• facebook
  • rss
  • Ludzie o przebitym sercu

    Agnieszka Małecka, ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 07/2016

    dodane 11.02.2016 00:00

    Zakony. Od nich wszystko w naszej diecezji się zaczęło, bo tak naprawdę to benedyktyni, kanonicy regularni i norbertanki byli pierwszymi misjonarzami naszych ziem. Dziś, jak czytamy w uchwałach 43. synodu płockiego, przez osoby konsekrowane ma przyjść odnowa naszego Kościoła diecezjalnego.

    Dobiegł końca Rok Życia Konsekrowanego, który był swoistym gromadzeniem energii do pracy apostolskiej, ale też otwarciem księgi synodalnej w Kościele płockim, w której wyrażono m.in. nadzieję na żywą obecność i zaangażowanie zakonów w dziele nowej ewangelizacji.

    – Za sprawą papieża Franciszka płynnie przechodzimy z Roku Życia Konsekrowanego w Rok Miłosierdzia. Płynnie, bo ma on za zadanie dotknąć serc i umysłów tak, aby wszyscy pojęli, że wierząc w Boga, spotykają miłosierną Miłość i że ta miłosierna Miłość może stać się obecna w naszym codziennym życiu. Któż jak nie wy jesteście w Kościele uosobieniem tego wzroku utkwionego w miłosiernym Panu? – pytał 2 lutego bp Piotr Libera zakonników i zakonnice zgromadzonych w płockiej katedrze. – Niech nie brakuje wśród płockich zakonników i zakonnic ludzi o „przebitym sercu”, uosabiających w konkrecie Chrystusowe Oblicze miłosierdzia Ojca, misericordiae vultus – prosił. I wyjaśniał, że chodzi tu o wzór chrześcijańskiej postawy: współczucia, wrażliwości, nieranienia bliźniego – na wzór Maryi.

    Nie stać bezczynnie pod krzyżem

    Konsekrowani dają świadectwo życia, które choć upływa w klasztorze, jest jednak blisko ludzkich spraw. To oni pierwsi wstają do modlitwy, gdy jest jeszcze wcześnie rano. Wspólnie odmawiają modlitwy, indywidualnie odprawiają rozmyślanie nad słowem Bożym, uczestniczą we Mszy Świętej. I tak „duchowo uzbrojeni”, po śniadaniu, idą do obowiązków.

    – Może ktoś pomyśli, że to oczywiste, ale tak jest naprawdę, że najważniejsze chwile spędzone w klasztorze to adoracja Najświętszego Sakramentu i rozmyślanie nad słowem Bożym. To daje mi siłę, aby wyjść na zewnątrz, do pracy i tam dawać świadectwo – mówi s. Ancilla, pasjonistka z Płocka. – To normalne życie, gdzie robi się to wszystko, co należy zrobić w rodzinie, a więc: praca zawodowa, gotowanie, sprzątanie, itp. Ale duch przy spełnianiu tych obowiązków jest inny, a to wszystko dzięki temu, że mieszkamy pod jednym dachem z Panem Jezusem: kaplica jest na wyciągnięcie ręki. Światłem dla każdej pasjonistki są tu słowa naszej założycielki – m. Józefy Hałacińskiej: „Aby nie stać bezczynnie pod krzyżem Jezusa”. Każda chwila, doświadczenie i każdy krzyż mają swój sens w Bogu, są po coś – mówi s. Ancilla.

    Po wyjściu z kaplicy szarytki są ciągle w drodze, między chorymi i potrzebującymi. – Idziemy, aby służyć ubogim – mówi s. Stanisława z Płocka. – Chodzi o to, żeby umieć wejść w ich położenie. Ostatnio przyszedł do nas młody chłopak, który prosił o modlitwę. Mówił mi: „Proszę siostry, to już dwa miesiące, jak nie biorę narkotyków, ale mam taki lęk”. Ja odpowiedziałam: „Wiesz, bo diabeł czuje, że idziesz na dobrą drogę, chce cię omotać lękiem”. On mi mówi: „Moi rodzice rozeszli się, tata pił, mama mnie wyrzuciła”. Ja odpowiadam: „Nie myśl o tym, nie lękaj się, jesteś na dobrej drodze”.

    Tajemnica w nas

    Jak rozpoznać powołanie do takiego życia? – Byłam bardzo ciekawa, kim są i jak żyją te siostry, które uczyły mnie katechezy w szkole podstawowej – wspomina s. Stanisława, która pochodzi z parafii Obryte. – Coś mnie do nich ciągnęło. Jako dziewczynka nie mogła się doczekać tej chwili, gdy będzie mogła pójść do nowicjatu – wspomina uśmiechnięta s. Stanisława.

    – To po części tajemnica, ale dużo od nas zależy. Jeśli nasze serce szuka wyciszenia w rekolekcjach i dniach skupienia, to będziemy bardziej otwarci na słuchanie Pana Boga. W moim przypadku było tak, że Pan Bóg przemówił do mnie podczas adoracji, przez słowo Boże. Gdybym sama nie zrobiła tego wysiłku, by wyjechać z domu, przeznaczyć ten czas na spotkanie z Nim, to na pewno bym tego głosu nie usłyszała, bo trudniej usłyszeć go w wirze tego świata – dzieli się swym świadectwem s. Anuncjata, misjonarka Krwi Chrystusa z Rogozina k. Płocka. – Jeśli odczytało się w sercu, że chce się iść za tym głosem, to trzeba być temu wiernym. Dobrze jest też rozmawiać z kierownikiem duchowym, jakąś zaufaną osobą, która pomoże rozeznać – dodaje.

    Kto policzy, kto zważy?

    W diecezji płockiej istnieje 6 zakonów i zgromadzeń męskich (8 klasztorów) oraz jedno stowarzyszenie życia apostolskiego. W 30 domach działa 12 żeńskich zakonów i zgromadzeń zakonnych. Od 2006 r. w diecezji są obecne wdowy konsekrowane. Jak stwierdza synodalny dokument „Życie konsekrowane w Diecezji Płockiej”, „trudno jest policzyć wszystkie działania apostolskie i charytatywne poszczególnych domów zakonnych, opisać rodzaje udzielanej pomocy, a zwłaszcza stałą otwartość na potrzeby innych. Nie da się zważyć godzin spędzonych przez osoby konsekrowane na modlitwie, ekspiacji i rozmowie z drugim człowiekiem potrzebującym wsparcia”. To wielki skarb, który jest dobrem duchowym Kościoła.

    „W diecezji płockiej istnieje zbyt mało wspólnot życia konsekrowanego. Obecność nowych wspólnot osób poświęconych Bogu mogłaby wzbogacić życie Kościoła na Mazowszu północnym i ożywić jego apostolstwo” – czytamy w dokumencie. – „Zachęca się wspólnoty zakonne, aby wierne duchowi swojego instytutu pomagały w uczeniu się sztuki modlitwy i pielęgnowaniu życia duchowego. Niech szerzą zdrowe, katolickie formy duchowości, organizują rekolekcje zamknięte oraz umożliwiają innym wiernym uczestniczenie w liturgii celebrowanej w swoich kościołach i kaplicach, z zachowaniem norm dotyczących klauzury”.

    Więcej na: plock.gosc.pl.

    To był dobry rok dla zakonów

    s. Ancilla, pasjonistka
    – W tym roku bardzo dużo osób przychodziło na comiesięczne czuwanie do naszej kaplicy w domu macierzystym zgromadzenia, przy ul. Sienkiewicza w Płocku. O wiele więcej niż w latach ubiegłych. To był dla nas znak, że łaska Roku Życia Konsekrowanego naprawdę działa, że ludzie szukają zakonów, ich miejsc modlitwy. Zawsze budujące dla mnie jest każde dobre słowo, pozdrowienie i uśmiech, który spotyka się na ulicy. To wsparcie dają mi również moi uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 17. To prawda, że jestem ich katechetą, ale oni traktują mnie też jak przyjaciela, trochę jak „drugą mamę”. Jako pasjonistka wiem, że muszę być przy tych wszystkich krzyżykach moich uczniów. I to daje mi szczęście.

    s. Anuncjata, misjonarka Krwi Chrystusa
    – Na pewno był to potrzebny rok. Było o wiele więcej spotkań, można się było zastanowić, o co tak naprawdę chodzi w życiu konsekrowanym. Zawsze jest w nas jakaś skłonność do rutyny, gdy jest się siostrą 15 czy 20 lat. Ten rok mieliśmy po to, żeby odnowić tę łaskę powołania. Postawiony był też akcent na współpracę między zakonami. Powstała scholka międzyzakonna. Chcemy spotykać się niezależnie od tego, czy będzie okazja pośpiewać.

    s. Irena, szarytka
    – Rok Życia Konsekrowanego upłynął mi w uświadamianiu sobie każdego dnia, że jestem tylko i wyłącznie dla Pana Boga. Myślę, że to dobrze, iż więcej mówiło się ostatnio o zakonach i zgromadzeniach, bo nawet nasze rodziny, chociaż to bliscy, to tak do końca nie wiedzą, jak my żyjemy. Niedawno mały chłopiec z mojej rodziny zapytał mnie: „Ciociu, dlaczego wszystkim mówi się »Dzień dobry«, a tobie »Szczęść Boże«?”. Wytłumaczyłam mu, że jestem wprawdzie siostrą jego babci, ale trochę inną osobą, poświęconą Bogu. Jako zgromadzenie mogliśmy też dawać świadectwo w czasie pielgrzymki do Częstochowy. Dla nas, płockich szarytek, szczególnym czasem było też śmierć s. Henryki, która przez całe życie zakonne poświęciła się ubogim.

    s. Radosława, siostra Matki Bożej Miłosierdzia
    – Dla mnie ważny jest każdy 2 lutego nie tylko jako Dzień Życia Konsekrowanego, ale także jako rocznica moich ślubów zakonnych. Wracam więc do chwili mojego oddania się Bogu, dziękuję Mu, że mnie wybrał, i proszę o wytrwanie w Jego miłości, miłosierdzie dla mnie i świata. Pamiętam, że gdy rozpoczynały się obchody Roku Życia Konsekrowanego, to wiele osób ze zdumieniem odkrywało bogactwo charyzmatów, które kryją się w zakonach. Było wiele życzliwości i serdecznej uwagi zwróconej właśnie na nas. To było bardzo potrzebne i pokrzepiające. Dla mnie był to rok umocnienia w powołaniu, że każda chwila, kiedy służę, wszystko spełniam z Jezusem, jest niesieniem miłosierdzia Bożego do świata.

    s. Wiesława, służka
    – Praktyką naszego zgromadzenia w Roku Życia Konsekrowanego było codzienne odnawianie ślubów. To mnie bardzo umocniło, bo najważniejszą chwilą każdego dnia dla siostry zakonnej jest zjednoczenie z Jezusem w Komunii św., a także z drugim człowiekiem, choćby była to trudna osoba. Mój czas oprócz modlitwy dedykuję teraz pracy w kuchni. Dawniej była to praca w katechezie, m.in. w Skępem i Żurominie. Dziś pracuję w domu, gotuję dla sióstr, i chcę, aby im smakowało, aby moja praca przyniosła jakieś dobro wspólnocie. I ciągle odwołuję się do ślubów złożonych Jezusowi. Uświadamiam sobie, Komu się poświęciłam i proszę o głębsze zjednoczenie z Nim w zwyczajnym, codziennym życiu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół