Nowy numer 48/2020 Archiwum

Heroizm nie szuka spokoju

W okresie II wojny światowej i komunizmu Polska wydała wiele heroicznych postaci. Do tego bogatego panteonu sylwetek niezłomnych sięgnęli w tym roku organizatorzy i goście sympozjum Akcji Katolickiej w Płocku.

Syn wybitnego położnika przywołał też słowa, którymi kierował się jego ojciec, "wielkość to nie to, ile potrafię zyskać, ale ile stracić". Włodzimierz Fijałkowski przypłacił swoją niezłomną postawę marginalizacją w świecie naukowym. - On jednak nigdy nie był ofiarą. Potrafił to wszystko stracić, spaść z tego wzniesienia, na który dostał się własną pracą. Przestał organizować swoje życie, zaczął je odczytywać. W moim ojcu nie było cienia cierpiętnictwa - opowiadał Paweł Fijałkowski.

W tym panteonie postaw heroicznych i niezłomnych, przywołanych podczas 10. Sympozjum Akcji Katolickiej Diecezji Płockiej, znaleźli się także księża diecezji płockiej, oraz świeccy, ofiary totalitaryzmów XX wieku. O niezłomnych duszpasterzach mówił prof. dr hab. Leszek Zygner, historyk, rektor PWSZ w Ciechanowie i Mławie. Przypomniał m.in. o męczennikach gostynińskich II wojny światowej, trzech młodych wikariuszach parafii w Gostyninie: ks. Antonim Dubasie, ks. Stanisławie Krystosiku i ks. Kazimierzu Stankiewiczu. Sami zgłosili się na posterunek żandarmerii, aby Niemcy wypuścili ich starszego proboszcza, ks. Apolinarego Kaczyńskiego, aresztowanego wcześniej jako zakładnika. Już nie wyszli z więzienia, przewiezieni z innymi więźniami do lasów w Wólce Łąckiej, zostali rozstrzelani. - Gdy po II wojnie światowej dokonano ekshumacji, w przypadku dwóch księży: ks. Dubasa i ks. Stankiewicza, głowy były odłączone od korpusu. Można się tylko domyślać, jak ich śmierć nastąpiła. To tajemnica męczeństwa - mówił prof. L. Zygner. Dodał też: - Spójrzmy na nich ludzkimi oczami. To były młode chłopaki, 4 lata kapłaństwa… Heroizm wyjątkowy - zauważył.

Wśród wspominanych heroicznych kapłanów diecezji płockiej znalazł się m.in. ks. Stefan Zielonka, prefekt pułtuski, więzień Dachau, który wybrał los duszpasterza więźniów chorych na tyfus, i kolejni niezłomni: ks. Kazimierz Gwiazda, ks. Franciszek Ossowski, ks. Leonard Lipka, ks. Wacław Jezusek, bp Jan Wosiński, czy całkiem już blisko naszych czasów - ks. Stefan Niedzielak, zamordowany w 1989 r.

- Tutaj może już za życia o niektórych postaciach trzeba mówić - zauważył na koniec rektor PWSZ w Ciechanowie i Mławie. - Chodzi mi o ks. Tadeusza Łebkowskiego, proboszcza z płockich Górek. To jest postać, co do której nie ma już wątpliwości, że jest człowiekiem heroicznym. Ks. Łebkowski, pracując w parafii św. Jana Chrzciciela był świadkiem wielu ważnych wydarzeń dla powojennego Płocka. W ‘76 w czerwcu ruszyła demonstracja pod Komitet Wojewódzki partii, on był tam z nimi. Ten człowiek w 80 roku, gdy zaczyna się strajk w Stoczni Gdańskiej, jechał tam z listem poparcia. Był zaproszony jako gość honorowy na 1. zjazd Solidarności w gdańskiej Olivii. To wokół niego powstawało wiele inicjatyw patriotycznych w parafii św. Jana Chrzciciela - wyliczał prof. L. Zygner.

Podczas sympozjum wspominano też ludność Rypina, która na początku II wojny światowej padła ofiarą funkcjonariuszy Selbstchutzu, czyli tzw. samoobrony. - Selbstchutz był formacją, składająca się z mieszkańców terenów polskich narodowości niemieckiej, którzy przed wojną uwierzyli w Hitlera, i przygotowali listy proskrypcyjne osób przeznaczonych do eksterminacji, do unicestwienia. Podobno część z nich, już w momencie bombardowań wskazywało lotnikom niemieckim cele. Jakież było wielkie zdziwienie dla mieszkańców Rypina i powiatu, że ludzie, których dotąd znali - ich sąsiedzi, znajomi, nagle zakładają czarne koszule, zaczynają nosić opaski z dziwnymi literami, zaczynają nosić broń - mówił Andrzej Szalkowski, dyrektor Muzeum Ziemi Dobrzyńskiej w Rypinie.

Ofiarami Selbstchutzu byli duchowni, nauczyciele i ziemianie z Rypina i powiatu. Akcja eksterminacji była bardzo dobrze zorganizowana. 1100 osób zostało zamordowanych w samym Rypinie, w tzw. Domu Kaźni, czyli przedwojennej komendzie policji, a w czasie wojny siedzibie Selbstchutzu i Gestapo. Rypinianie ginęli też w Lasku Rusinowskim i na Raku, w lasach skrwileńskich, gdzie prawdopodobnie spoczywa od 1500 do nawet 3 tys. pomordowanych. - Skąd wiemy, jak to wyglądało? Kilku osobom udało się przeżyć, m.in. Stefanowi Klubie i ks. Stanisławowi Dulczewskiemu. W 1978 r. odbyła się w Rypinie konferencja pt. Oskarżamy. Świadkowie opowiadali o tym, co działo się w domu kaźni - mówił A. Szalkowski.

Dzisiaj historycy są w stanie określić tożsamość 50 funkcjonariuszy Selbstchutzu; kaci nie ponieśli jednak konsekwencji; rozpierzchli się po frontach wojennych, uciekli. Jednak Rypin pamięta. - Jako muzeum staramy się docierać do prawdy, czemu służy m.in. Katalog Zbrodni Ziemi Dobrzyńskiej. Wciąż jest wiele rzeczy do wyjaśnienia. Uczymy nie nienawiści, ale szacunku człowieka do człowieka - podkreślił dyrektor Muzeum w Rypinie.

Część wykładową sympozjum podsumował panel dyskusyjny, który poprowadził ks. Krzysztof Jończyk, asystent kościelny AK Diecezji Płockiej. Wydarzenie zakończył kameralny koncert Lecha Makowieckiego, barda, poety, kompozytora i autor tekstów, którego piosenki nawiązują do historii Polski, szczególnie czasów wojny i reżimu komunistycznego. W repertuarze koncertu znalazły się także utwory o niezłomnych Polakach, m.in. "Ballada o rotmistrzu Pileckim".

X Sympozjum Akcji Katolickiej., które poprzedziła Msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem bp. Mirosława Milewskiego w katedrze, odbywało się w Opactwie Pobenedyktyńskim. W sesji wzięli udział działacze AK z różnych oddziałów w diecezji oraz członkowie innych wspólnot i ruchów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama