• facebook
  • rss
  • Budowniczy drewnianej katedry

    Wojciech Ostrowski

    |

    Gość Płocki 11/2016

    dodane 10.03.2016 00:00

    KsIĄDZ kan. Sylwester Szadkowski był proboszczem niewielkiej parafii, ale dokonał w niej wielkich rzeczy: m.in. wybudował drogę i wspaniale wyremontował kościół.

    Zmarł 26 lutego w wieku 91 lat. Przez ponad 50 lat, w tym 36 lat jako proboszcz, pracował w Skierkowiźnie. To jego dziełem jest niepowtarzalne wnętrze drewnianego kościoła, które – dosłownie! – przypomina bazylikę. – Wymagał dużo od innych, ale przede wszystkim od siebie. Za tą surową postawą kryło się dobre kapłańskie serce. Pracowity, sumienny, zatroskany o dobro Kościoła. Nie dbał o swoje sprawy osobiste, tak mało brał dla siebie, za to wiele dawał od siebie – mówił w czasie Mszy św. żałobnej ks. prał. Piotr Joniak, proboszcz z Dzierzgowa.

    Swojego długoletniego proboszcza wspominają przede wszystkim jego byli parafianie i mieszkańcy Skierkowizny. – Zrobił bardzo dużo dla całej parafii, wyremontował pięknie kościół i dzwonnicę. Postawił organistówkę, plebanię, ogrodził cmentarz.

    To dzięki niemu powstały asfaltowe drogi dojazdowe do parafii. Dzięki niemu do Skierkowizny dojeżdża autobus. To właśnie ks. Szadkowski jakoś załatwił, że ludzie pracowali w czynie społecznym na drogach, a pieniądze, które zarabiali, tam oddawali księdzu i ksiądz za to budował. Nie pamiętam, kto im płacił, może gmina... bo parafia niewielka, a wydatki były ogromne. To był bardzo, bardzo dobry gospodarz. Wspaniały jako ksiądz i jako człowiek – mówi Regina Grzywińska.

    – Ksiądz Szadkowski udzielał mi wszystkich sakramentów. Uczył mnie religii przez 8 lat szkoły podstawowej. Podczas lekcji opowiadał prostymi słowami, np. o życiu Pana Jezusa, dlaczego wiara jest dla nas taka ważna i co ona nam może dać. Bardzo nas dyscyplinował swoją postawą. Nie krzyczał na nas. Wprowadzał nas w taki stan zasłuchania, że nikomu nie przyszło do głowy, żeby np. rozmawiać z kolegą. Zaciekawiał tym, co mówił, chciało się go słuchać. To były takie idealne, wzorowe lekcje religii. Pracuję w szkole i wiem, że teraz takich lekcji już nie ma. Nie rozliczał nas z uczestnictwa we Mszach św., ale z tego, co wiem, wszystkie dzieci chodziły do kościoła – wspomina Marzena Łazicka.

    – W kontaktach nie był bardzo otwartym księdzem, ale nie odczuwało się wtedy braku kontaktu z nim. Był też bardzo życzliwy, można było go o coś zapytać, miał czas, żeby spokojnie, powoli odpowiedzieć. Zapamiętałam go, jak układa posadzkę w kościele: na kolanach, sam, bez pomocników. Albo jak czyści jakieś płyty przy kościele. W tej chwili to bardzo wzruszający obraz... – dodaje pani Marzena.

    – Znałem ks. Szadkowskiego. Od przyjścia do Skierkowizny w 1965 r. był najbliższym sąsiadem moich dziadków. Był dobrym gospodarzem. Miał swój świat. Był niesamowicie zdystansowany, nawet tajemniczy. Przychodził codziennie wieczorem do dziadków po mleko. Mało wymagał od życia w wymiarze materialnym: prawie do końca jeździł starym maluchem. Tak go zapamiętałem – wspomina ks. Grzegorz Marchwiński, pochodzący z Przasnysza, aktualnie duszpasterz w Anglii.

    – Spotkałam księdza w szpitalu przed dwoma laty. Weszłam do sali, gdzie leżał, i myślałam, że będę mu musiała dużo przypominać, a on jak mu tylko powiedziałam, kim jestem, zaczął mi wszystko mówić z detalami o mnie, o moim rodzeństwie, dokładnie wszystko wiedział. Miło mnie tym zaskoczył. Myślałam, że on nie wie, gdzie mieszkamy, co robimy. A on wszystko to wiedział. Wtedy, w szpitalu, zobaczyłam go jako innego człowieka. Podczas naszych rozmów zauważyłam jego emocje i łzy w oczach. To było takie wzruszające. Znałam go wcześniej jako silnego, twardego człowieka, a tu, na szpitalnym łóżku, leżał normalny człowiek – można powiedzieć wujek, stryjek – mówi Marzena Łazicka.

    Ksiądz kan. Sylwester Szadkowski urodził się w 1925 r. w Koliszewie, w parafii Sarbiewo. Po uzyskaniu matury wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk bp. Tadeusza Pawła Zakrzewskiego 11 października 1953 r. w płockiej katedrze. Pracę kapłańską rozpoczął jako wikariusz w parafii w Lubowidzu, następnie był administratorem parafii Brwilno. W 1965 r. został administratorem, a następnie proboszczem parafii Skierkowizna.

    W 2001 r. przeszedł na emeryturę. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Skierkowiźnie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół