• facebook
  • rss
  • Poniesiemy swoje krzyże

    dodane 31.07.2014 00:00

    O modlitwie przy Grobie Pańskim i wierze pielgrzymów, która buduje i zawstydza, z pochodzącą z Płocka, a obecnie pracującą w Ziemi Świętej s. Jacentą Gościniak ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia rozmawia ks. Włodzimierz Piętka.

    Ks. Włodzimierz Piętka: W jaki sposób siostra z Płocka trafiła do Jerozolimy i gdzie Siostra mieszka, bo przecież tam każde miejsce jest szczególne.

    S. Jacenta Gościniak: Pochodzę z parafii św. Benedykta w Płocku-Radziwiu. Będąc w zgromadzeniu, pracowałam m.in. na placówkach w Płocku na Starym Rynku, przez kilkanaście lat byłam w Rzymie, a od dwóch lat jestem w Jerozolimie. Tam nasze zgromadzenie posługuje od 2001 roku. To dla mnie wielka łaska, że mogę mieszkać i pracować przy dwóch wyjątkowych świątyniach – tam, gdzie zaczyna się Via Crucis: przy kościele Biczowania i kościele Skazania Pana Jezusa na Śmierć.

    Po drugiej stronie ulicy była Twierdza Antonia, gdzie Piłat przyjeżdżał na większe święta, aby kontrolować, czy nie ma żydowskich rozruchów. Tam właśnie odbyły się proces i skazanie Pana Jezusa na śmierć. Dziś znajduje się tam szkoła koraniczna. Chrześcijanie mają tam wstęp zaledwie raz w tygodniu, w piątki, gdy rozpoczyna się nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Po starożytnej twierdzy w tym miejscu pozostało jednak niewiele śladów. Dwa katolickie kościoły, zbudowane na fundamentach wcześniejszych świątyń z XI i XII wieku, wzniesionych przez krzyżowców, znajdują się prawdopodobnie na miejscu stajni, w których być może w czasie wolnym żołnierze rzymscy w czasach Pana Jezusa grali m.in. w kości i inne gry. Ich ślady zachowały się na kamieniach posadzki. Te rysunki pokazujemy pielgrzymom. W tym miejscu są klasztor franciszkanów i Studium Biblicum Francescanum. Przy tej wspólnocie mieszkamy we trzy – siostry ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia. Ja zajmuję się przyjmowaniem pielgrzymów, pracuję w zakrystii i odpowiadam za przygotowanie Mszy św. w obydwu kościołach.

    Co to znaczy dla wierzącego, dla Siostry, dosłownie chodzić po śladach Pana Jezusa, dźwigającego krzyż?

    To ogromna łaska, bo pielgrzymi zatrzymują się w tych świętych miejscach na chwilę, a mnie Pan Jezus pozwolił zatrzymać się na dłużej. Dotykam tych miejsc. Mieszkamy blisko bazyliki Konania Pana w Getsemani i bazyliki Grobu Pańskiego. Do jednej i drugiej mam 10 minut drogi. To są moje ulubione miejsca, gdzie chodzę sama się modlić. W pierwszy czwartek miesiąca w Getsemani chodzę na wieczorne czuwanie i adorację Najświętszego Sakramentu. Jest to półtoragodzinna modlitwa w intencji pokoju zakończona procesją eucharystyczną ze śpiewem litanii wokół Ogrodu Oliwnego. Bardzo lubię tę procesję, bo przypomina mi nasze Boże Ciało. W piątki, w godzinie śmierci Pana Jezusa idę na Drogę Krzyżową. Gdy nabożeństwo dobiega końca, można wejść do Grobu Pańskiego i pomodlić się. Korzystam z tej łaski kiedy tylko mogę.

    W Jerozolimie, w Ziemi Świętej wszystko pomaga wierzyć. W jakich modlitwach, rozumieniu słowa Bożego pomaga Siostrze przebywanie w świętych miejscach naszej wiary?

    Tam nauczyłam się odprawiać inaczej Drogę Krzyżową. W Polsce to nabożeństwo przebiega w ciszy i skupieniu, w kościele, przechodząc od jednej stacji do drugiej. W Jerozolimie przebiega ono wśród hałasu i sklepików, krzyków i przeszkadzania, czasami przekleństw, gdy przechodzący obok widzą, że niesiemy krzyż. Ten hałas, rozgardiasz i sprzeciwy mówią mi, abym odprawiała Drogę Krzyżową w pokorze i w sercu, abym się wewnętrznie skupiła. Arabowie wprowadzili taki zwyczaj, że przy naszym kościele za opłatą wypożyczają grupom większe i mniejsze krzyże na nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Pamiętam, jak kiedyś, gdy padła taka propozycja ze strony przewodnika, wstała pewna kobieta Polka i powiedziała: „Każdy z nas ma swój krzyż. Poniesiemy swoje krzyże”. Bardzo mi zapadły w pamięci te słowa, bo przecież o to chodzi w Drodze Krzyżowej.

    Siostra spotyka pielgrzymów z różnych stron świata. Jaka jest ich postawa, wiara, modlitwa w tym świętym miejscu?

    Kiedyś przyszła do nas grupa Afrykańczyków. Byłam w zakrystii, gdy usłyszałam szmery, wzdychania, ale gdy weszłam do kościoła, był półmrok i nikogo nie widziałam. Chwilę potem zauważyłam, że cała grupa modliła się, leżąc krzyżem na posadzce kościoła. Tak pokornie chcieli nawiedzić to miejsce. Porusza mnie żywa wiara dzieci, ich zachowanie i pytania, dlaczego Pan Jezus aż tak bardzo musiał cierpieć. Żarliwa modlitwa i postawa dzieci w tym miejscu jest dla mnie bardzo pouczająca. Gdy przychodzą pielgrzymi z Indonezji, bardzo chcą dotknąć tabernakulum. To ich zwyczaj, aby tak prosić i w żarliwej modlitwie go dotknąć. Wiem, że w tym kraju jest prześladowanie Kościoła. A oni w wierze szukają oparcia. Gdy wreszcie przychodzą Koreańczycy, to często zaczynają płakać w głos: zarówno mężczyźni, jak i kobiety – to ich sposób przeżywania wiary w miejscu męki Pańskiej i tego się nie wstydzą – przypomina mi się wtedy 8. stacja Drogi Krzyżowej. Wobec takich postaw inne jest zachowanie pielgrzymów, którzy z ciekawością wchodzą i pytają, bo chcą dokładnie wiedzieć, gdzie było dokładnie to miejsce biczowania.

    W Ziemi Świętej bardzo boli brak pokoju. Czy mieszkacie w bezpiecznym miejscu Jerozolimy?

    Tak, ponieważ mieszkamy przy Via Dolorosa, gdzie jest bardzo wielu pielgrzymów. Policja dba o ich bezpieczeństwo. Ale są takie dni, gdy dochodzi do zamieszek. Wtedy są zamykane niektóre bramy starej Jerozolimy, np. Brama Damasceńska, bo dochodzi do starć między Arabami i Żydami: ci pierwsi, zamknięci wewnątrz murów, rzucają kamieniami, ci drudzy odpowiadają strzałami. Portierem na furcie u franciszkanów jest Arab. Bardzo się przejmuje obecną sytuacją i mówi, że chyba tak źle to jeszcze nie było. Sama tego doświadczyłam, gdy jechałam do Polski. Na lotnisku w Tel Awiwie, zamiast iść do samolotu, zostaliśmy skierowani na pewien czas do schronów, bo było niebezpieczeństwo nalotów.

    Jak wyglądała majowa wizyta ojca świętego Franciszka?

    Dla katolików to były dni wielkiej nadziei, ale bardzo utrudniano nam dostęp do ojca świętego. Byłam blisko bazyliki Grobu Pańskiego, chciałam z grupą wiernych pozdrowić papieża, ale gdy miał blisko nas przechodzić, opuszczono plandekę, która nas od niego odgrodziła. Miałam jednak to szczęście być na Mszy św. w Betlejem. Później mówiono, że to było najpiękniejsze spotkanie z papieżem w Ziemi Świętej.

    Co to znaczy wierzyć w miejscu, gdzie Kościół jest mniejszością, a tak jest przecież w Jerozolimie.

    Mnie to umacnia. Tam krzyż jest wciąż znakiem sprzeciwu. Tym bardziej mój habit z widocznym krzyżem jest niemym wyznaniem wiary. Krzyż i różaniec, który noszą księża, zakonnicy i świeccy, umacnia nas i wyróżnia. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół