• facebook
  • rss
  • Furta wiary

    Ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 05/2013

    dodane 31.01.2013 00:00

    Są takie drzwi, które, jak „podwoje wiary”, są zawsze otwarte. Wystarczy zapukać do klasztornych drzwi.

    W diecezji płockiej jest 36 takich domów, w których przy drzwiach, czyli furcie, zawsze ktoś czuwa. Dziwne, bo klasztory z reguły są miejscami zamkniętymi, gdzie siostry żyją za klauzurą, a mimo to obok kaplicy ważna jest furta. Szczególne wrażenie wywołuje ta z klasztoru sióstr klarysek kapucynek w Przasnyszu. Po dzwonku nigdy nie czeka się długo, bo zaraz słychać głos siostry. Właśnie, głos, i tylko głos. Siostry nie widać. Do przekazania niezbędnych rzeczy służy obrotowy bęben, tradycyjnie używany w klasztorach o ścisłej regule. – Gdy ktoś do nas przychodzi i my go słyszymy, to dla nas jest to głos samego Boga, który prosi o pomoc, o modlitwę, opowiada o swoim życiu, składa ofiarę – mówi s. Maksymiliana Wesołowska, przełożona przasnyskiego klasztoru klarysek kapucynek.

    Tam był kontakt z całym światem

    Szczególne doświadczenie ma s. Weronika Trojanowska ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, która przez 11 lat pracowała w Jerozolimie. Dziś przebywa w sanktuarium Miłosierdzia Bożego na Starym Rynku w Płocku i wspomina swą „jerozolimską furtę”. – Tak naprawdę to furty u nas nie było, bo warunki mieszkaniowe w naszym domu zakonnym są bardzo skromne. Moją furtą była zakrystia w kaplicy Biczowania, na początku Via Crucis. Tam był kontakt z całym światem. Przychodzili do mnie pielgrzymi i miejscowi. Pytali po angielsku, włosku, hebrajsku i arabsku. Wielu było zastraszonych i przerażonych, bo nie wiedzieli, jaka będzie ich przyszłość. Wielu pytało też o obrazki i o nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia. Bardzo często nie rozumiałam języka, ale najważniejsza była życzliwość, cierpliwe słuchanie, uśmiech i zaproszenie do kaplicy na wspólną modlitwę – opowiada s. Weronika. – W zakonach utrwaliło się powiedzenie, że w osobie drugiego człowieka sam Jezus przychodzi do furty klasztornej. Oznacza to, że furta to nie jest tylko wejście do klasztoru dla osób powołanych do życia zakonnego. Jest to swoista „dyżurka” siostry zakonnej do kontaktu ze światem zewnętrznym – podkreśla s. Monika Banaszczak, pasjonistka, diecezjalna referentka ds. życia konsekrowanego. I rzeczywiście, przed domem macierzystym pasjonistek w Płocku niemal codziennie można zobaczyć kolejkę czekających. W miesiącu puka tam około 1700 osób i prosi o jedzenie, ubrania, obuwie i inne rzeczy. – Pomagając, chcemy wykorzystać tę sytuację w duchu wiary i miłości ucząc, przy okazji obdarowania, znaku krzyża, modlitwy, wdzięczności. W prostych słowach przypominamy na przykład, że jest niedziela i należy pójść do kościoła, że potrzeba modlić się za papieża czy w innych sprawach Kościoła. Zdarzają się też osoby, które proszą o wypożyczenie dobrej książki religijnej czy filmu o świętych – opowiada s. Monika.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół