• facebook
  • rss
  • Niezłomnie będą poszukiwać

    Agnieszka Kocznur

    |

    Gość Płocki 46/2014

    dodane 13.11.2014 00:00

    Cały czas szukamy pomordowanych bohaterów i chcemy odnaleźć wszystkich, aby ocalić prawdę i pamięć – zapewniali badacze z Instytutu Pamięci Narodowej w Płocku.


    Dzięki prowadzonym przez IPN w całej Polsce poszukiwaniom wciąż odnajdowane są miejsca, w których grzebano polskich bohaterów podziemia zamordowanych przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. W regionie płockiego Mazowsza także nie brakuje miejsc bestialskich mordów. W Muzeum Mazowieckim o wynikach swoich badań i najnowszych odkryciach opowiadali prof. Krzysztof Szwagrzyk i Jacek Pawłowicz.


    Medalik w ustach


    – Kilkanaście tysięcy zamordowanych to tragedia konkretnych ludzi i ich rodzin. Komuniści chcieli, aby ślad po tych bohaterach zaginął. Żołnierzy skrytobójczo zabito, a rodzin pozbawiono prawa do pochówku zmarłych. Powszechnie usiłowano wmówić, że ci, którzy walczyli z komunizmem, byli zbrodniarzami – mówił prof. Szwagrzyk. – Komunizmu obronić się nie da i to mówią także nasze zdjęcia i badania, np. na „Łączce” – przekonywał historyk, który od kilku lat kieruje pracami ekshumacyjnymi w Kwaterze „Ł” na warszawskim cmentarzu Powązkowskim. Na dowód swoich słów pokazywał drastyczne zdjęcia żołnierzy pomordowanych przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Wyjaśniał, że niezłomnych grzebano gdzieś pod garażami, nierzadko bardzo płytko pod chodnikami przy budynkach Urzędu Bezpieczeństwa, w lasach, na polanach. – Często znajdujemy przy szczątkach ukryte przez więźniów medaliki. Chowano je, aby kaci ich nie zauważyli. Bywało tak, że żołnierz przed śmiercią brał do ust medalik. „Wezmę do ust medalik z Matką Boską i po tym mnie poznacie” – pisał ktoś w celi przed egzekucją, następnie przekazywał liścik współwięźniom i w ten sposób zostawiał rodzinie ślady. Chciał, aby go odszukano – przekonywał historyk. Jednocześnie zaznaczał, że prace badawcze prowadzono w całej Polsce, wszędzie tam, gdzie były urzędy bezpieki. Wielką trudność sprawia fakt, że nie były to miejsca zbiorowych pochówków, a tylko pojedynczych. – Często wiemy, że ci ludzie w danym obszarze zginęli, ale nie mamy ich szkieletów. Pracujemy ciężkim sprzętem, wykrywaczami, robimy odwierty. W badaniach z pomocą przychodzą nam zdjęcia lotnicze. Zabezpieczamy także materiał genetyczny od rodzin pomordowanych, tak aby określić, do kogo należą odnalezione szczątki – wyjaśniał. 
Do tej pory z „Łączki” wydobyto szczątki 196 żołnierzy niezłomnych. Historyk zauważył, że w prace włączają się także wolontariusze, m.in. kibice klubów piłkarskich, dlatego nie są to badania tylko o wymiarze historycznym, ale także społecznym.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół