Nowy numer 3/2021 Archiwum

Strumyk, który płynął pod prąd

Słynął w Przasnyszu i okolicy jako znakomity lekarz, ale tylko nieliczni wiedzieli, że dr Konstanty Pukianiec służył wcześniej w sławnym oddziale partyzanckim.

„W szpitalu dało się zauważyć na oddziale chirurgicznym dużą dyscyplinę, spokój, ład i atmosferę pracy” – pisał regionalista Aleksander Drwęcki. – „Doktor był człowiekiem pracowitym, wymagał dużo od siebie i od personelu, który go dobrze rozumiał. Nie musiał mówić, wystarczyło spojrzenie”. – Jego nazwisko wymawiane było z wielkim szacunkiem – wspomina Adam Myśliński. – Niewątpliwie należał do najwybitniejszych przasnyskich lekarzy. To w dużej mierze dzięki niemu tamtejszy szpital cieszył się dużą renomą. Doktor Pukianiec nie skorzystał z intratnych propozycji pracy w innych miastach, kiedy zakaz opuszczania Przasnysza przestał już go obowiązywać. Każdy, kto go znał, podkreśla, że był bardzo religijnym człowiekiem. W czasach, gdy był ordynatorem, na jego oddziale mimo zakazu władz jako pielęgniarki pracowały siostry szarytki, które darzył dużym zaufaniem. „Nie przyjmował żadnych prezentów od wdzięcznych pacjentów za wyjątkiem kwiatów, które zanosił do ulubionego kościoła ojców pasjonistów i składał w podzięce przed obrazem Matki Bożej” – wspominał A. Drwęcki. Ojciec Bogdan Kołakowski, pasjonista, wieloletni przeor przasnyskiego klasztoru, dobrze pamięta doktora uczestniczącego co niedziela we Mszy Świętej. Religijność dr. Pukiańca nie uszła też uwadze inwigilujących go funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. „Sfanatyzowany klerykał, przed przystąpieniem do operacji modli się” – scharakteryzował go jeden z nich w swoim raporcie.

Blizna i ulica

Aleksander Drwęcki był świadkiem wydarzenia, które dobitnie świadczy o wielkiej szlachetności, prawości i odwadze cywilnej „Strumyka”. Miało to miejsce podczas zebrania Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, niedługo po słynnym liście Episkopatu Polski do Episkopatu Niemiec: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Głos zabrał delegat z Warszawy, który potępił prymasa Wyszyńskiego, oskarżając go o mieszanie się do polityki. Twierdził, relacjonując okoliczności powrotu prymasa z zagranicznej podróży, że został on rzekomo obrzucony jajkami przez oburzoną młodzież. Doktor Pukianiec nie wytrzymał i przerwał delegatowi: „Dziwię się, że takich kłamliwych ludzi, jak pan pułkownik, Warszawa wysyła w teren, żeby poważnym ludziom przekazywać takie bzdury. Prymas był entuzjastycznie witany kwiatami i nikt go nie obrzucał jajami”. „A skąd pan o tym wie?”. „Bo ja tam byłem przywitać prymasa”. Zdaniem A. Drwęckiego, na religijność chirurga, jego zamknięty charakter, małomówność i nieufność ogromny wpływ miało cudowne ocalenie przed rozstrzelaniem. – To był wspaniały, mimo swej niedostępności, ciepły człowiek – dodaje Barbara Zagożdżon. Po przejściu na emeryturę przeprowadził się do Warszawy, skąd pochodziła jego żona Aleksandra, sanitariuszka „Oleńka” z powstania warszawskiego. Po jej śmierci dr Pukianiec powrócił do Przasnysza, aby tam, w domu swego chrześniaka, spędzić ostatnie dni życia. Świadkiem jego odchodzenia był o. Bogdan Kołakowski. – Umierał jak święty – wspomina pasjonista. – Przed oczami miał wiszący naprzeciw łóżka obraz Jezusa Miłosiernego. Uczestniczył we Mszy św., którą odprawiłem w jego pokoju i przyjął Komunię Świętą.

Zmarł 31 stycznia 1995 r., w 51. rocznicę bitwy pod Worzianami, gdzie jego oddział odniósł jedno ze swoich największych zwycięstw. Społeczność Przasnysza uhonorowała go, nadając jego imię jednej z ulic. – Mam aż dwie pamiątki po doktorze: bliznę po operacji, no i tę ulicę jego imienia, z którą jest trochę kłopotów językowych. W Przasnyszu już się oswoili, poza Przasnyszem na nazwę „Pukiańca” reagują pytaniem: „póki co?” – żartuje Wiesława Pałysa. Co ciekawe, ulica ta krzyżuje się z ulicą Adama Bienia, jednego z sądzonych w „procesie szesnastu” w Moskwie przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, który w tym samym czasie co „Strumyk” pracował w Przasnyszu. – I pomyśleć, że obcowałam z tak wspaniałymi postaciami historycznymi. Adam Bień był adwokatem mojej matki – opowiada Danuta Kaźmierczak.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama