plecy ojca i okazało się, że ciało tak się odleżało, że poodpadało aż do kości. Zrobiono ojcu opatrunki. I doktor kazał zdjąć twardą sukienną tunikę, którą ojcowie noszą zamiast bielizny, a która przywarła do ran i jątrzyła je, ale ojciec za nic nie chciał się na to zgodzić i gniewał się na swego pielęgniarza za to, że na migi pokazywał lekarzowi, żeby obejrzał plecy. Tak ojciec nasz pragnął cierpienia i gniewał się za tę ulgę, choć ona na pewno jeszcze więcej chyba bólu przyczyniła, bo opatrunki musiały być bardzo bolesne. Tak stan zdrowia naszego ojca trwał przeszło trzy tygodnie. 15 grudnia był już bardzo słaby, a następnego dnia, od samego rana, prawie zapadł w agonię. Przełożony klasztoru przyniósł Wiatyk. Ojciec założył sobie pas na szyję i powiedział wobec wszystkich, że jest strasznym grzesznikiem, bo się zaparł Boga w młodości, czem ogromnie wszystkich rozrzewnił i zbudował, boć wszyscy widzieli i wiedzieli, jak ojciec ciężko pokutował całe życie w zakonie i jak wynagradzał Panu Bogu, a życie to całe poświecił na chwale Bożą. Tego dnia, 16 grudnia, o. Kazimierz kilkakrotnie wstępował do ojca, ale ten już nie reagował. Widocznie duchem był już na tamtym świecie. Taki stan był do godziny 5 po południu. Około godziny 5 brat pielęgniarz dał znać kapucynom, że o. Honorat kona. Wszyscy ojcowie się zeszli, a ojciec oddał Bogu ducha. Wtem uderzono w klasztorny dzwon. Dźwięk ten dziwnie mną wstrząsnął, powiedziałam tylko: ojciec umarł. Rzeczywiście dzwonili, jak po umarłym, długo, długo. Była sobota (...). Pogrzeb ojca odbył się dopiero 21 grudnia w czwartek, żeby mogły się zjechać delegacje od zgromadzeń. Cały ten czas ciało o. Honorata było wystawione w celi, a więc dostęp mieli tylko bracia i inni mężczyźni, a myśmy mogły tylko modlić się w kościele. Dopiero we środę po południu wprowadzono ciało ojca do kościoła. Co do mnie, nie płakałam, bo nie mogłam płakać, patrzyłam tylko na ojca i nie mogłam oczu oderwać, taki ojciec był jak we śnie, taki spokojny, jakby chciał powiedzieć, że mu tak dobrze i wygodnie w tej trumnie prostej na wiórach i na cegle pod głową. Na pogrzebie, pomimo tłoku, udało mi się dostać do podziemi. Trumnę ojca wstawili do niszy. Smutne były te pierwsze święta Bożego Narodzenia, tak zawsze uroczyście obchodzone i tak zawsze przypominające nam ojca, bez ojca. Ale nie było czasu na smutek, trzeba było zabrać się do pracy...”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma