• facebook
  • rss
  • Tam trzeba iść!

    ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 22/2017

    dodane 01.06.2017 00:00

    Po raz 10. pątnicy z Żuromina, a wraz z nimi wierni z Modlina Twierdzy przetarli szlak płockich biskupów męczenników.

    W tym roku, jak podał główny przewodnik ks. Mateusz Molak, wędrowało 270 osób, w tym 70 pątników z Modlina i 200 osób z Żuromina i okolic. – Gdybyśmy zsumowali tych 10 lat, to byłoby już około 3 tys. pielgrzymów wędrujących pieszo do tego miejsca – zauważył ks. Janusz Nawrocki, inicjator żuromińskiej kompanii, a dziś proboszcz parafii św. Barbary w Modlinie Twierdzy. – Wciąż idziemy do Działdowa, bo droga męczenników jest drogą życia i naszej pamięci. Chcę powiedzieć wszystkim młodym uczestnikom tej pielgrzymki, że „zachowali się, jak trzeba”, bo okazali się wierni wartościom – mówił w kazaniu ks. Nawrocki. – Trzeba nam iść, bo w krzyżu odnajdujemy miłość bezinteresowną i moc świadectwa – akcentował ksiądz proboszcz.

    – W miejscu męczeństwa, pamiętając o naszych błogosławionych, módlmy się za współczesnych męczenników, którzy także dzisiaj przelewają krew za Chrystusa. Módlmy się także dla nas o wierność Chrystusowi do końca i o męstwo w wyznawaniu wiary – powiedział na początku Mszy św. wieńczącej jednodniową pielgrzymkę ks. dziekan Kazimierz Kowalski z Żuromina. Wielu pielgrzymów miało ubraną białą koszulkę z napisem: „Żuromin–Działdowo. Młodzież pamięta” oraz „Idziemy, bo to droga pamięci i życia”. Wśród młodych uczestników pielgrzymki były m.in. Karolina i Monika z żuromińskiego liceum. Wiele osób z ich klasy również wybrało się na szlak. – Prosimy, abyśmy mogły zdać z matematyki do następnej klasy, a poza tym każda z nas ma osobiste intencje w sercu – dodają dziewczęta, które po raz pierwszy wyruszyły na tę pielgrzymkę. Były też osoby starsze, a wśród nich Adam Wetmański, kuzyn bł. bp. Leona Wetmańskiego. – Na tej pielgrzymce jestem 9. raz, po raz 4. na rowerze. I zawsze mam osobistą intencję i szczególny motyw, aby pielgrzymować do Działdowa, bo tu zginął męczennik, mój krewny – mówi pan Adam. Z kolei po raz pierwszy wędrowała do Działdowa pani Mieczysława. – I ja mam bardzo osobisty motyw, aby tu być. W tym obozie był więziony mój tata, ale udało mu się szczęśliwie stąd uciec. On już nie żyje, ale ja tu przychodzę, by dziękować i prosić – opowiada pani Mieczysława.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół