• facebook
  • rss
  • Uratować Jezusa

    dodane 14.05.2015 00:00

    – Jak mam wam powiedzieć, że On was kocha, za wami tęskni i na was czeka? – tłumaczy dzieciom s. Ewa Martenka, która katechizuje w jednej z płockich podstawówek.

    W tym roku po raz pierwszy trzecioklasiści przystępują do Pierwszej Komunii św. Nie zmienia się wiek dzieci w związku z wcześniejszym obowiązkiem szkolnym, wydłuża się jednak czas katechizacji dzieci przed Komunią św. – To dobrze, bo wiele dzieci nie ma doświadczenia modlitwy i niedzielnej Eucharystii. Co jednak robić, aby w świadomości dzieci było to święto Pana Jezusa? – zastanawiają się katecheci.

    „Na kogo czekacie?” – pytała dzieci przed Pierwszą Komunią św. s. Genowefa Nowak, przez długie lata katechetka w Makowie Mazowieckim. A one chórem mówiły: „Na prezenty!”. „A Pan Jezus?” – pytała. „Na Pana Jezusa też!” – dodawały.

    – To oczywiste, że wychowanie religijne powinno zaczynać się w rodzinie. Dlatego nie chodzi tyle o przygotowanie do Komunii św., ale o wychowanie do przeżywania Mszy św. Ale jeśli coraz mniej dzieci przychodzi z rodzicami na niedzielną Mszę św., to dzieciom pozostanie w głowach, że przygotowują się do jakiejś uroczystości, że będzie jakaś ceremonia, przyjęcie i prezenty, tylko gdzie w tym wszystkim jest Pan Jezus? – zastanawia się s. Ewa Martenka, służka, która od wielu lat katechizuje wśród najmłodszych.

    Eliza Łoniewska, która pracuje z najmłodszymi uczniami w Zespole Szkół w podpłońskim Szczytnie, uważa, że jeśli panuje w domu atmosfera wiary, to cała ta otoczka – fryzury, stroje, prezenty, przyjęcie – nie przesłonią tego, co najważniejsze. – Ostatnio w klasie podczas katechezy jedna z dziewczynek po Komunii św. powiedziała mi: „Jakie ładne dostaliśmy obrazki, proszę pani. Mogę przynieść do szkoły i pokazać”. Chodziło o obrazek Matki Bożej Częstochowskiej. Takie sytuacje bardzo cieszą, gdy okazuje się, że dla dziecka ważny jest nie tylko prezent materialny – mówi E. Łoniewska. – Ale dzisiaj, faktycznie, coraz trudniej pokazywać duchowy wymiar. Dlatego na katechezie rozmawiamy, że podczas Komunii św. ważni są rodzina, rodzice, dziadkowie, ale najważniejszym gościem, który przychodzi, jest Jezus – podkreśla. – W parafii Krysk, z której uczę dzieci, jest taka piękna tradycja, że podczas białego tygodnia organizowany jest dzień misyjny. Staramy się wtedy uwrażliwiać dzieci na potrzeby rówieśników w innych krajach, a jednocześnie mówić o tym, że ten długo oczekiwany przez nich Gość, którego przyjmują w Eucharystii, wciąż jest nieznany w wielu zakątkach świata.

    S. Ewa Martenka wyjaśnia dzieciom już w przedszkolu, czym jest Msza św. I gdy słyszy, że dzieci się tłumaczą: „w niedzielę byliśmy u babci”, „byliśmy na zakupach”, odwołuje się do konkretnego doświadczenia: – Pytam je, ile godzin ma dzień. O ile więcej godzin jest w tygodniu. Dlaczego nie damy jednej godziny Panu Jezusowi, który bardzo nas kocha? Jak mam was przekonać, że Jezus was kocha, za wami tęskni i na was czeka? – mówi s. Ewa.

    Jak więc ratować wiarę w dziecku, gdy tłoczy się w ich wyobraźnię i pamięć inne atrakcje, które odciągają od Jezusa? I gdy tego świata wiary nie są w stanie obronić w dziecku rodzice? Z pewnością potrzeba więcej spotkań i katechezy dla rodziców, bo Komunia dziecka jest dobrą okazją do odrodzenia duchowego rodziny. Tak właśnie uczyła katechezy przez długie lata niezapomniana s. Anna Klata, służka u św. Jana Chrzciciela w Płocku. Na katechezie z dziećmi zostawali rodzice, dziadkowie, a ona umiała mówić do jednych, i do drugich.

    – Dzieci są szczere, prawdziwe. Chodzi o rozpalenie i podtrzymanie w nich Bożego ducha. Ale jeśli rodzice tego ducha gaszą? Jedno z dzieci mi powiedziało: „Moja mama nie wierzy, a tata trochę tak, ale do kościoła nie chodzi”. Mówię więc dzieciom: „Bądźcie apostołami Jezusa, powiedzcie o Nim waszym rodzicom”. Może nadszedł czas, aby przy okazji Komunii św. to właśnie dzieci w pewnym sensie nawróciły swoich rodziców? – zastanawia się s. Ewa Martenka.

    Dla s. Genowefy Nowak najpiękniejsze w pracy katechetycznej były chwile przed pierwszą spowiedzią i Komunią św. Zdradza swój warsztat, jak uczyła wiary najmłodszych. – Przez cały rok modliłam się z nimi najprostszymi słowami: „Matko Boża, doprowadź mnie do konfesjonału”. W mniejszych grupach chodziliśmy do kościoła, siadaliśmy przy ołtarzu. Prosiłam, aby dzieci zamknęły oczy, a ja wtedy stawiałam im pytania do rachunku sumienia. Powtarzałam im: „Zamknijcie oczy, patrzcie w serduszka” – opowiada s. Genowefa Nowak, służka, obecnie mieszkająca w Płocku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół