Nie tylko od wielkiego dzwonu

Agnieszka Małecka

|

Gość Płocki 25/2021

publikacja 24.06.2021 00:00

Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego, we współpracy z TNP, poprzez czerwcową konferencję naukową i spektakle zwrócił uwagę na często niedocenianą, wręcz zapomnianą twórczość sceniczną czwartego wieszcza.

	Prowadzący sesję Wioletta Żurawska i Marek Mokrowiecki wyrażali nadzieję, że twórczość Cypriana Kamila zaistnieje w szerszej świadomości odbiorców. Prowadzący sesję Wioletta Żurawska i Marek Mokrowiecki wyrażali nadzieję, że twórczość Cypriana Kamila zaistnieje w szerszej świadomości odbiorców.
Agnieszka Małecka /Foto Gość

Czy wielki Norwid wróci do łask i naszej zbiorowej świadomości? Można powiedzieć, że to pytanie pobrzmiewało w tle wystąpień i dyskusji, podczas konferencji naukowej „Teatr Norwida” w Towarzystwie Naukowym Płockim w 200. rocznicę urodzin poety.

Jak zauważył Marek Mokrowiecki, wieloletni dyrektor płockiego teatru, niestety Norwid jest w Polsce traktowany po macoszemu. – On praktycznie nie istnieje w naszej zbiorowej świadomości. Realizujemy go od wielkiego dzwonu dla honoru domu, jak głosi porzekadło teatralne. Mam nadzieję, że Rok Norwidowski to zmieni – mówił, otwierając wydarzenie.

Jak przypomniano podczas płockiej konferencji, Cyprian Kamil Norwid to twórca wszechstronny, autor wielkiej poezji, ale też wybitny prozaik, eseista, artysta malarz i wreszcie – dramaturg, autor kilkunastu dzieł scenicznych, m.in.: „Nocy tysiącznej drugiej” (1850), „Aktora” (1867), „Pierścienia wielkiej damy” (1872), „Kleopatry i Cezara” (ok.1870–1878). Jednak recepcja jego utworów na polskiej scenie pozostawia wiele do życzenia. – Należy zgodzić się z reżyserem Kazimierzem Braunem, że „ilość premier sztuk Norwida jest żenująco mała, co świadczy o braku kultury scenicznej w Polsce”. Dlatego każda premiera norwidowska jest dla ludzi teatru świętem – zwróciła uwagę dr Wioletta Żurawska z TNP, która w czasie konferencji starała się odpowiedzieć na pytanie, na ile C.K. Norwid zadomowił się na scenach teatrów i w świadomości odbiorców.

Z kolei prof. Grażyna Halkiewicz-Sojak z UMK w Toruniu w swoim wystąpieniu zwróciła uwagę, że fakt tak rzadkiego sięgania po dramaty Norwida jest w pewnej części winą samego autora. – Problemem było to, że większość jego dramatów jest niedokończona, a niektóre poeta sporządzał w dwóch wersjach. Przy czym pisząc drugą wersję tekstu, sukcesywnie niszczył pierwszą. Tak było na przykład z utworem „Aktor” – mówiła prof. Sojak. Wskazała też, że od Norwida zaczyna się teatr poetycki, teatr wnętrza, psychologicznych napięć, którego kontynuatorami byli m.in. Jerzy Szaniawski czy Karol Wojtyła. – My nie mamy takich moralistów w sztuce, ostatnim był Norwid. To jest ogromna strata, a przecież potrzeba moralistów na trudne czasy – stwierdziła w czasie dyskusji prof. Jagoda Jakubowska-Opalińska z Akademii Teatralnej w Warszawie. Dyrektor Mokrowiecki zauważył z kolei, że u Norwida ważne jest słowo jako nośnik myśli, a od niego, niestety, odchodzi współczesny teatr, stosując obraz i skojarzenia. Na przekór tym tendencjom Teatr Dramatyczny w Płocku, na którego scenie dramat Norwida gościł po raz pierwszy w 1912 r., zaproponował widzom w tym czasie dwa spektakle: ponownie monodram Barbary Misiun „Skowronek” (premiera była w 2019) oraz performatywne czytanie sztuk Norwida.