Nowy numer 47/2020 Archiwum

Niebo, gdy dziecko mówi: „Mama”

To w domu trzeba się nawzajem ratować. I należy to robić codziennie, bo terapii potrzebują nie tylko najmłodsi, ale również ich rodzice.

Pierwszy terapeuta w domu

Katarzyna Michalska proponuje, aby zweryfikować, kto w domu faktycznie wychowuje dziecko: czy na pewno rodzice, a może telewizja, gry, inteligentne zabawki? – Dziecko uczy się przez poznawanie i odczucia, a nie przez obrazy. Ono nie jest w stanie dotknąć tej rzeczywistości i jej sobie wyobrazić. Za dużo jest bodźców, które wręcz bombardują małe dziecko i absorbują je, przykładem są współczesne zabawki, które działają na przycisk, a prawda jest taka, że im prostsza zabawka, tym jest mądrzejsza – opowiada K. Michalska, dzieląc się swoim doświadczeniem logopedy. Zwraca też uwagę, że wychowywanie w takich warunkach: przed telewizorem czy tabletem, z zabawkami, które mówią i poruszają się, sprawia, że samo dziecko zaczyna mieć problemy z poruszaniem się i mówieniem, bo jest wyręczane przez inne przedmioty czy osoby. – Niedawno byłam świadkiem, gdy pewna matka, aby uspokoić swoje nadpobudliwe dziecko w kościele, dała mu swój telefon komórkowy, aby zajęło się ono jakąś grą i nie przeszkadzało w czasie Mszy. Rzeczywiście, było cicho, ale nie było też z nim żadnego kontaktu – zauważa K. Michalska. Mówi też o pewnych niepokojących symptomach w rozwoju dziecka, które powinny uwrażliwić rodziców: gdy ono nie patrzy na najbliższych i nie potrafi nawiązać kontaktu wzrokowego, gdy nie chce być przytulane, gdy nadmiernie płacze albo nie gaworzy pod koniec pierwszego roku życia. Wtedy należy zwrócić się do lekarza pediatry, który powinien dokonać wstępnego rozeznania i skierować do specjalisty. Bardzo ważna jest jak najwcześniejsza diagnoza. Ale z drugiej strony zwraca się uwagę, aby nie szukać na siłę i nie wyolbrzymiać pewnych braków rozwojowych, które z czasem mogą zostać naturalnie zniwelowane. – Niech rodzice znajdą czas dla dzieci: na rozmowę, ćwiczenie, zabawę. Zacznijmy od rzeczy najprostszych, bo rodzice są pierwszymi terapeutami swojego dziecka. To jak z modlitwą, której powinni uczyć najpierw rodzice – akcentuje K. Michalska.

W swojej pracy dobrze pamięta jednego ze swych małych pacjentów z autyzmem, który przez długi czas w ogóle nie mówił i nie można z nim było nawiązać żadnego kontaktu wzrokowego. – Po długim i mozolnym czasie terapii, gdy ćwiczyliśmy, śpiewaliśmy i tańczyliśmy, zaczął mówić. Jego mama powiedziała kiedyś do mnie: „My od pani nie odejdziemy, bo dzięki pani mój synek powiedział do mnie: mama” – opowiada logopeda. Od tygodnia idą przez diecezję kolorowe Marsze dla Życia i Rodziny, w tym roku pod hasłem: „Czas na rodzinę”. Inicjatywa, która jest organizowana od sześciu lat, odbyła się przed tygodniem w Mławie, w tę niedzielę w Płońsku, a za tydzień będzie miała miejsce w Płocku, Ciechanowie i Pułtusku. Te marsze są po to, aby zamanifestować przywiązanie do wartości życia i rodziny oraz by się nimi ucieszyć. Rzeczywiście, potrzeba takiego oparcia, radości, wiary i nadziei, zwłaszcza wtedy, gdy pojawia się problem czy kryzys.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama