• facebook
  • rss
  • Święte rady na Rok Miłosierdzia

    ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 04/2016

    dodane 21.01.2016 00:00

    Wiara. Wymieńmy przynajmniej niektórych: s. Faustyna Kowalska, o. Honorat Koźmiński, s. Klara Ludwika Szczęsna, bp Leon Wetmański – wszyscy płoccy święci od miłosierdzia.

    W płockiej katedrze obok żłóbka w tym roku stanęły instalacje odwzorowujące wiernie świętych polskich (i nie tylko), których ponad 100 lat temu namalowali Władysław Drapiewski i Mikołaj Brücher w prezbiterium bazyliki na tumskim wzgórzu. W procesji do Jezusa, który koronuje swą Matkę Maryję na Królową nieba i ziemi, zdążają m.in.: Wojciech, Adelajda i Dąbrówka, Stanisław, Cyryl i Metody, Czesław i Zygmunt.

    Jedni są zapatrzeni przed siebie – w Jezusa i Maryję, inni, skupieni w modlitwie, spuszczają wzrok, pozostali dyskretnie patrzą na bok, na nas, jakby o czymś nam przypominając. Podobne przedstawienie znajdziemy na polichromii dawnej kaplicy w płockiej Małachowiance. Do tej katedralnej procesji świętych dołączają święci, którzy żyli w ubiegłym stuleciu, związani byli z naszą diecezją i w sposób szczególny żyli miłosierdziem Bożym i ludzkim.

    Miłosierdzie ukryte i realne

    Wkrótce minie 100 lat od śmierci bł. Honorata Koźmińskiego. Ten gorliwy kapucyn i spowiednik w Zakroczymiu był założycielem wielu zgromadzeń zakonnych. Każdej z nowych wspólnot kładł na serce dwie ewangeliczne perły: ukrycie i miłosierdzie. „Rzecz, która Was pocieszać powinna – pisał do swoich sióstr – jest to rodzaj życia Waszego ukrytego przed światem. Albowiem tajemnica Wcielenia ukryta była przed światem (…), ukryta była i w łonie Przenajświętszej Maryi Panny, ukryta była i w ciągu życia Pana Jezusa. (…) Uczcie się przeto szanować to ukrycie, do którego Was Bóg powołał, i cieszcie się, że i w tym naśladować możecie Boga Wcielonego”. – To ważna nauka dla nas – mówił w czasie ubiegłorocznych kazań pasyjnych bp Piotr Libera w płockiej katedrze. – W tych czasach ostentacji i prowokacji, czasach „wszystkiego na pokaz” i „wszystkiego na sprzedaż”. Czy jest jeszcze coś, czego nie powiedziano w tym świecie gadulstwa aż po pustosłowie? Czy jest jeszcze coś, czego nie pokazano w tym świecie obnażania aż po pornografię, podglądania aż po bezwstyd? Czy jest jeszcze coś bardziej nieobecnego w tym świecie, jak bezinteresowność, czyli świadczenie ukrytego dobra? – pytał biskup płocki. „To jest przymiotem miłości – pisał gdzie indziej bł. Honorat – że im [dusza] jest prawdziwszą i szlachetniejszą, tym bardziej pożąda ukrycia, mało o sobie mówi, ale dużo czyni; nie szuka wdzięczności, ale okazji do poświęceń; nie chce być znaną ani zapłaconą, bo ma nagrodę w samym świadczeniu dobra tym, których miłuje. Najszczęśliwsza jest wtedy, gdy może uszczęśliwiać” – czytamy u błogosławionego. „Zbawiciel nie tylko nauczył litować się nad cierpiącymi, ale od razu tak podniósł tę cnotę, że ją z Boską miłością porównał” – czytamy dalej u o. Honorata. „Miłość Jego dla ludzi wynalazła w tym celu środek bardzo skuteczny: upewnia nas bowiem, że świadcząc miłosierdzie bliźniemu, spełniamy przez to akt miłości własnej i miłości Bożej” – pisze błogosławiony kapucyn z Zakroczymia. W jego „Notatniku duchowym” znajdujemy słowa krótkiej modlitwy – aktu strzelistego, który często powtarzał: „O mój Jezu, miłosierdzia”. Przez spowiedź, kierownictwo duchowe, wykłady, nowe zgromadzenia i wszystkie dzieła przy nich powstałe ukryty w konfesjonale zakroczymskim zakonnik uczył, że przez serce nawrócone, życie ukryte i apostolstwo idzie się do miłosierdzia, które podoba się Bogu.

    Kochaj, bo jesteś kochana!

    „Nowa błogosławiona swoim życiem uczy nas oddania Bogu, pokornej służby bliźnim, życia duchem Ewangelii, wrażliwości na biednych, zagubionych, potrzebujących pomocy. Niech motto jej życia: »Wszystko dla Serca Jezusowego« będzie dla nas wyzwaniem, by w życiu wszystko spełniać według woli Bożej” – tak o bł. m. Klarze Ludwice Szczęsnej powiedział papież Franciszek, wkrótce po jej beatyfikacji. Poznajemy wciąż naszą nową błogosławioną, rodem z Lubowidza, związaną z Żurominem, Mławą i Zakroczymiem, związaną z bł. o. Honoratem, współzałożycielkę sióstr sercanek. Warto jechać do kościoła jej chrztu – do Lubowidza i pomodlić się przy jej relikwiach. Warto czytać nieliczne zachowane jej pisma, które pasują do każdego serca, nie tylko tego zakonnego. „Jezus sam jest najpotężniejszą dla nas pobudką do kochania bliźniego, bo On go miłuje” – tak pisze bł. Klara. „O, jakże byś kochała bliźniego, gdybyś poszukała jego zasługi w Sercu cierpiącego Boga! Jakże innym okiem patrzyłabyś na tę osobę nieprzyjemną i tobie niemiłą, gdybyś widziała nieskończoną dla niej miłość Tego, który jest samą świętością i sprawiedliwością, to słodkie miłosierdzie Jego dla tej, którą ty masz za niegodną, i tak mało litości miałabyś dla niej. O gdybyś wiedziała, jak raniąc czymkolwiek taką osobę, ranisz źrenicę oka Zbawiciela” – pisała do swych współsióstr matka Klara. Najpierw wstąpiła do bezhabitowego Zgromadzenia Sług Jezusa, założonego przez o. Honorata. Zadaniem zgromadzenia była opieka nad służącymi. – Znała się na tym ta prosta, szczera, mazowiecka dusza jak na niczym innym. Znała ciężką pracę. I znała się na krawiectwie – mówił o m. Klarze bp Piotr Libera w jej rodzinnej parafii Lubowidz w czasie uroczystego dziękczynienia za jej beatyfikację. W maju 1893 roku, na prośbę ks. Józefa Sebastiana Pelczara, ówczesnego profesora i rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, późniejszego biskupa przemyskiego, siostra Szczęsna udaje się do Krakowa, do zaboru austriackiego, gdzie wraz z tym kapłanem niespełna rok później zakłada nowe zgromadzenie − Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego, czyli sercanek. – Tak, sercanek, bo serca, tego naszego dobrego, mazowieckiego serca jej nie brakowało. Siostry idą do chorych, do dziewcząt zatrudnionych jako robotnice w fabrykach lub jako służące. Jak św. Brat Albert ruszają do przytulisk i ogrzewalni, a podczas wojny do wojennych lazaretów. Ludwika, teraz już Klara, przywdziewa habit (w Galicji nie jest on zakazany), zostaje nowicjuszką i… pierwszą przełożoną generalną sercanek, „Matką”… Ona „matkuje”, myjąc sama podłogę w swojej celi, klęcząc po pracy przed Najświętszym Sakramentem z twarzą ukrytą w dłoniach, stając się dla współsióstr – jak one same mawiały – „żywą regułą”. Bo niewiele słów, myśli, wskazań po niej zostało. A z tych, które zostały, najpiękniejsza jest chyba ta: „Błogosławieni cisi, to jest łagodni. Łagodność i słodycz! Słodycz to cecha Jezusa, to promień Jego Boskiej pogody. Słodycz uczyni cię panią, panem serca własnego, da panowania nad sobą… Tylko bowiem słodycz łagodzi i rozbraja serca, nawraca dusze i pozyskuje je Bogu” – przypominał słowa błogosławionej bp Libera. Płockich świętych od miłosierdzia jest więcej. Napiszemy o nich wkrótce… •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół