• facebook
  • rss
  • Zrób ze mną, co zechcesz

    Agnieszka Kocznur, Agnieszka Małecka

    |

    Gość Płocki 28/2014

    dodane 10.07.2014 00:00

    Wiara. – Powiedziałam mu: „Wiesz, wielcy święci zawsze umierali bardzo młodo…”. Kiedy tam pójdziesz, pozdrów ich wszystkich – to słowa s. Józefy Szymańskiej, lekarki, w ostatniej rozmowie z ks. Piotrem Błońskim. Odszedł człowiek uśmiechu, o którym niektórzy mówią: „umarł święty”.

    Księdza Piotra jeszcze nie tak dawno mijaliśmy po Mszy św. w płockiej katedrze. Wysoki, szczupły, z łagodnymi, niebieskimi oczami. Mimo postępującej choroby nowotworowej ten młodziutki ksiądz – najmłodszy wikariusz naszej diecezji, bo wyświęcony pół roku przed czasem – był zawsze uśmiechnięty, lekko onieśmielony, zwyczajny. Poproszony o świadectwo przeżywania swojego cierpienia, nigdy nie odmawiał. Cieszył się, że informacja o jego chorobie dociera do coraz większej liczby ludzi i daje im do myślenia. Ale pewnie sam nie przypuszczał, że jego odchodzenie będzie nazwane „wielkimi rekolekcjami w diecezji”. Chciał być pochowany w białym ornacie, a jego testament już na początku zawierał znamienne życzenie: „Pierwszą moją prośbą jest, aby dzień mojej śmierci w żaden sposób nie był dniem rozpaczy, bólu”.

    Trzecia godzina

    Zmarł w rodzinnym domu w Skępem. Miał zaledwie 25 lat. Stało się to w poniedziałek 30 czerwca w godzinie Miłosierdzia Bożego, które było mu bliskie od dnia urodzin. Ostatnie dni ks. Piotra opisał ks. Stefan Cegłowski, pierwszy i jedyny jego proboszcz, który po ojcowsku wspierał go przez ostatnie pół roku. „Ksiądz Piotr jest bardzo wyczerpany. Mszę św. z okazji półrocza swoich święceń odprawił resztką sił. To była jego ostatnia Msza św. w katedrze, wcześniej kilkanaście osób odwiedziło go w jego seminaryjnym mieszkaniu po Mszy św. z godz. 9. Na zakończenie wieczornej Eucharystii usiadł w fotelu i powiedział kilka ciepłych słów o kapłaństwie, o swoim przeżywaniu wiary… słabym już głosem dziękował wszystkim za wszystko” – to zapis ze środy, 25 czerwca. W kolejnych notatkach ks. proboszcza padają słowa, które wiele mówią o chorym: „Najbardziej spokojny jest w tym wszystkim Piotr”; „Jednak rozmawia, żartuje, a jak pytam się, co by chciał, to mówi – wyjść do domu”. W przeddzień śmierci ks. Piotra, a zarazem w dniu jego imienin ks. proboszcz zanotował m.in.: „Ks. Piotr słabym, ale zdecydowanym głosem mówi, że chce odprawić Mszę św. tu, na stole, w rodzinnym domu. Dla nas, księży, i dla rodziny była to wyjątkowa chwila. Po Mszy św. proponuję odpoczynek lub koronkę. Ks. Piotr nie ma wątpliwości. Modlitwę kończymy aktem: »Jezu, ufam Tobie!«”. Ostatnie minuty życia ks. Piotr Błońskiego też splotły się z tajemnicą Bożego Miłosierdzia. „Spoglądam na zegarek, jest jeszcze ok. 40 min do 15.00 i nagle Piotr się poruszył, szybko zebraliśmy się wokół niego i z jego brewiarza rozpoczęliśmy modlitwę. Wezwania z kolejnych litanii powtarzane były w rytm jego oddechu. Gdy przed trzecią rozpoczęliśmy koronkę, oddech się uspokoił, gdy ją kończyliśmy, nieco podniósł prawą rękę, przestał oddychać, a po chwili westchnął. Koronka się skończyła. Ks. Piotr odszedł do Pana. (…) Trzymając Piotra za rękę, czułem, że jest Ktoś, kto nad tym wszystkim czuwa, o tym chciałbym zaświadczyć. Niczego podobnego w swoim życiu nie przeżyłem. Czuję się obdarowany przez księdza Piotra czymś, czego opisać się nie da. Bóg zapłać!” – zapisał ks. Stefan. Te słowa: „dziękuję” są najczęściej pojawiającym się motywem w wypowiedziach ludzi, którzy spotkali ks. Błońskiego.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół