Klucz w Paryżu, dokumenty w Moskwie, a teczka... na Mazowszu

Marek Szyperski, ks. Włodzimierz Piętka

|

Gość Płocki 18/2021

publikacja 06.05.2021 00:00

Dlaczego historia, która była krótkim epizodem w dziejach Europy i Polski, wciąż żyje i wywołuje ciągle tyle sporów i namiętności, a echem odbiła się także nad Narwią? 5 maja minęło 200 lat od śmierci Napoleona.

Opinogóra jest szczególnym miejscem, gdzie m.in. przy grobach szwoleżerów żyje pamięć o kampanii napoleońskiej. Opinogóra jest szczególnym miejscem, gdzie m.in. przy grobach szwoleżerów żyje pamięć o kampanii napoleońskiej.
ks. Włodzimierz Piętka /Foto Gość

Wczym tkwi siła tamtych wspomnień i miejsc oraz tamtego zaangażowania Polaków po stronie Francuzów? Księstwo Warszawskie egzystowało bardzo krótko – nie było go jeszcze na początku 1807 r., ani już wiosną 1813 r., więc istniało zaledwie sześć lat, z czego wojny zajęły trzy lata, a resztę czasu – przygotowanie do nich. A jednak, mimo klęski i kontrowersyjnej oceny samego Napoleona, niezwykle żywotna pozostała jego legenda i to, co tamten czas przyniósł. Wtedy bowiem rodził się nowoczesny naród polski.

Piąty żywioł na Mazowszu

Przenieśmy się do roku 1806. To czas po wielkim zwycięstwie armii francuskiej nad połączonymi siłami rosyjsko-austriackimi pod Austerlitz. Czas, gdy Napoleonowi wypowiedziały wojnę Prusy. I wystarczył jeden dzień, 14 października, by jak pisze Waldemar Łysiak w „Cesarskim pokerze”, „symultanicznie – pod Jeną i Auerstaedt, na tych dwóch polach, główne armie pruskie przestały istnieć, a po miesiącu przestały istnieć Prusy jako takie”. Klęska Prus sprawiła, że armia francuska wkroczyła na ziemie polskie.

Wielkopolanie rozbrajali pruskie załogi, a jak pisze Archibald Gordon Macdonell, „28 listopada Murat wjechał do Warszawy owacyjnie przyjęty przez ludność”. Joachim Murat – szwagier Napoleona, późniejszy król Neapolu, podobno przemyśliwał, by zasiąść na tronie przywróconego Królestwa Polskiego. Jak jednak wiemy, zamiast Królestwa powstało Księstwo, nie Polskie, ale Warszawskie i z królem saskim jako księciem na tronie. Warunki, jakie Francuzi napotkali w Polsce, a dokładniej na północnym Mazowszu, gdzie zimą 1806/1807 musieli bić się z Rosjanami, były fatalne. Sam Napoleon stwierdził podobno, że w Polsce poznał jeszcze jeden żywioł – błoto. Jak pisze Macdonell, jedynymi polskimi słowami, których armia się szybko nauczyła, były: „chleba” i „nie ma”. „Pożywieniem żołnierzy były przeważnie tylko woda i ziemniaki, a i tego brakło, bo lekka kawaleria idąca przodem zjadała wszystko, co było do zjedzenia. Piechota przywiązywała sznurkami do nóg buty, aby nie pogubić ich w błocie, karabiny zaś miała na plecach, by obie ręce były wolne do wyciągania kolejno każdej nogi z błotnistej mazi” – opisuje szkocki pisarz.

Bardzo szczegółowy opis działań wojsk francuskich w naszym regionie znajdziemy w pracy ciechanowskiego historyka dr. Aleksandra Kociszewskiego „Mazowsze w epoce napoleońskiej”. Jeden z rozdziałów książki poświęcony jest walkom toczonym przez nie z siłami rosyjskimi i pruskimi, a więc bitwom pod Bieżuniem i Czarnowem, zdobyciu Nasielska, walkom pod Kołozębem i Sochocinem, a przede wszystkim dwóm najsłynniejszym, z drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia – pod Pułtuskiem i Gołyminem. Dzień wcześniej Francuzi zajęli pozycje w: Bardonkach, Gołotczyźnie, Bądkowie, Sońsku, Koźniewie, Gutkowie i Ojrzeniu. „Gwardia stacjonowała w Łopacinie, gdzie cesarz założył kwaterę główną” – pisze Aleksander Kociszewski. Obydwa starcia były bardzo zacięte i krwawe, odbywały się w fatalnych warunkach pogodowych. „Wraz z przyjazdem Napoleona rozpoczyna się ze wzmożoną energią nowy atak Francuzów” – pisze ciechanowski historyk. „Walka toczyła się przy łunach płonących wsi. O godz. 20 Francuzi wdarli się do Gołymina, gdzie w ciemnościach bili się z Rosjanami na bagnety i piki”. Nie inaczej było pod Pułtuskiem.

„Kawalerii naszej konie stały w błocie po same brzuchy i dlatego nie mogła nic zdziałać” – raportował Napo- leonowi po bitwie marszałek Jean Lannes. „Rosyjska piechota po dwa razy szła na bagnety, ale z wielką stratą odparta została. Już prawie każdemu życie nie było miłe, bo mróz po przemoczeniu brał, więc był skościały, a zdawało się każdemu, że w płaszczu znajduje się jakby między deskami. Rąk nie można było zgiąć, bo lód trzeszczał na człowieku, chłodno do tego, głodno, lepsza śmierć niźli takie życie...”. I pod Pułtuskiem, i pod Gołyminem obydwie strony ogłosiły swoje zwycięstwo. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że to Rosjanie wycofali się z północnego Mazowsza, należy uznać, że był to remis ze wskazaniem na Francuzów. Zimą 1807 r. działania wojenne przeniosły się na teren Prus Wschodnich z wielkimi bitwami pod Pruską Iławą i Frydlandem, ale to już inna, długa i równie pasjonująca historia, zakończona m.in. powstaniem Księstwa Warszawskiego.

Kościół zamieniony na piekarnię

Inną zgoła ocenę tamtych czasów znajdziemy w kościelnych kronikach z tamtego okresu. Ciekawe, że niewiele o nich pisał bł. abp Antoni Julian Nowowiejski w swojej monografii historycznej Płocka. Zaznaczył, że w grudniu 1806 r. Francuzi zajęli biskupie miasto. „Wojska obozowały pod przedmieściem, dopuszczając się, jak tradycja niesie, swawoli. Ze strony Polaków przybył gen. Wybicki dla zorganizowania wojska, milicji obywatelskiej i naszych władz cywilnych”. W 1807 r. Płock został głównym miastem departamentu płockiego Księstwa Warszawskiego. W w mieście powstał m.in. szpital wojenny na 100 osób, zorganizowano szeregi piechoty, kawalerii i strzelców. Prefektem miasta był wtedy zasłużony dla historii Płocka Rajmund Rembieliński, mianowany później przez księcia Józefa Poniatowskiego generalnym intendentem armii podległym bezpośrednio jemu. W tym czasie biskupem płockim był Adam Michał Prażmowski. W 1806 r. z optymizmem witał Napoleona i jego armię, rok później otrzymał nominację na członka Izby Edukacyjnej, a potem Dyrekcji Edukacji Narodowej.

W czasach Księstwa Warszawskiego brał udział w pracach Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Jednak po upadku kampanii napoleońskiej, to właśnie ten biskup – przeprowadzając wizytację parafii swojej diecezji – był świadkiem ogromu zniszczeń kościołów, spalonych szkół parafialnych i przytułków dla chorych. Szczególnie dramatyczny był widok ciechanowskiej fary, zamienionej przez Francuzów na piekarnię. Pomiędzy filarami wybudowano sześć pieców do wypieku chleba dla armii, spalono ołtarze, ambonę, ławki, organy, podłogę i parkan przykościelny. Otwarty ogień sięgał drewnianego sufitu, tak że jak pisał w 1817 r. ówczesny proboszcz Rajmund Bagieński, „kościół tylko cudem Boga pozostał”. – Kampania napoleońska przyniosła wielkie spustoszenie i nędzę, bardzo ich doświadczyły nasze miasta i parafie. Kościół lepiej wtedy zrozumiał, co niesie ze sobą duch francuskiej rewolucji. Z drugiej strony reformy napoleońskie, m.in. w zakresie prawa cywilnego, pozostały ważne i aktualne do dziś – mówi historyk ks. prof. Michał Grzybowski.

Po śladach cesarza

Pisząc o Napoleonie i Francuzach na północnym Mazowszu, nie sposób nie wspomnieć o Wincentym i Zygmuncie Krasińskich. Pierwszy – najpierw pułkownik, potem generał, dowódca Pierwszego Pułku Szwoleżerów Gwardii Cesarza Napoleona, tych spod Somosierry („Naprzód, psiekrwie! Cesarz patrzy!”) i wielu, wielu innych bitew i potyczek na długim szlaku od Pirenejów po bramy Moskwy. To szwoleżerowie towarzyszyli Bonapartemu, gdy odpływał na Elbę po pierwszej abdykacji. Nie wszyscy pewnie wiedzą, że jeden z naszych narodowych wieszczów – Zygmunt Krasiński (syn Wincentego), urodzony 19 lutego 1812 r. w Paryżu – na pierwsze imię miał... Napoleon.

To dlatego, że pierwotnie miał go trzymać do chrztu właśnie sam imperator. A skoro Krasińscy, to i Opinogóra, i wątek szwedzki. Bonaparte to starostwo niegrodowe ofiarował jednemu ze swych marszałków – Janowi Baptyście Bernadotte, księciu Ponte Corvo. Marszałek długo się Opinogórą nie nacieszył, bo... został następcą tronu w Szwecji. Opinogóra wróciła do Krasińskich. Generał Wincenty dbał o swoich dawnych podkomendnych, kilku z nich spoczywa na opinogórskim cmentarzu parafialnym: Franciszek Girardot – lekarz pułkowy, Konstanty Wyleżyński – adiutant generała, czy Stanisław Dunin-Wąsowicz – kapitan szwoleżerów. Mijają dwa wieki od śmierci małego kaprala na odległej o tysiące kilometrów od Europy wyspie Świętej Heleny. Na północnym Mazowszu oprócz grobów uczestników tych zmagań mamy m.in. pomnik w Gołyminie i tablicę w Pułtusku, upamiętniającą pobyt Napoleona w mieście nad Narwią. W Muzeum Romantyzmu w Opinogórze znajduje się bardzo cenna pamiątka – cesarska teczka.

Ofiarowana przez żonę Józefinę, zrabowana przez Kozaków podczas odwrotu napoleońskiej Wielkiej Armii z Rosji w 1812 roku. Mówi się o niej: „klucz w Paryżu, dokumenty w Moskwie, a teczka w Opinogórze”. I jeszcze ciekawostka: buraki cukrowe – jedną z podstaw mazowieckiego rolnictwa, tak charakterystyczną w nizinnym krajobrazie – też w pewnym sensie zawdzięczamy cesarzowi Francuzów, a dokładniej zarządzonej przez niego tzw. blokadzie kontynentalnej Wielkiej Brytanii. Zakazując handlu z wyspiarzami, wpłynął negatywnie na dostawy cukru z trzciny cukrowej do Europy. Sprawiło to, że uprawy buraka cukrowego ruszyły z kopyta.•