• facebook
  • rss
  • Zabrudzone sieci

    dodane 12.12.2013 00:00

    To jest „twoja sprawa”, gdy między ludźmi, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, szerzy się wulgaryzm i seksualizacja twojego środowiska.

    W przestrzeni społecznej naszych miast i wsi, a częstokroć nawet w połowie drogi między nimi, rozgrywa się proces, który stowarzyszenie „Twoja Sprawa” nazywa jasno: wulgaryzacja i seksualizacja przestrzeni publicznej. – Tym bardziej natarczywa i wszechobecna, im bardziej jesteśmy na nią znieczuleni, tym bardziej agresywna, im my bardziej przestajemy być za przestrzeń wokoło odpowiedzialni – mówi Lesław Sierocki, dyrektor zarządzający stowarzyszeniem. Pytam o przykłady. Wskazuje ich wiele. Nie trzeba daleko ich szukać. Są wszędzie.

    Z własnego podwórka

    Z panią Anną, mieszkanką Pułtuska, wyjeżdżamy kilkaset metrów za miasto. – Tu na tym polu do niedawna stał billboard – pani Anna wskazuje ręką przestrzeń oddaloną około 10 metrów od jednej z krajowych dróg. Plakat przedstawiał prawie nagą kobietę, w erotycznej pozie, reklamującą napój energetyzujący. – Byłam zażenowana, ale też poirytowana, kiedy obok codziennej prasy sprzedawca w kiosku ruchu ustawił „świerszczyki” dla dorosłych – opowiada z kolei 43-letnia pani Teresa, mieszkanka Makowa Mazowieckiego, z zawodu ekspedientka. – Jeszcze żeby były to jakieś wyższe półki, ale ta pornografia epatowała zza szyby na wysokości oczu kilkuletnich dzieci. Znałam tego pana w kiosku, więc z początku się krępowałam, ale któregoś dnia poczekałam, aż byliśmy tylko we dwoje i zwróciłam mu uwagę. Od tamtej pory magazyny z ostrą erotyką zniknęły zza szyby – dodaje pani Teresa.

    Brak liczb

    W Polsce rokrocznie, zgodnie z wiedzą pochodzącą z monitorowania przestrzeni publicznej przez stowarzyszenie „Twoja Sprawa”, występują setki takich przypadków, gdzie przestrzeń publiczną zalewają treści naruszające dobre obyczaje, obsceniczne, wulgarne. Stowarzyszenie ma jednak tylko informację o tym, co zostanie mu zgłoszone, podkreśla Sierocki. Trudno też dziwić się, aby wykonalne było globalne rozwiązanie problemu, skoro nie jest możliwe oglądanie z każdej strony każdego kiosku ruchu, każdej witryny sklepowej, gazety czy billboardu. Nie jest możliwe, dopóki pracę wykonuje niewielka grupa wolontariuszy. Jeśli jednak każdy chociaż raz w tygodniu rozejrzałby się po swojej okolicy i zwrócił uwagę niektórym sprzedawcom, problem mógłby być częściowo rozwiązany, podkreśla pani Agnieszka, matka trójki dzieci z Płońska, która sama wielokrotnie bierze sprawy w swoje ręce. – Problem, który wyraża duża liczba, jest bardziej widoczny, częściej się o nim mówi, zaczyna interesować nie tylko szarych Kowalskich, ale również decydentów, nakazuje pytać o skutki i szacować ryzyko, a to już spory krok do przodu – dodaje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół