Nowy numer 48/2020 Archiwum

Czego pragną kobiety?

Psycholog Aneta Adamkowska o nowej grupie wsparcia dla pań w "Metanoi", o ich problemach i mocnych stronach.

Agnieszka Małecka: W Płocku są pewne propozycje spotkań dla kobiet. Czym od nich różni się grupa wsparcia, która powstaje w Centrum Psychologiczno-Pastoralnym "Metanoia"?

Aneta Adamkowska: Grupy, które się spotykają, aby potańczyć, pośpiewać czy pomodlić się, to grupy, których głównym celem jest właśnie taniec czy modlitwa. Czynniki relacyjne w takich grupach są rzeczami dodatkowymi. Natomiast w grupie wsparcia głównym celem jest wspieranie relacji i praca nad nimi. Przychodzimy do grupy wsparcia po to, by porozmawiać o problemie, by się przyjrzeć temu, co robimy w relacji, uświadomić sobie na przykład, dlaczego jesteśmy ciągle w konfliktach albo nie możemy porozumieć się z dzieckiem. Usłyszymy też informacje zwrotne, których zwykle nie dostaniemy podczas rozmów kuluarowych w trakcie kursów czy warsztatów.

Czy takie rozmowy w grupie nie są rozdrapywaniem ran?

Jeśli złamiemy nogę i ona nam się źle zrośnie, to ból będzie nam ciągle dokuczał. I może być tak, że trzeba będzie złamać ją na nowo, by ona się dobrze zrosła. Jeśli ktoś przechodził jakieś trudności w swoim życiu, a one się dobrze "zrosły", to nie będzie ich rozdrapywał, bo to nie ma sensu. Natomiast, jeśli te rzeczy na nas wpływają, siedzą w nas, nie dają nam spać, powodują np. napady paniki, to wtedy tę ranę trzeba trochę otworzyć, oczyścić. Grupa wsparcia nie jest jednak grupą ściśle terapeutyczną, która zajmuje się pracą nad traumą. Koncentruje się raczej na tym, co jest "tu i teraz". Oczywiście, jeśli ktoś będzie miał potrzebę rozmowy, o jakimś fakcie z przeszłości, możemy to zrobić, bo to może wpływać na jej obecne życie. Jednak to nie jest celem grupy.

W czym w ogóle leży trudność takiej pracy z kobietami?

Podstawowym problemem jest to, że kobiety boją się emocji. Mają wrażenie, że są odbierane jako histeryczki, gdy je wyrażają, np. gdy płaczą na filmach lub gdy się złoszczą. Ale ta świadomość emocji to już jest połowa sukcesu. Wiemy, że te emocje są i trzeba je tylko okiełznać. Dla porównania, mężczyznom trzeba najpierw pokazać, że one w ogóle są. Od dziecka mówi im się "nie rycz", nie histeryzuj. Nie mają przyzwolenia na okazywanie tego typu emocji, co jest dużym błędem. Dlatego często chorują, bo te choroby somatyczne, autoimmunologiczne łączą się z emocjami.

Z czym zgłaszają się panie do "Metanoi"?

Kobiety zgłaszają się do nas przede wszystkim z rozczarowaniem: życiem, rodziną, dziećmi, mężem, którego po 20 latach jednak nie udało się zmienić. Najczęściej trafiają do nas kobiety w okolicach czterdziestki. Czasami wiąże się to z jakimś przełomem w ich życiu, czasami z jakimś trudnym przeżyciem. Rozsypuje się związek, pojawiają się zdrady. Albo teoretycznie są pieniądze, mąż, dzieci, praca, ale czegoś nadal brakuje. Myślę, że te problemy odzwierciedlają trudności społeczne. Nasz świat zmienił się diametralnie przez ostatnie dziesięciolecia. Bezustannie musimy dokonywać wyborów, a to jest frustrujące. Kupujemy coś, ale natychmiast się zastanawiamy, bo może wybraliśmy nie ten samochód, nie tę szkołę dla dziecka. Druga sprawa to szybkość życia, jego zmienność. Życie jest takie niepewne, nie wiadomo, co nas spotka za chwilę, chcemy więc natychmiastowej gratyfikacji. Mamy też osłabienie poczucia tożsamości, osłabienie kodeksów moralnych. Wyżej wymienione czynniki wpływają na to, że mamy złe relacje. Tak naprawdę nie dbamy o nie, nie czekamy na zmianę. Nie chce nam się pracować nad związkiem, nad relacjami, bo to jest trudne.

Co stało się z wizją kobiety, "kapłanki domowego ogniska"? Patrzymy na starsze pokolenie, na związki, które też były niełatwe, ale za to trwałe.

Nie sądzę, że ta rola kobiety tak się zmieniła. Ja myślę, że nadal jej rolą jest piastowanie tego ogniska i dbanie o dom. Kiedyś chyba żyło się prościej, inaczej. Zazwyczaj kobiety nie pracowały. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić utrzymanie się z jednej pensji. Dlatego kobietom jest dziś bardzo trudno. Niosą w sobie poczucie krzywdy i winy. Gdy inwestują w pracę, mają poczucie, że pozostawiają mniej czasu dla dzieci. Gdy inwestują w rodzinę, mają wrażenie, że zaniedbują pracę. Kobiety są ciągle w takim pomieszaniu.

Jak działa grupa wsparcia?

Wspomniałam, że bardzo często trafiają do nas kobiety z rozczarowaniem. Mają w sobie taką myśl: „ja nic nie znaczę, moje życie jest bez sensu, nie mam nic do zaoferowania”. W grupie okazują się bardzo potrzebne, bo każdy uczestnik jest ważny. Każdy jest potrzebny, gdyż udzieli jakiegoś wsparcia albo po prostu wysłucha. Najważniejszym czynnikiem leczącym w grupie jest rozmowa, drugim - nadzieja. Bez niej terapia praktycznie nie jest możliwa. Jeżeli ktoś ma nadzieję na zmianę życia, to jest duża szansa, że tak właśnie będzie. Gdy do nas, terapeutów przychodzą ludzie, którzy takiej nadziei nie mają, nie wierzą, że terapia może im pomóc, wtedy najpierw pracujemy nad motywacją. W grupie jest o wiele łatwiej. Ktoś już przechodzi jakiś etap i u innej osoby pojawia się myśl: "ja też bym tak chciała". Rodzi się pewna twórcza rywalizacja.

W grupie być może spotkają się panie z różnych środowisk. Jak stworzyć atmosferę współpracy i wymiany?

Grupa często staje się gronem przyjaciół. Oczywiście są i osoby, które z czymś się nie zgadzają. W takich sytuacjach nie neguje się człowieka. Nie oceniamy, nie krytykujemy. Mówimy o tym, co czujemy, słuchając aktywnie danej osoby. W grupie jest trochę, jak w pracy. Możemy się nie lubić, ale musimy ze sobą współpracować, na jakimś poziomie musimy być jednością. Chcemy przede wszystkim uczyć się dobrej komunikacji, jak rozmawiać ze sobą, słuchać się wzajemnie. Celem grupy jest towarzyszenie emptyczne, wspieranie się i uczenie się, jak korzystać z tego wsparcia. Czasami bowiem trafiają do nas kobiety, które są "samowystarczalne", utrzymują dom, ale nie radzą sobie w relacji.

Co będzie fundamentem waszej pracy?

Chciałabym, żeby każda z kobiet w tej grupie była spójna dla siebie. Te kobiety będą różne. Będą osoby bardzo religijne, ale wyobrażam sobie też ateistkę na tym spotkaniu. Może obie od siebie czegoś się nauczą. Chcę, żeby była otwartość, zgoda na to, że pewne wartości dla jednej osoby są nieprzekraczalne. Bardzo będę dążyć do tej spójności wewnętrznej. Nie chciałabym narzucać schematów myślenia, bo to blokowałoby rozwój w tych grupach. Są zresztą wartości i dla psychologii, i dla Kościoła bardzo tożsame.

Czy można się uzależnić od takiej grupy wsparcia, czy grupy terapeutycznej? Co wtedy, gdy ktoś nie radzi sobie sam?

Zmiany są kruche, i dlatego trzeba o nie dbać. Należy je zauważać i pielęgnować. Z tym jest trochę tak, jak z jazdą na rowerze. Na początku idzie powoli, ale potem się tego nie zapomina. Albo jak z lodami; jak raz się je jadło, chce się do tego wracać. Czasami ludzie przychodzą na grupę terapeutyczną i na parę lat im to wystarcza. Ale po pewnym czasie coś się wydarzyło i wracają. To jest taki zastrzyk, który im starcza na kolejne lata. Rzeczywiście, są osobowości bardzo zależne, które boją się zakończyć obecność w takiej grupie. Dlatego wspiera się w nich dojrzałość i odpowiedzialność, a także procesy separacyjne. Daję do zrozumienia, że ja nie znikam, jako psychoterapeuta jestem i zawsze można tu wrócić.

Przypomnijmy, jakie są reguły udziału w grupie wsparcia, takiej, jak powstała w "Metanoi".

Obwiązuje w niej reguła poufności. Ona jest bardzo ważne, bez tego grupa nie może istnieć. Polega to na tym, że uczestnik nie może podawać innym informacji, które by narażały na ujawnienie tożsamości uczestników. Oczywiście każdy ma prawo mówić o grupie. Mogą się wtedy naturalnie pojawić pytania, jak jest na tej grupie, o czym się rozmawia. Informacja, że jestem w grupie, jest kilka kobiet, jest prowadząca i rozmawiamy o relacjach ma charakter ogólny i można ją przekazać. Jednak poufne jest już to, co to są za kobiety i o czym rozmawiają. Ta poufność się udaje, bo ona działa w obie strony, w myśl zasady „ja też się otwieram, ja też coś z siebie daję, tak jak ty”. Grupa zawsze jest też superwizowana. Każdy terapeuta, psycholog ma superwizora, czyli osobę nad sobą, z którą analizuje proces grupowy, przy czym też nie jest ujawniana tożsamość osób uczestniczących. Ważną cechą grupy jest też jej półotwartość. Nowe osoby mogą dołączać do niej w trakcie pracy, która trwa minimum 3 miesiące. Przewidujemy w takiej grupie nie więcej niż 10 osób.

Jakie cechy są potrzebne współczesnej kobiecie? Co jest jej mocną stroną?

Paradoksalnie mocną stroną kobiet są ich słabości. My mamy wrażenie, że musimy być silne i to jest myślenie błędne. Fajnie jest czasami być słabą, nie być matką idealną, ale wystarczająco dobrą. Dobrze by było, żeby udało się nam odseparować od takich wymagań, by nie być "perfekcyjną". Proszę sobie wyobrazić, że ma pani idealną przyjaciółkę, która miałaby idealną pracę, idealne dzieci, idealne relacje z mężem… To o czym byście rozmawiały? Nie jesteśmy ideałami. Miewamy gorsze dni, gorszy humor, czasami myślimy negatywnie, mylimy się. Ważne jest, aby dać sobie do tego prawo.


CPP Metanoia zaprasza

Spotkania pierwszej grupy wsparcia, do której można jeszcze dołączyć, ruszają już dzisiaj, 7 marca. Będą odbywać się we wtorki, przed południem. Planowane jest utworzenie także drugiej, popołudniowej grupy. Minimum uczestnictwa to 3 miesiące. Spotkania będą odbywać się w CPP "Metanoia" (Al. Kobylińskiego 21a w Płocku).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama