• facebook
  • rss
  • Wycieczka za kraty...

    Dawid Turowiecki

    |

    Gość Płocki 08/2015

    dodane 19.02.2015 00:00

    Co skłania, by dobrowolnie stanąć po drugiej stronie więziennego muru, wejść do celi, znaleźć się na spacerniaku w asyście mundurowych Służby Więziennej?

    W lutym Służba Więzienna obchodzi swoje święto, dlatego Areszt Śledczy w Płońsku otworzył bramy i kraty dla zwiedzających. W tym roku służba więzienna zorganizowała akcję społeczną „(Nie)poznane w więzieniach”, która ma pokazać wielowymiarową funkcję zakładów karnych. W finale akcji zostaną wylosowani ochotnicy gotowi, by przebrać się w więzienne ubranie, zakwaterować w celi, tzw. przejściówce, zjeść w areszcie obiad i pobyć na placu spacerowym.

    – Otwieramy nasze drzwi, byście doświadczyli atrybutów izolacji więziennej i opowiedzieli nam o swoich emocjach, kiedy człowiek sam o sobie nie decyduje. Chcemy też, byście przekonali się, że tu tętni życie, realizowane są programy resocjalizacyjne i readaptacyjne, rozwijane są pasje – mówiła ppłk Grażyna Bartosińska, zastępca dyrektora Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Warszawie, podczas spotkania z kilkunastoosobową grupą w liczącym sobie ponad wiek Areszcie Śledczym w Płońsku. To najmniejsza jednostka penitencjarna okręgu warszawskiego. Może w niej przebywać 126 osadzonych. Uczestnicy „wycieczki” zostali przeszukani w biurze wydawania przepustek, by trafić po chwili do świetlicy, gdzie pokazano im skromny ekwipunek osadzonych. – Porcelanowa zastawa zamienia się w plastikowe talerzyki i sztućce, a elegancka pościel w dwa koce – obrazowo tłumaczył Sławomir Biliński, dyrektor płońskiej placówki, który wspomniał, że już od trzech lat areszt bierze udział w programie „Więzienie – stracony czas”, kierowanym do gimnazjalistów i licealistów. – My nie wychodzimy na zewnątrz, to oni przychodzą do nas na godzinę wychowawczą. Wracają do domów zszokowani i przestraszeni. Ale o to w tym wszystkim chodzi – dodaje. Trafiamy do celi przejściowej o powierzchni ośmiu metrów kwadratowych. – Nie zaglądajcie czasami przez wizjer, bo więzienie to nie zoo – ostrzega jeden z funkcjonariuszy. Wchodzimy też na niewielkich rozmiarów spacerniak, ogrzewany akurat promieniami zimowego słońca. Poziom adrenaliny nieco spada, kiedy zwiedzający dochodzą do kompleksu penitencjarnego, gdzie aresztanci spędzają wolny czas. W jednym z pomieszczeń znajduje się coś w rodzaju kapliczki, w której raz w tygodniu ksiądz kapelan odprawia Mszę św., ale dla nie więcej niż 10 osadzonych. – Każdy może wyznawać swoją wiarę, byle nie kolidowała ona z wyznaniem i poglądami innych. W celi nie jesteś sam, trzeba się dopasować – mówi zastępca dyrektora OISW w Warszawie. – Często jest tak, że kapelan prowadzi indywidualne nauczanie religii. Naszym podopiecznym udzielany jest sakrament bierzmowania. Na pamiątkę tego wyjątkowego dnia dostają np. od księdza biskupa Pismo Święte i obrazki z modlitwami. Ma to dla nich ogromną wartość, traktują je niczym relikwie – podkreśla ppłk. Grażyna Bartosińska. – To bardzo ciekawe doświadczenie. Dosyć poruszające jak dla człowieka, który uwielbia wolność, przestrzeń i ma trochę klaustrofobii, ale do odważnych świat należy – komentowała na gorąco Monika Antonowicz. Ma nadzieję, że to właśnie jej oświadczenie zostanie wylosowane do końcowego etapu projektu „(Nie)poznane w więzieniach”. Więcej na: plock.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół