• facebook
  • rss
  • Wiara zadomowiona

    dodane 13.04.2017 00:00

    Janusz Wardak, ojciec wielodzietnej rodziny i ceniony doradca życia rodzinnego, mówi o przeżywaniu świąt Zmartwychwstania Pańskiego między domem a kościołem.

    Agnieszka Otłowska: Jak wygląda Wielkanoc w wielodzietnej rodzinie, takiej jak Wasza?

    Janusz Wardak: To dla nas bardzo ważne święta. W Polsce Wielkanoc nie obrosła wieloma tradycjami, jak Boże Narodzenie. To wymaga więc większego wysiłku ze strony wierzącej rodziny, aby te święta zbyt szybko nie przemknęły, ale stały się wydarzeniem rodzinnym. Wiadomo, że mają one charakter religijny, ale jest znacznie lepiej, gdy cała rodzina przeżywa to razem. Nie chodzi mi tylko o uczestnictwo w Triduum, ale też o to, co dzieje się w rodzinie. My razem z dziećmi przygotowujemy mazurki, malujemy wspólnie jaja. Mamy też własne postanowienia – każdy swoje. Niektóre z dzieci udzielają się w scholi, co sprawia, że mamy dodatkowe spotkania.

    Czy macie swoją receptę na dobrze spędzone święta?

    Staramy się, aby w tym czasie nie było zbyt dużo telewizji i internetu. Musimy trochę blokować takie „ruchy odśrodkowe”, które w rodzinie powstają szczególnie u starszych dzieci. One najchętniej uciekłyby do smartfonów czy swoich zajęć. Zachęcamy dzieci, by nie odchodziły tak szybko od stołu. Staramy się pobyć dłużej razem; na przykład zorganizować grę planszową, spacer. Niedobrze jest, kiedy rodzice myślą, że te rzeczy same się zrobią. Samo przygotowanie świąt od strony logistycznej, w które włączają się dzieci, to gotowanie i sprzątanie. Często rodzice, zwłaszcza mamy, robią taki błąd, że wszystkie te obowiązki biorą na siebie. Jednak wszystko musi mieć umiar, bo potem nie będzie siły pójść na liturgie Wielkiego Tygodnia, które są naszym wewnętrznym przygotowaniem do świąt.

    Jak Państwo tłumaczą prawdę o Zmartwychwstaniu swoim dzieciom?

    One zawsze bardzo to przeżywają. Rozumieją, że Jezus cierpiał, że Go bolało... Żyjemy dzisiaj w kulturze pozbawionej tematu bólu i cierpienia. Myślimy często, że dzieci nie są jeszcze na to gotowe. A jednak trzeba im mówić prawdę o naszej wierze. Jeśli dziecko stawia pytanie, czy Pan Jezus cierpiał na krzyżu, bo ma wykrzywioną bólem twarz, to nie można mówić, że tak Go tylko namalowali artyści. Na takie pytania należy odpowiadać adekwatnie do wieku dziecka. Nie można bać się mówić o tym, że Jezus za nas umarł. Jeżeli pominiemy Jego mękę i śmierć, to w wielkanocny poranek nie za bardzo jest się z czego cieszyć. Jeżeli zatrzymamy się tylko i wyłącznie na króliczkach i jajeczkach, to faktycznie nie będziemy mieli tej świadomości, z czego mamy się cieszyć. Trzeba również dbać o to, żeby pozostawić większą wolność szczególnie starszym dzieciom, tak by same szukały swojej drogi. My możemy dawać im swoje świadectwo, ale nie narzucać. Chodzi o to, by „nie robić z domu kościoła”, bo dom jest domem. Żyjemy w naturalny sposób swoją wiarą, dajemy świadectwo, ale dom powinien normalnie funkcjonować. Trzeba zatem być delikatnym w rozmowie, wyczuwać, czy chcą rozmawiać. Najważniejsze, według mnie, jest to, aby dzieci dostrzegały świadectwo rodziców. A więc: wspólna modlitwa, dzielenie się... i rozmowa.

    Jakie są Wasze rodzinne tradycje i zwyczaje, które moglibyście innym polecić?

    Mamy pewne pomysły, które pielęgnujemy od lat, chociaż nie zawsze wszystkie dzieci są z tego zadowolone. Jednym z nich jest wspólne pójście ze święconką i zdjęcie przy kapliczce Matki Bożej. Któregoś roku wybrałem się ze średnimi dziećmi na wieczorną liturgię połączoną z rezurekcją. Pamiętam, że zasnęły w kościele, jednak później miały przeświadczenie, że było to coś wyjątkowego. Od dawna kultywujemy też tradycję lanego poniedziałku. Rano mamy konkurencję, kto kogo pierwszy poleje z sikawki. Czasami robi się w domu mokro... Myślę, że taka tradycja wpisuje się w świętowanie, bo znajdujemy w niej radość, śmiech i zabawę. Trzeba robić takie rzeczy, które są wyjątkowe, by potem mieć co wspominać. Należy zaszczepić od najmłodszych lat coś, co z czasem będzie owocowało. Trzeba szukać takich rodzinnych tradycji, aby dzieci miały poczucie, że jako rodzina mamy coś swojego i szczególnego. To bardzo ubogaca też naszą wiarę. • agnieszka.otlowska@gosc.pl

    Janusz Wardak

    Ojciec dziesięciorga dzieci. Wraz z żoną Anną prowadzi doradztwo rodzinne i wychowawcze oraz działalność pod nazwą Akademia Wardakowie.pl, w ramach której organizuje wykłady i warsztaty nt. małżeństwa i rodziny. Przed dwoma tygodniami wraz z żoną prowadził rekolekcje i warsztaty dla par małżeńskich i narzeczeńskich w parafii Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych w Winnicy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół