• facebook
  • rss
  • „Hanka” pod ostrzałem

    Agnieszka Kocznur

    |

    Gość Płocki 33/2012

    dodane 16.08.2012 00:00

    Rozmowa „Gościa Płockiego”. O tym, jak dwudziestoletnia dziewczyna zaciąga się do walki z okupantem, omal nie ginie od kuli snajpera, a w najbardziej dramatycznym momencie przyjmuje oświadczyny, z Anną Bąkowską, 91-letnią płocczanką i uczestniczką powstania warszawskiego, rozmawia Agnieszka Kocznur.

    Agnieszka Kocznur: Jak to się stało, że młoda dziewczyna z Płocka zapragnęła walczyć w powstaniu warszawskim?

    Anna Bąkowska: – Mieliśmy już tak dosyć tych Niemców i tej okupacji, tak pragnęliśmy wolności, że każdy młody chciał działać w konspiracji. To był obowiązek patriotyczny, ale też taki szpan warszawski, że w ogóle nieomal wszyscy musieli należeć. Zanim dostałam się do Warszawy, wojna w 1939 r. zastała mnie w Płocku. Po wyjątkowo szczęśliwych latach dzieciństwa i wczesnej młodości zaczął się dla mnie bardzo trudny okres. Z naszego rodzinnego domu zostaliśmy wyrzuceni zaraz na drugi dzień po wejściu Niemców do Płocka. Nasze mieszkanie zajął wojewoda niemiecki.

    Moja mama ze mną i dwójką moich braci udała się do naszego majątku Woźniki pod Płockiem, który po kilku miesiącach także musieliśmy opuścić. Zamieszkaliśmy na plebanii u proboszcza. Ojciec, z zawodu adwokat, został aresztowany w kwietniu 1940 r., potem wywieziony i zamordowany w obozie koncentracyjnym w Dachau. Zaplanowałam z młodszym bratem ucieczkę do Warszawy, ale wtedy Warszawa była za granicą, bo Płock został wcielony do Rzeszy. Nasza ucieczka miała smak przygody, ale bardzo niebezpiecznej. Musieliśmy przejść nocą przez zieloną granicę. A w zasadzie przez kępy wikliny nad Wisłą, w liściach.

    Jak wyglądało Pani życie w Warszawie, życie w konspiracji?

    – W Warszawie było nam ciężko, wynajmowałam z kuzynką z Łodzi pokój. Brat mieszkał w internacie przy szkole, a ja studiowałam na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Młodzież warszawska była wspaniała, takiego patriotyzmu, jakim emanowała, już chyba nigdy nie będzie. Wszyscy, których znałam, brali udział w konspiracji. Pod pseudonimem „Hanka” należałam do IV Zgrupowania „Gurt”, które obejmowało ulice: Złotą, Chmielną, Sosnową i Towarową. W czasie konspiracji najczęściej spotykaliśmy się na Złotej 43, na zapleczu składu aptecznego. Na konspiracyjnych kursach sanitarnych wszystko wydawało się proste – miałam dotrzeć do rannego, założyć opatrunek, wyciągnąć z pola ostrzału, a następnie przetransportować do wyznaczonego punktu sanitarnego lub szpitala. Pamiętam, jak mojego pierwszego rannego wlokłam na własnych plecach, wtedy już zrezygnowano z noszy a „poorane” bombami ulice dyktowały nowe zasady. Niejednokrotnie zamiast noszy używało się drzwi, najczęściej wzywałyśmy na pomoc chłopców z oddziału.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół