• facebook
  • rss
  • Nie mocno, tylko mądrze

    am, ao, wp

    |

    Gość Płocki 37/2015

    dodane 10.09.2015 00:00

    – Zawiodła nawigacja. Nagle każdy chciał jechać w inną stronę. Tak jak w życiu. Powiedziałam wtedy, że decyzję podejmuje przewodnik, a jest nim tata – wspomina Anna.

    Pediatra powiedziała mi kiedyś, gdy miałam chore dziecko, że to ja jestem najlepszym lekarzem, bo wiem i rozumiem najlepiej, jak się ono czuje, jak jego organizm reaguje na leki i jak zwalcza infekcję. Na długo zostało mi to w pamięci – mówi Mariola Majewska z Ciechanowa, pedagog specjalny i logopeda, współzałożycielka Fundacji „Być jak inni”.

    Za drogi czas

    Od 35 lat Mariola Majewska pracuje z dziećmi. Zaczęła od przedszkola, potem powstała fundacja, uczy również w szkole specjalnej. – Myślę, że bardzo prawdziwe jest stwierdzenie Hansa Bürki, że „kochać człowieka to znaczy mieć czas, nie śpieszyć się, być obecnym dla niego”. Trzeba tak wychowywać, aby z jednej strony pozwalać na wiele, ale jednocześnie kontrolować. W ten sposób dziecko zaczyna rozumieć: co można, a czego nie wolno; co jest dobre, a co złe – mówi pani Mariola. – Kochać dziecko nie oznacza pozwalać mu na wszystko, kupować mu wszystko, co modne, i przymykać oczy na niegrzeczne czy chuligańskie zachowania. Niezwrócenie uwagi obróci się kiedyś przeciwko rodzicom. Wychowanie to przede wszystkim czas dla dziecka. Niestety, dziś dzieci są wożone na różne kółka zainteresowań, a potem zmęczone mają jeszcze odrobić lekcje. Nie ma wtedy czasu na zwykłą rozmowę z rodzicami. A przecież jak ważna jest rozmowa o tym, jak spędzają czas, jacy są ich koledzy... – mówi Mariola Majewska. A więc potrzeba czasu na każdym etapie rozwoju dziecka. – W zależności od wieku: z młodszymi trzeba się bawić, ale niech to będzie konstruktywna zabawa. Niech to nie będzie siedzenie przed komputerem, ale więcej czasu spędzonego np. na świeżym powietrzu. Gdy dziecko jest w wieku szkolnym, niech to będą wspólne zainteresowania, np. uprawianie sportu. Przecież o pasjach można długo rozmawiać. Niech będą wspólne prace w domu, choćby gotowanie dla dziewczynek czy majsterkowanie dla chłopców. Małe sprawy codzienne łączą ludzi. Bardzo ważna jest też wspólna modlitwa i wspólne pójście do kościoła w niedzielę: to łączy rodziców i dzieci – mówi pedagog z Ciechanowa. Są też inne rady: – Niech rodzice skupią się bardziej na nagradzaniu niż karaniu swoich dzieci. Czasami bardziej potrzeba dobrego słowa i wsparcia, nie tyle kary i krzyków. Wychowanie to wymaganie i wsparcie. Ale jeśli dziś rodzice zamiast wymagać i wspierać, szukają zastępczych instytucji, to pogubią się sami i w pewnym sensie stracą swoje dziecko – uważa Mariola Majewska. I dodaje: – Nie trzeba kochać dziecka mocno, ale mądrze.

    A może w siodełku?

    – Na co dzień tego czasu tak naprawdę nie ma. Trzeba więc chwytać każdą chwilę i ją wykorzystać, gdy się nadarza – mówi Anna, mama pięciorga dzieci, od 2,5 roku do 19 lat. Zwykła jazda samochodem z dzieckiem może być okazją do rozmowy, do omówienia pewnych spraw. – Raz w wakacje powiesiłam w kuchni tablicę i na niej rozpisałam harmonogram dnia: śniadanie od tej do tej godziny; czas przy komputerze, obiad itd. – wspomina pani Anna. Poskutkowało; dzieci starały się trzymać tego planu. W kilkuosobowej rodzinie Anny i Pawła sposobem na spędzanie wspólnego czasu są wycieczki rowerowe. Kilka lat temu, gdy dzieci były małe, rodzice zabierali je na spacery do lasu, w wózkach; teraz wszyscy (poza najmłodszym maluchem) wskakują na siodełko. – Oczywiście, nie jest tak różowo, że zawsze bardzo chcą. Trzeba dzieci ciągle zachęcać, wyciągać z domu – przyznaje pani Ania. Są już efekty. Najstarszy syn bierze udział w zawodach, w których jazda na rowerze połączona jest z bieganiem. Niedawno cieszyli się z wygranej w konkursie w radiowej Trójce na opis rodzinnej wycieczki. – Natura daje nam wolność. To jest coś wspaniałego, że możemy doświadczać tego zapachu piachu, śpiewu ptaków – przyznaje mama pięciorga dzieci. Nie ukrywa, że w czasie takich wypraw daje o sobie znać zmęczenie, czasem głód, zniecierpliwienie. – Zdarzało się, że pobłądziliśmy, bo szlaki rowerowe nie wszędzie są dobrze oznakowane. Zawiodła nas nawigacja w komórce. Nagle każdy chciał jechać w inną stronę. Tak jak w życiu. Powiedziałam wtedy, że decyzję podejmuje przewodnik, a jest nim tata – wspomina Anna.

    Wszystko się zgadza?

    – W wychowaniu dziecka konieczna jest współpraca rodziny i szkoły. Żadna placówka nie zastąpi jednak miłości i troski rodziców. Szkoła ma wspomagać rodzinę, ukierunkowywać ją w działaniach wychowawczych, ale rodziny nie zastąpi. Cele nawet najlepszego programu wychowawczego nie zostaną w pełni osiągnięte, jeśli zabraknie zaangażowania matki i ojca. Najbardziej zapracowani rodzice muszą znaleźć czas dla swoich dzieci – mówi Anita Kurowska z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. ks. Jana Twardowskiego w Makowie Mazowieckim. Jacek Dusza, dyrektor Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w Mławie, jest przekonany, że jego placówka to „pomysł na dobrą szkołę”. – Obok wychowawcy klasy jest u nas tutor, czyli opiekun – wychowawca ucznia – wyjaśnia dyrektor. Jest to bezpośrednie, indywidualne oddziaływanie na ucznia, zindywidualizowane podejście do niego. Chodzi przecież o spójność, nie tylko programu, ale też zgodnego przekazu z domu, ze szkoły i z Kościoła. – Nam zależy na tym, aby w szkole był związek między pracą wychowawczą i edukacją, by liceum nie było tylko kursem do matury. Zderzamy się z różnymi problemami wychowawczymi, ale gdy mamy je rozwiązać, robimy to zawsze z rodzicami naszych uczniów – zwraca uwagę J. Dusza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół