Nowy numer 37/2021 Archiwum

Żyjemy na kredyt miłosierdzia

Zamyka się pewna epoka w życiu tego zespołu, ale za to kończy się pięknym akordem.

Uformowane talenty

– Film powstał dzięki inicjatywie i wsparciu finansowemu Anny i Krzysztofa Krakowskich, którzy chcieli „wyprodukować” cegiełki z przeznaczeniem na budowę sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Płocku oraz na ewentualne wykorzystanie ich podczas naszych lokalnych obchodów Światowych Dni Młodzieży – wyjaśnia Maria Marciniak, która napisała scenariusz filmu. Nad stroną muzyczną czuwał jej mąż. W produkcję udało się zaangażować Krzysztofa Stańczaka ze studia filmowego „Eska” (zdjęcia), Grażynę Zych z ASP we Wrocławiu (montaż) oraz Henryka Jóźwiaka, aktora Teatru Dramatycznego w Płocku (reżyseria). – Początkowy projekt miał bardziej charakter montażu słowno-muzycznego. Gdy zaczęliśmy współpracę, zrodził się jednak pomysł fabularnej opowieści. Pracowaliśmy przez tydzień nad interpretacją, by nadać jej jakiś kierunek, by to nie była tylko deklamacja. Staraliśmy się, by to nabrało duchowej treści. Zajmowałem się także filmem od strony realizatorskiej; przygotowałem scenopis – ujęcie po ujęciu, zostały wybrane plenery. Oczywiście, nakręciliśmy więcej materiału, z którego potem trzeba było coś wybrać. Najbardziej jestem dumny z kadrów, w których są zbliżenia na detale, np. na oczy, ręce. To była praca nad prawdą przekazu, bo wyraz oczu, układ ciała to coś, czym nie da się oszukać – wyjaśnia H. Jóźwiak.

Reżyser filmu chwali młodzież zaangażowaną w projekt. – To zdolne dziewczyny – mówi. – Tak się złożyło, że film ten wieńczy ośmioletnią działalność zespołu „Bemolla”. Odczuwamy wielką wdzięczność za to, że dane nam było przez ten czas opiekować się ich talentami, że wśród tylu ofert i propozycji ze strony świata wybrały tę – przyznaje Maria Marciniak. Dla dziewczyn z „Bemolli” to niezapomniany kawałek życia. – Lata spędzone w zespole dały mi przede wszystkim swobodę w wyrażaniu swoich emocji poprzez muzykę. Nauczyłam się też współpracować z dziewczynami do tego stopnia, że potrafimy porozumiewać się bez słów – mówi Joanna Magierska, skrzypaczka, wokalistka, a także tłumaczka tekstu filmu na angielski. – Ośmioletnia praca w zespole dała mi trzy konkretne rzeczy – wymienia zdecydowanie Monika Kołodziejska. – Po pierwsze, w chwilach młodzieńczego buntu nie oddaliłam się od Kościoła, tak jak niejeden mój rówieśnik. Po drugie, otrzymałam najwspanialszych i niezastąpionych przyjaciół, z którymi wspólnie przeżywam młodość oraz rozwinęłam się wokalnie. I wreszcie, jestem przekonana, że nawet gdy rozejdziemy się w swoje strony, to grupa „Bemolli” będzie nas jeszcze bardzo długo scalała.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama