• facebook
  • rss
  • „Wyklęty” z naszym akcentem

    Dawid Turowiecki

    |

    Gość Płocki 14/2017

    dodane 06.04.2017 00:00

    To była premiera i podziękowanie tym z płońszczan, którzy zaangażowali się w realizację tego projektu. A towarzyszyło mu wielkie pospolite ruszenie ludzi dobrej woli.

    W kinie Kalejdoskop reżyser Konrad Łęcki, odtwórca roli „Jaskóły” Robert Wrzosek oraz występujący w produkcji płońscy strzelcy przed seansem opowiedzieli publiczności o motywach jej powstania, problemach finansowych oraz niełatwej pracy na planie zdjęciowym.

    Tego filmu miało nie być

    „Wyklęty” to fabularny debiut Konrada Łęckiego. Chciał on przez niego przełamać stereotyp żołnierzy, których w minionym systemie przedstawiano bardzo negatywnie. – Nazywano ich prymitywnymi, zarośniętymi bandytami, których jedynym celem były gwałty i grabieże, którzy nie mieli nic innego do roboty jak tylko zakłócanie instalowania się nowej świetlanej władzy po ’45 roku, niosącej wszystko to, co dobre... – mówił reżyser. – Staraliśmy się pokazać, jak było naprawdę, przy możliwie największym zachowaniu bezstronności, wiedząc, że ten temat budzi wciąż tak dużo emocji. Nie chcieliśmy robić filmu politycznego na czyjekolwiek zlecenie. To film o tragedii ludzi, którzy znaleźli się w pewnych czasach i miejscu, i nie do końca mieli wpływ na to, co się wokół nich działo. A jednocześnie naszym celem było przywrócenie o nich pamięci. Scenariusz filmu oparty jest na faktach. Konrad Łęcki twierdzi, że niektóre życiorysy żołnierzy niezłomnych znajdują odzwierciedlenie w jego obrazie, jak chociażby Józefa Franczaka ps. „Lalek”, Edwarda Taraszkiewicza ps. „Żelazny” czy też Franciszka Przysiężniaka ps. „Ojciec Jan”. Reżyser przyznał wprost, że nie było woli, aby taki film powstał. Zaczynali z kwotą 13 tys. zł, a produkcja zamknęła się w budżecie 2,5 mln zł. Dla porównania na „Wołyń” wydano 14 mln zł, a na „Miasto ’44” – 44 mln zł. – Zrobiliśmy ten film za ułamek kwoty, która normalnie występuje przy budżecie w produkcjach historycznych – stwierdził Konrad Łęcki, zaznaczając, że nie mógł liczyć na wsparcie żadnych instytucji państwowych ani samorządowych. Ekipa pracująca przy produkcji nagrała więc spot, gdzie prosiła o wpłaty na film. – To ewenement, bo odzew był ogromny. Mieliśmy wpłaty od Polaków z kraju i z zagranicy – pół miliona złotych. To pokazało, że jest potrzeba nakręcenia filmu o takiej tematyce – zaznaczał K. Łęcki. – Na koniec do finansowania dołączyły się spółki Skarbu Państwa, ale to wpłaty tych, którzy oddawali wielokrotnie swoje zaskórniaki, sprawiły, że nie rozeszliśmy się do domów. Ktoś też na przykład oddał na licytację order Virtuti Militari swojego ojca – mówił reżyser.

    Strzelcy i „magiczny” samochód

    Łęcki docenił zaangażowanie zwykłych ludzi, a wśród nich członków lokalnej grupy rekonstrukcyjnej z Jednostki Strzeleckiej 1006 Płońsk. – Ten film to było jedno wielkie pospolite ruszenie. Darek Kanabaj ze strzelców przywiózł na plan kilkunastoosobową, wesołą grupę z Płońska, która bardzo pomogła nam przy filmie – opowiadał twórca „Wyklętego”, nazywając samochód jednostki „magicznym”. – Część rekonstruktorów nie miała niezbędnych rekwizytów, a w aucie płońszczan te rzeczy cudownie się odnajdywały. Gdyby nie strzelcy, to szereg scen batalistycznych, jak chociażby atak na posterunek UB, mogłyby nie dojść do skutku albo nie wyglądałyby tak realistycznie. Płońscy strzelcy, jako statyści, wcielili się w role żołnierzy i ludności wiejskiej. – Jeżeli natrafiamy na projekt historyczny, który odkłamuje historię, to nie zastanawiamy się długo, tylko przystępujemy do działania, a inne kwestie odstawiamy na bok – przyznawał Dariusz Kanabaj. – Nasz udział w filmie był ukierunkowany na aspekt edukacyjny. W historię strzelca od początku wpisane jest kształcenie i wychowanie młodzieży w duchu patriotycznym – dodawał Marek Sabalski. – Tę część naszej działalności staramy się czynić coraz bardziej popularną. Strzelcy przyznają, że praca na planie była dla nich niemałym wysiłkiem. – Trzeba być skupionym, słuchać reżysera i kaskaderów, uważać na miejsca naszpikowane materiałami wybuchowymi. Kilkadziesiąt dubli z przebiegnięciem każdorazowo stu metrów może być wyczerpujące – opowiada płoński strzelec Marek Sabalski. – Praca na planie była nowym życiowym doświadczeniem i na pewno w jakiś sposób nas wzbogaciła.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół