Poloneza czas zacząć... w kontuszu

Wojciech Ostrowski

|

Gość Płocki 38/2020

publikacja 17.09.2020 00:00

– Spełniło się moje marzenie, by kontynuować rodowe tradycje szlachty mazowieckiej – mówi Krzysztof Gadomski.

	Przygoda dwunastki młodych ludzi z tańcem i kulturą staropolską rozpoczęła się w ubiegłym roku. Przygoda dwunastki młodych ludzi z tańcem i kulturą staropolską rozpoczęła się w ubiegłym roku.
Wojciech Ostrowski

Tańcząc poloneza w kontuszu, czuję się wyjątkowo, szlachetnie – zwierza się Klaudia.

– Kiedy zaczynam taniec, uwielbiam wyobrażać sobie, że jestem szlachcicem na pięknym balu. Uwielbiam też w takich momentach widzieć zaskoczone i radosne miny publiczności, co oznacza, że dobrze wykonuję moje zadanie – opowiada Wojtek.

– Sam fakt tańczenia poloneza daje uczucie, że robi się coś poważnego i dostojnego. Strój tylko potęguje to uczucie. Osobiście uważam, że nadal powinniśmy nosić kontusze i żupany, tak samo jak w Japonii nadal nosi się na co dzień stroje tradycyjne – uważa Paweł.

Przygoda dwunastki młodych ludzi z tańcem i kulturą staropolską zaczęła się w ubiegłym roku, kiedy w przasnyskim Miejskim Domu Kultury rozpoczął działalność Zespół Tańców Historycznych Szlacheckich. Powstał on dzięki staraniom Krzysztofa Gadomskiego, zastępcy dyrektora MDK, którego projekt otrzymał unijne dofinansowanie. – Spełniło się moje marzenie, by kontynuować rodowe tradycje szlachty mazowieckiej, a jednocześnie pokazywać piękne stroje i uczyć postaw patriotycznych i umiłowania małej ojczyzny – mówi pan Krzysztof, który pochodzi z rodziny o żywych tradycjach szlacheckich korzeni. Jak przyznaje, niełatwo było znaleźć chętnych wśród młodzieży przasnyskich szkół średnich.

Osoby, które się zdecydowały, uczyniły to z różnych powodów. Na przykład Wojtek chciał znaleźć takie hobby, z którego nie zrezygnuje po pięciu minutach, a także ze względu na historyczny charakter zespołu. – Skłoniła mnie chęć spróbowania czegoś nowego, czym jest taniec, kontusze, które zostały uszyte na miarę, a przede wszystkim fakt, że mógłbym przekazywać ludziom piękny kawałek naszej bogatej kultury narodowej, a jednocześnie reprezentować nasze miasto – wyjaśnia inny tancerz, Łukasz. – Zawsze chciałem dołączyć do zespołu, który ma związek z naszą historią narodową. Kiedy usłyszałem, że powstanie taki zespół, nie czekałem – dodaje Paweł. Dziś żaden z członków zespołu nie żałuje włączenia się do grupy. Wręcz przeciwnie, młodzi tancerze znajdują wielką radość w tym, co robią.

– Jest wspaniale, znacznie lepiej, niż myślałem, że będzie – zapewnia Paweł. – Nie tylko nauczyłem się tańczyć nasze tańce narodowe, ale też trafiłem na świetnych ludzi, z którymi mam ochotę spędzać każdą sobotę i nie tylko. Co prawda treningi wyciągają z nas siódme poty, ale naprawdę warto. „Siódme poty” wyciska z tancerzy instruktor tańca Patryk Łazicki, pod którego okiem nauczyli się tańczyć poloneza, mazura, kujawiaka, oberka i krakowiaka. – Od pierwszych chwil, gdy widziałam ich na próbach, trenujących w rytmie poloneza czy inny tańców narodowych, odczuwałam wielką radość i wzruszenie – mówi z podziwem żona pan Krzysztofa, Agnieszka, która wspiera męża w jego działaniach. – A dumą napawa mnie ich widok, szczególnie, gdy tańczą na scenie w pięknych strojach, krok po kroku wykonują przygotowane układy taneczne, z wielką gracją, zwłaszcza w polonezie. Młodzi tancerze zaznaczają, że ich działalność to coś więcej niż tylko taniec w pięknym stroju.

– Tańczenie tańców narodowych nie polega jedynie na stawianiu odpowiednich kroków w odpowiednim momencie. Żeby dobrze zatańczyć, wypadałoby też mieć podstawową wiedzę na temat tego, co się robi. Samo zdobywanie informacji i nowych umiejętności jest już bardzo wartościowe, a my przy okazji pogłębiamy wiedzę na temat kraju, jego historii i tradycji – wyjaśnia Ania, siostra Klaudii. Choć zespół działa stosunkowo krótko, ma już na swoim koncie sporo udanych występów. Ania zaznacza jednak, że występy nie są najważniejsze. – To jest taka wisienka na torcie. Chciałabym przede wszystkim, żeby szlifować to, nad czym powinniśmy pracować, i trwać w tym jak najdłużej, i żeby to, co robimy, dawało efekty – wyjaśnia tancerka. Pragnieniem Krzysztofa Gadomskiego jest stworzenie podobnego zespołu dla osób dorosłych oraz przekształcenie się z czasem w grupę rekonstrukcji historycznej specjalizującej się również w szermierce.