Nowy numer 16/2018 Archiwum

Z Rostkowa do... nieba

Co Rzym mówi o naszym patronie św. Stanisławie Kostce?

Dla starszego pokolenia 13 listopada jest dniem liturgicznego wspomnienia świętego z Rostkowa, patrona Polski, dzieci i młodzieży. Korzystamy z tej okazji, aby iść po jego rzymskich śladach, zajrzeć do starych dokumentów i do miejsc, gdzie dopełniło się jego krótkie, święte życie.


Święci piszą


Dokładnie 450 lat temu, 25 października 1567 roku, Stanisław, po swej niemal trzymiesięcznej pielgrzymce z Wiednia przez Augsburg i Dylingę przybył do Rzymu i zapukał do furty klasztornej jezuitów. I choć jego rzymski etap życia trwał niespełna 10 miesięcy, ślady świętości są tam niezatarte. Trzeba ich szukać na Kwirynale. W archiwach jezuickich są przechowywane m.in. oryginały krótkich pism podpisanych osobiście przez św. Stanisława Kostkę, natomiast w watykańskich, w Kongregacji ds. Świętych, odnaleźć można teksty, wśród których znajdują się autentyczne pisma królów polskich, kierowane do papieży w różnych kwestiach związanych z naszym świętym.


U księży jezuitów znajduje się oryginalny list napisany przez św. Piotra Kanizjusza, zaadresowany do św. Franciszka Borgiasza i dotyczący św. Stanisława Kostki; z tego też powodu zwany jest przez niektórych listem „trzech świętych”. Jak doszło do jego powstania?
Św. Stanisław Kostka opuszczając potajemnie latem 1567 r. Wiedeń, udał się do Dylingi w Bawarii, aby być jeszcze dalej od domu rodzinnego i móc realizować swój plan wstąpienia do Towarzystwa Jezusowego, czego nie mógł uczynić w Wiedniu. W Dylindze został przyjęty przez ówczesnego prowincjała jezuitów niemieckich Piotra Kanizjusza, późniejszego świętego. Aby przekonać się, czy rzeczywiście pragnienie Stanisława było autentyczne, prowincjał skierował go na kilka tygodni do prac w kolegium, wymagających szczególnej pokory i bezwarunkowego przyjmowania woli przełożonych. Kandydat, pochodzący przecież z rodziny szlacheckiej, doskonale się sprawdził, tak że 25 września tego samego roku ks. Piotr Kanizjusz wysłał go do Rzymu ze wspomnianym listem polecającym, skierowanym do przełożonego generalnego Towarzystwa Jezusowego o. Franciszka Borgiasza. Z listu napisanego po łacinie wynika, że razem ze Stanisławem do Rzymu na studia zostali wysłani dwaj jezuici. Można zatem przypuszczać, że razem też przemierzyli długą (ok. 1500 km), trudną i niebezpieczną drogę, prowadzącą m.in. przez Alpy.


Z niezbyt obszernego listu najbardziej interesująca jest ta część, która dotyczy św. Stanisława Kostki. Ojciec Piotr Kanizjusz charakteryzuje go jako „młodzieńca z rodu szlacheckiego, prawego i pilnego”. Wyjaśnia, że jezuici w Wiedniu nie chcieli go przyjąć, aby nie rozgniewać jego rodziny, przeciwnej wstąpieniu Stanisława do zakonu. Następnie podkreśla fakt, że młody Polak już wcześniej osobiście poświęcił się Towarzystwu Jezusowemu, a teraz pragnie bardzo mocno zrealizować dawno powzięte postanowienie. Wyjawia też, że w czasie pobytu w kolegium w Dylindze „okazywał się zawsze wierny posługiwaniu i stały w powołaniu”. Teraz chce być odesłany do Rzymu z dwóch powodów: aby oddalić się jeszcze bardziej od bliskich, którzy nie godzili się na jego wstąpienie do zakonu, oraz aby czynić postępy w życiu duchowym. Decyzję dotyczącą przyjęcia kandydata do nowicjatu pozostawia samemu generałowi jezuitów. Pośrednio jednak daje do zrozumienia, że widziałby Stanisława w nowicjacie. Pisze też słowa, które przejdą do historii i które warto zacytować w języku oryginalnym: nos de illo praeclara speramus, czyli „wiążemy z nim wielkie nadzieje”.


Gdy Stanisław dotarł do Rzymu, spotkał się z o. Franciszkiem Borgiaszem, który przyjął go do nowicjatu. Zakon nie był wtedy ulokowany na Kwirynale, tak więc pierwsze tygodnie swojego pobytu w Rzymie Stanisław spędził najprawdopodobniej w domu formacyjnym, który znajdował się na terenie, gdzie obecnie stoi potężny kościół Il Gesù.
Jego wstąpienie do nowicjatu jest udokumentowane m.in. przez dwa krótkie pisma, które zachowały się w oryginalnej wersji w rzymskim generalnym archiwum księży jezuitów, zawierające autentyczne podpisy świętego. Obydwa świadczą o tym, że Stanisław odbył wstępny egzamin – jak wszyscy inni, którzy prosili o przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego. Nie chodziło przy tym o egzamin w sensie akademickim, lecz o rozmowę kwalifikacyjną, w której rozważano prośbę o przyjęcie do nowicjatu, jej umotywowanie, a także sprawdzenie, czy nie ma w tym względzie przeszkód. Dokumenty te zawierają podpis Stanisława, a w pierwszym z nich, z 27 października 1567 r., przed imieniem i nazwiskiem umieścił on określenie „najpokorniejszy sługa”.


« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma