Nowy numer 16/2018 Archiwum

Dziwna ostrość życia

To był pierwszy i może największy cud świętego Stanisława Kostki – nawrócenie jego brata Pawła. Cud wart powtórzenia w Wielkim Tygodniu.

Od Niedzieli Palmowej wszystko staje się bardzo bliskie: największe tajemnice wiary, śmierć i zmartwychwstanie, zdrada i miłosierdzie, świętość i ludzka słabość. Wszystko się odnawia i nabiera sensu w tej jednej Passze Jezusa Chrystusa. W tym świetle warto zobaczyć jeszcze raz naszego świętego z Rostkowa i „jego przejście”, które pomogło nawrócić się innym.

„Jeśli zrozumiałbyś, co Bóg mi uczynił...”

Stanisławowi Kostce nie było łatwo z jego rodziną. Gdy zdecydował się na życie zakonne, jego rodzice za wszelką cenę starali się zatrzymać go w domu. On jednak odkrył powołanie i chciał na nie odpowiedzieć za wszelką cenę. Żeby zostać przyjętym do jezuitów, uciekł z Wiednia, gdzie z woli rodziców pobierał nauki. 17-letni chłopak przeszedł pieszo 650 km, żeby wreszcie spełnić swoje marzenie i dotrzeć do Dylingi, do kolegium jezuitów, a potem jeszcze do Rzymu. Rodzice Stanisława uważali, że mają lepszy pomysł na jego życie. – Chłopak uciekł od uszczęśliwiania go na siłę. Potrafił walczyć o swoje i o to, co Boże; jest do dziś aktualnym wzorem, jak iść wbrew modzie, wbrew niechęci czy niepewności. Rozumiał, że kiedy wybierać trzeba między wolą rodziców a wolą Boga, słuchać należy Boga. Zabrzmi to kontrowersyjnie, ale potrafił być nieposłuszny świętym nieposłuszeństwem. Bo takie jest chrześcijaństwo. Takie było od początku. I takie było, gdy św. Stanisław pisał list do ojca, który oskarżał go, że idąc za głosem powołania, przynosi wstyd rodzinie: „Jeśli zrozumiałbyś, co Bóg mi uczynił, nigdy nie próbowałbyś sprowadzić mnie z powrotem do Polski”. Czy potrafimy sprawić, żeby takie było chrześcijaństwo również dzisiaj? – mówił niedawno bp Piotr Libera w kazaniu do przedstawicieli duszpasterstw rodzin z centralnej Polski na spotkaniu w Płocku. To było „pierwsze przejście” Stanisława: z Wiednia do Rzymu. Bardzo wymagające i radykalne. Drugie – z ziemi do nieba – nastąpiło kilka miesięcy później: 15 sierpnia 1568 roku.

„Tam im do stołu usługiwał... nogi im umywał”

Tego „pierwszego przejścia” Stanisława nie rozumiał jego brat Paweł. Ścigał go i chciał na nowo podporządkować ojcu. To się nie udało, bo Stanisław w przebraniu pielgrzyma żebraka przeszedł niepostrzeżenie. „Drugie przejście” Stanisława, czyli jego śmierć, nawróciło jego starszego brata. I tu zaczyna się historia, nie mniej wzruszająca i pouczająca od żywota św. Stanisława. Jego historia jest często niesprawiedliwie upraszczana i przeciwstawiana życiu Stanisława: „ten był dobry, a tamten zły”. Starszy z braci miał inny charakter. Miał czuwać nad tym, by Stanisław po ukończeniu nauki w Wiedniu wrócił do kraju i wypełnił wolę ojca. Warto się jednak zapytać, co stało się z Pawłem po śmierci młodszego brata, gdy pojechał do Rzymu, gdzie zobaczył znaki i usłyszał świadectwa mówiące o wyjątkowości i świętości Stanisława. Wielu mu powtarzało: „Coś było w Stanisławie”. To wstrząsnęło Pawłem, nastąpiła jego przemiana, zaczął wewnętrznie dojrzewać. Wrócił do Rostkowa i stał się gorliwym propagatorem kultu brata w Polsce i pokutnikiem. Po śmierci ojca został spadkobiercą ojcowizny. O założeniu własnej rodziny nie myślał. Mieszkał z matką, prowadząc skromne i umartwione życie. Po jej śmierci zaczął przeznaczać swoje dobra dla Kościoła i na dzieła miłosierdzia: na kościół, klasztor, szpital i bursę dla studentów. Sam wyraźnie zaznaczał, że na taką decyzję wpłynęły jego przeżycia religijne po śmierci brata: „dla przyczyn tak ważnych i jakby dług pewny w żywocie tym doczesnym do ziszczenia Panu Bogu y własnemu zbawieniu... Dziedziczne przeto dobra moie y Maiętności zaprzedałem...”. Tak o Pawle Kostce pisał współczesny jemu Kacper Niesiecki: „Paweł z młodu wprawdzie płochej się chwycił światowości, ale po śmierci brata swego Stanisława jak mu był przykry odwodząc go i przeszkadzając do zwykłego nabożeństwa, tak potem wetował tego dziwną ostrością życia. Nie tylko bowiem w domu, ale i w podróży dyscyplinami ciało siekł bez litości... Modlił się, krzyżem na ziemi leżąc, mianowicie przed obrazem brata swego... młode swoje i mniej uważne procedury winując i przepraszając. Co dzień kapłańskie pacierze odmawiał... Mszy św. nie tylko codziennie słuchał, co ich być mogło, ale też sam kapłanowi do tej ofiary posługiwał... Szpital w Przasnyszu wymurował i nadał... Dobra swoje... sprzedawszy, wszystko na ubogich rozdał. Żadnych promocji do dalszych honorów nie szukał, ale i ofiarowanych przyjąć nie chciał... z ubogimi w szpitalu, przez siebie fundowanym, mieszkać począł. Tam im do stołu usługiwał... nogi im umywał”. – Można powiedzieć, że nawrócenie Pawła jest owocem świętości Stanisława – mówi ks. Janusz Cegłowski, proboszcz parafii św. Jana Kantego w Mławie. To Paweł również, w kaplicy przasnyskiej fary, gdzie zostali pochowani jego rodzice, zaprowadził na stałe nabożeństwo o męce Pańskiej, poświadczone przez biskupa płockiego Piotra Dunina Wolskiego. Zachowane dokumenty z akt wizytacyjnych parafii Przasnysz podkreślają, że Paweł po śmierci Stanisława wiódł życie świątobliwe i umarł „in oppinione sanctitatis”. Zachowało się również świadectwo Stanisława Łuczki, że gdy gościł w jego domu Paweł Kostka, to wieczorem, po wieczerzy, będąc w swoim pokoju dość długo się modlił do swego brata, wymieniając te słowa: „Bracie święty, proś Boga za mną grzesznym i przebacz mnie, prześladowcy twemu”. Paweł doczekał beatyfikacji swego brata w 1605 roku. Zmarł dwa lata później, w wieku ok. 58 lat. Został pochowany w kaplicy przasnyskiej fary, tej kaplicy, gdzie na jego życzenie, czczono mękę Pańską.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma