• facebook
  • rss
  • Miasto pełne śladów

    Agnieszka Małecka, Agnieszka Kocznur

    |

    Gość Płocki 05/2013

    dodane 31.01.2013 00:00

    Wydarzenia kulturalne i naukowe, a także modlitwa w miejscach pamięci to inicjatywy, którymi uczczono bohaterów powstańczego zrywu w 150 lat od jego wybuchu.

    Obchody rocznicowe w Płocku na różne sposoby przypomniały przebieg tamtych zimowych dni i główne postaci dramatu: w tym gen. Zygmunta Padlewskiego – wojennego naczelnika województwa mazowieckiego, Wojciecha Zegrzdę i Kazimierza Bończę-Błaszczyńskiego, kierujących płockimi oddziałami. Padały pytania o przyczynę upadku, znaczenie powstania i o to, jakie wartości przeniosło w następne pokolenie. W minionym tygodniu odbyły się widowisko uliczne, sesja naukowa z udziałem prof. Anny Stogowskiej, dr. Mariana Chudzyńskiego i dr. Grzegorza Gołębiewskiego, wystawa i konkurs, a także spektakl aktorów płockiego Teatru Dramatycznego, poprzedzony koncertem Orkiestry Wojskowej z Torunia. Podczas tego wydarzenia medalem „Laude Probus” od prezydenta miasta odznaczony został Zenon Dylewski, wieloletni opiekun miejsc pamięci w Płocku i autor wielu publikacji i filmów, związanych z postacią generała Padlewskiego.

    Płonęły te cyfry…

    – Zgodnie z planem Płock miał być odbity przez powstańców w wyniku koncentrycznego ataku – przypominał dr Gołębiewski podczas sesji naukowej zorganizowanej przez Towarzystwo Naukowe Płockie. Historyk przywołał opinię Józefa Piłsudskiego, który widział przyczynę klęski tamtych walk w złej koordynacji działań. Inne przyczyny to brak doświadczenia i złe wyszkolenie uczestników zrywu, którzy stanęli naprzeciw regularnego i zaprawionego w bojach wojska carskiego. To również fatalne uzbrojenie i słaba odporność psychiczna powstańców – tu przykładem była ich ucieczka na widok nieznanych im rakiet świetlnych. Mocnym akcentem było przypomnienie, że w pobliżu miejsca sesji rozegrał się dramat Wojciecha Zegrzdy. W czasie walk ranny ukrył się w budynku kanonii (dziś siedziba TNP), ale wyśledzony przez Rosjan po śladach krwi, popełnił tu samobójstwo. Wydarzenia, które historycy wydobywają z materiałów źródłowych, zostały także przeniesione na scenę teatralną. 22 stycznia w Teatrze Dramatycznym odbył się pierwszy pokaz spektaklu „Płonące cyfry 1863”. I tu w tytule przywołano słowa Piłsudskiego, który tak pisał: „Płonęły te cyfry świadomie dla myślących, bezwiednie dla wszystkich, tworząc i kształtując duszę nowego popowstaniowego Polaka”. Scenariusz spektaklu na podstawie materiałów archiwalnych przygotował Bohdan Urbankowski, a wyreżyserował Marek Mokrowiecki. Można wiele mówić o błędach i braku przygotowania powstańców, ale wydarzenia styczniowe przełożone na język sztuki odkrywały ludzką twarz tego dramatu: nadziei, determinacji i postawienia wszystkiego na jedną szalę. Scena egzekucji gen. Zygmunta Padlewskiego – w tej roli Mariusz Pogonowski – to jeden z najbardziej przejmujących momentów tego widowiska. Gdy bohater zastygł w figurze przypominającej ukrzyżowanego Chrystusa, widzowie usłyszeli rzeczową informację o sposobie zabicia naczelnika powstania. Poruszający był także następujący za chwilę swoisty apel poległych – powstańcy układali się jak do wiecznego snu, podczas gdy kobiety tworzące chór wypowiadały ich krótkie biogramy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół