Gdzie duch się odrodzi?

ks. Włodzimierz Piętka

|

Gość Płocki 39/2019

dodane 26.09.2019 00:00

W ostatnią niedzielę września parafia pw. Nawiedzenia NMP z udziałem bp. Mirosława Milewskiego świętuje 100-lecie istnienia.

W ołtarzu głównym widnieje obraz Matki Bożej zwanej Szczawińską. W ołtarzu głównym widnieje obraz Matki Bożej zwanej Szczawińską.
ks. Włodzimierz Piętka /Foto Gość

Można powiedzieć, że to tylko 100 lat, odkąd w Szczawinie istnieje parafia, ale tradycje kościelne tego miejsca są o wiele dłuższe i bogatsze. To jedno z tych miejsc w diecezji, które ponad 150 lat temu zostało bezpowrotnie okaleczone.

Wtedy, po upadku powstania styczniowego, rosyjski zaborca usunął franciszkanów reformatów, którzy już tam nigdy nie wrócili. Pozostał po nich okazały kościół, tak podobny do świątyń u św. Jana Chrzciciela w Płocku i Żurominie, gdzie też byli reformaci, oraz jedno, ocalałe skrzydło klasztoru.

Dziś możemy sobie jedynie wyobrażać, jak wyglądało życie i służba Boża w tym miejscu, jak się modlono w zakonnym chórze i przy 7 ołtarzach kościoła, jak wyglądała ta franciszkańska, zakonna przestrzeń blisko natury i blisko Boga. – Było to również miejsce, o które otarła się trudna historia Polski. Tu znaleźli schronienie powstańcy w 1863 roku. Chroniły ich klasztorne mury i tunel, którym bezpiecznie można było uciekać z klasztoru w stronę lasu i jeziora. Później przyszli Niemcy, którzy w czasie wojny zamordowali trzech pierwszych proboszczów tej parafii oraz ograbili wspaniałą bibliotekę i archiwum, zaś w podziemiach urządzili więzienie – opowiada ks. proboszcz Jarosław Kłosowski.

Fascynuje go historia i swoisty geniusz, wyjątkowość tego miejsca. – Mamy tu do czego wracać, bo duchowa spuścizna jest wielka, a my wciąż za mało ją znamy i rozumiemy – mówi proboszcz.

Przykład? Spójrzmy na ołtarze. W każdym z nich jest przedstawiony inny święty albo tajemnica wiary. Ale mówią one o czymś więcej: o potrzebie modlitwy, pokuty czy przemiany życia, żeby wymienić tylko niektóre. Szczególnym komentarzem do każdego z nich jest scena przedstawiona na antepedium, czyli bogato zdobionej zasłonie znajdującej się z przodu ołtarza. – W kościele i wokół niego panuje wyjątkowa cisza. Obok biegnie droga, mieszkają ludzie, ale w tym miejscu jest cisza wyjątkowa, jakby franciszkański duch wciąż tu pozostawał – dodaje ks. Kłosowski.

Ksiądz prał. Ireneusz Wrzesiński był proboszczem w Szczawinie Kościelnym przez 4 lata, od 1980 do 1984 roku. – Spotkałem tam dobrych ludzi i ogrom pracy, którą wspólnie wykonaliśmy. Trzeba było ratować klasztor: wymieniać okna, zakładać ogrzewanie, naprawiać dach, malować kościół. W niełatwych czasach udało się tak wiele zrobić. Pamiętam tę wielką ofiarność i zaangażowanie parafian. Co więcej, nigdy nie spotkały mnie od nich żadne problemy czy przykrości. Pamiętam też dobrze, jak udało się zorganizować lekcje religii. W tamtych czasach dzieci z klas II, IV, V i VI miały po dwie katechezy w tygodniu. Zapadł mi też w pamięci obraz kościoła, w którym przed ołtarzem nie brakowało dzieci. Pamiętam też, jak pięknie udawały się nam Roraty – wspomina ks. prałat.

Dziś pilnych prac do wykonania w kościele i klasztorze nie ubywa, bo dla niewielkiej parafii są one nie lada wyzwaniem. Tak też było 100 lat temu, gdy do parafii przychodził pierwszy proboszcz, ks. Paweł Kwiatkowski. W protokole sporządzonym w 1917 r. wspominał o uszkodzeniach w kościele i klasztorze, ale ruina i gruzy nie przerażały go. Wśród zgliszcz i zniszczeń widział wartość i piękno tego miejsca. „Kościół szczawiński, acz uszkodzony, przedstawia się z zewnątrz i wewnątrz imponująco; w środku kościoła znajduje się siedem ołtarzy – wszystkie piękne, a wielki – cudny” – napisał w kronice parafialnej.

– Jubileusz jest po to, abyśmy uświadomili sobie, że ta parafia jest nasza, że jesteśmy za ten piękny kościół i jego dziedzictwo odpowiedzialni i abyśmy z pokolenia na pokolenie podejmowali to zadanie na nowo. Nie kto inny, tylko mieszkańcy tej parafii są przecież spadkobiercami tej wielkiej duchowej spuścizny – akcentuje ks. proboszcz.