Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dwór w pradolinie Wisły

Dzieje Studzieńca to źródło „rasowych” legend: jest o pokutujących duchach, niewyjaśnionych cudach i skarbach ukrytych w piwnicy.

Tak było i tym razem. Pewien chłop już głęboką nocą kończył obsiewanie pola grochem. Nie miał jednak sposobu, żeby zabronować rozrzucone ziarno, toteż musiały to zrobić nazajutrz jego żona i dzieci zaprzęgnięte wprost do brony. Gdy takie myśli kłębiły mu się w głowie, usłyszał naraz głos dochodzący zza kępy zarośli: – Za krzakiem stoi koń z broną. Weź go i dokończ swoją robotę. Tylko w oczy mu pod żadnym pozorem nie patrz. Rolnik ucieszył się. Szybko uporał się z pracą, ale ciekawość nie dawała mu spokoju. Podszedł do konia i z uwagą popatrzył mu w oczy. Przerażony poznał w nich wzrok swego dawnego, nieżyjącego już dziedzica. – Skoro mnie nie posłuchałeś – rzekł koń – będziesz teraz musiał coś dla mnie zrobić, bo mi pokuta nie będzie policzona. Idź do mego syna i powiedz mu, jaki los czeka tych, którzy okrutnie traktują biednych ludzi. Na dowód spotkania weź to. Pod nogi chłopa upadł rodowy pierścień, który staremu dziedzicowi włożono do trumny. Gdy młody właściciel studzienieckich dóbr wysłuchał upiornej relacji, kazał zburzyć karcer dla pańszczyźnianych chłopów, a miejsce, gdzie jego ojciec ukazał się pod postacią konia, upamiętnił ceglaną kaplicą.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama