• facebook
  • rss
  • Pod kroplówką Pana Boga

    Agnieszka Otłowska

    |

    Gość Płocki 04/2014

    dodane 23.01.2014 00:00

    Wiara. Przed miesiącem, w Boże Narodzenie, Piotr Błoński został księdzem. Jest bardzo młody, ale jak mało kto doświadczony cierpieniem choroby. Nie znajdziemy jednak chyba w diecezji księdza bardziej żyjącego pełnią życia niż on.

    Boże Narodzenie dokonało się w kruchości, w niepewności, w strachu... W kruchości ciała rodzisz się, Piotrze, do kapłaństwa... Zdałeś, wciąż zdajesz swoim cierpieniem, swoim stylem przeżywania cierpienia, wszystkie brakujące ci jeszcze egzaminy. (…) Pragnę, Piotrze, abyś – jeśli taka będzie święta wola Boża – służył Ludowi Bożemu swoim kapłaństwem przy ołtarzu, w konfesjonale, tam, gdzie będziesz mógł, (…) abyś pracował swoim cierpieniem po kapłańsku – mówił w czasie liturgii święceń biskup płocki.

    Idzie za Miłosierdziem

    Najmłodszy ksiądz naszej diecezji pochodzi ze Skępego, od Matki Bożej Brzemiennej i od Miłosierdzia Bożego. Sam zwraca uwagę, że wszystko w jego życiu tłumaczy się Bożym miłosierdziem. – Urodziłem się 22 lutego, a więc w rocznicę pierwszych objawień św. s. Faustyny w Płocku. Zostałem ochrzczony w drugą niedzielę po Wielkanocy, która dziś jest Świętem Miłosierdzia Bożego. Moja rodzinna młoda parafia w Skępem jest pod tym właśnie wezwaniem. Wreszcie rekolekcje przed kandydaturą do święceń, a więc „zaręczyny” z Panem Bogiem przed moim kapłaństwem, odprawiłem w Świnicach Warckich, w miejscu urodzenia św. s. Faustyny. Dlatego jakoś przez całe moje życie to Boże miłosierdzie jest mi bardzo bliskie – mówi ks. Błoński. Zastanawia się, w jaki praktyczny sposób miłosierdzie Boże odnosi się do niego, jego choroby i kapłaństwa. – Zawsze miałem pobożność bardzo Jezusową. Zawsze starałem się każdą moją prośbę z wdzięcznością kierować do Pana Boga. To ma też przełożenie w moim związku z Bożym miłosierdziem. Jezus jest cały czas blisko mnie, nie wiem, jakbym postępował, jakbym się zachowywał, gdyby On mnie opuścił. Mam głęboką świadomość, że Bóg jest naprawdę miłosierny, że jest najczystszą miłością, która nas kocha i potrafi wszystko wybaczyć. Człowiek człowiekowi nie zawsze potrafi wszystko wybaczyć, a Bóg człowiekowi zawsze – mówi ks. Piotr.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Mariola
      23.01.2014 13:40
      Cudowny kapłan z wielkim charyzmatem !!! Życzę Mu siły i zdrowia, by mógł nieść wszystkim dobra Nowinę o Chrystusie!
    • Jola
      26.01.2014 14:40
      Poznałam ks. Piotra na ślubie mojej siostrzenicy, z Jego oczu wypływa miłość do Boga, radość życia,choć nie jest łatwe.Życzę ks. Piotrowi wiele łask Bożych i opieki Matki Jezusa.Szczęść Boże.
    • Katolik
      12.04.2015 15:50
      Wielu ludzi świeckich dowiedziało się w pewnym okresie swego życia o tym, że ma chorobę nowotworową. Wszyscy zapewne podjęli leczenie onkologiczne, tak jak śp. ks. Piotr Błoński. Gdy lekarze stwierdzili, że medycyna nie potrafi uratować ich życia oraz że za kilka miesięcy umrą, wielu z nich pogodziło się z wolą Bożą lub - jak kto woli - z losem czy siłą wyższą. Umarli ! Zostali pochowani i tylko najbliższa rodzina każdego z nich i może kilku ich przyjaciół o nich, o ich życiu, chorobie i cierpieniu pamięta. Nie pamiętają o tych zmarłych ich proboszczowie - dla proboszcza był to kolejny zmarły do pochowania w miesiącu i tyle. Jaka jest różnica pomiędzy ludźmi świeckimi umierającymi podobnie, jak ks. Piotr Błoński a ks. Piotrem Błońskim ? Taka, że ks. Piotr Błoński był KSIĘDZEM (KAPŁANEM) ! I tylko dlatego Kościół będzie dążyć do jego beatyfikacji. Straszne i obłudne ! O nagłośnieniu jego życia, choroby i śmierci zadecydował fakt, że człowiek ten był księdzem. Gdyby nie był księdzem, pamiętaliby o nim jego rodzice, pozostała rodzina i kilku serdecznych przyjaciół i kolegów (ci ostatni do czasu - rok ? dwa lata ? trzy ?)

      Porównam zmarłą na raka w czerwcu 2013 r. moją 14-letnią siostrzenicę ze zmarłym również na raka ks. Piotrem Błońskim.
      Gdy jeszcze żyła rozmawiałem o niej z Ojcami Jezuitami. Oto jeden z linków:

      www.rozmawiamy.jezuici.pl/forum/47/n/8919

      Jakim była dzieckiem aż do swojej śmierci ? Dobrodusznym, czułym na potrzeby i problemy bliźnich, sumiennym w nauce (bardzo dobrze się uczyła - zawsze miała średnią ocen 5,0 a czasami trochę powyżej 5), grzecznym, posłusznym, zawsze słuchającym swoich rodziców i nauczycieli, pogodnym aż do śmierci. Była dzieckiem aż za dobrym ! Naprawdę ! W czasie choroby nowotworowej mówiła, że nie boi się śmierci oraz że jest ciekawa, jak wygląda Niebo. Tuż przed każdą radykalną chemioterapią miała chwile smutku. Wtedy pytała dlaczego tak jest, za co to wszystko ją spotkało. Mówiła to, gdyż po każdej dawce chemii bardzo źle się czuła przez wiele dni. Miesiąc przed swoją śmiercią przyjęła sakrament bierzmowania. Zmarła w opinii świętości. Nikomu nawet myśl nie przemknęła przez głowę, aby ją beatyfikować, bo nawet, gdyby ktoś o tym powiedział, że może spróbować by ją beatyfikować, to każdy ksiądz czy biskup odpowiedziałby: To niemożliwe !!! Co za głupoty chodzą wam po głowie !!! A ks. Piotr Błoński ? No ba ! Zupełnie inny przypadek ! BYŁ KSIĘDZEM !!! Na pewno zupełnie inny przypadek ??? Wychodzi na to, że ten jeden fakt, że ks. Piotr Błoński był księdzem, zadecydował o tym, że Kościół, a tak naprawdę duchowni, zwłaszcza ci, którzy znali dobrze ks. Piotra Błońskiego i BYLI Z NIM ZWIĄZANI EMOCJONALNIE (a to podważa bezstronność i obiektywizm tych duchownych), rozpoczęli próbę doprowadzenia do beatyfikacji ks. Piotra Błońskiego.

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół