Ewangelia wchodzi przez nogi

Agnieszka Małecka

|

Gość Płocki 32/2019

publikacja 08.08.2019 00:00

– Nie ma znaczenia, ile kilometrów ma jakiś odcinek i jak szybko go przejdziesz. Najważniejsze, żebyś wyruszył w drogę... – mówi ks. Grzegorz Zakrzewski, który od lat pielgrzymuje po różnych szlakach.

▲	Różaniec na ręku pątnika mówi czasem więcej niż tysiąc słów. ▲ Różaniec na ręku pątnika mówi czasem więcej niż tysiąc słów.
Archiwum ks. Grzegorza Zakrzewskiego

Sfatygowane buty na plaży i obok linia oceanu – to jedno z najciekawszych zdjęć, jakie ma w swoich pielgrzymkowych zasobach fotograficznych ks. Grzegorz, który na co dzień pracuje w Wydziale Katechetycznym płockiej kurii.

Pielgrzymkę otrzymał niemal jak duchowy depozyt od rodziny – od 2001 r. jest na szlaku na Jasną Górę. Dwukrotnie był na Drodze św. Jakuba. Jak by tego było mało, ostatnio chodzi na prywatne pielgrzymki śladami bliskich mu świętych.

– Dzięki temu w jakiś sposób odkrywam świętego, do którego pielgrzymuję. Gdy w zeszłym roku szedłem do grobu ks. Jerzego, chciałem nauczyć się, co to znaczy być księdzem. Idąc teraz szlakiem św. Andrzeja Boboli, słuchałem konferencji, odmawiałem nowennę, chcąc uczyć się od niego świętości – wyjaśnia. Podobnie jak na Camino de Santiago, trzeba tu samotnie zmierzyć się ze swoimi słabościami i lękiem. W czym więc tkwi fascynacja drogą, pielgrzymowaniem?

– Dają one okazję do przemyśleń i porządkują w nas to, co jest ważne i mniej ważne. Pielgrzymka pozwala też zrezygnować z wielu rzeczy. Przede wszystkim jednak pozwala nam spotkać się samemu z sobą, a potem z Panem Bogiem – mówi ks. Grzegorz, który z w tym roku znów niemal z jednej pielgrzymki wyruszy na drugą. I tu nie ma monotonii, bo każda jest inna.

– Pielgrzymka grupowa dla mnie jako księdza wiąże się z posługą: głoszę konferencje, spowiadam. I to wszystko jest dobre i piękne, ale w jakiejś mierze sprawia, że traci się ten indywidualny wymiar pielgrzymowania i refleksji. Z drugiej strony można usiąść z kimś na postoju, pocieszyć się grupą. Samotny pielgrzym może być jednak trochę jak filmowy Forrest Gump, który biegł przez Amerykę, a za nim zaczęło biec coraz więcej ludzi...

– Rzeczywiście, idąc, pociągasz innych. Wiem, że gdy szedłem z różańcem w ręku, to dla spotkanych ludzi mogło to znaczyć więcej niż 10 kazań wygłoszonych o modlitwie różańcowej. Cytując św. Franciszka z Asyżu: „Trzeba zawsze ewangelizować, nawet słownie”. Więc myślę że pierwszą ewangelizacją jest fakt, że się idzie. A pamiętajmy, że Ewangelia wchodzi w człowieka przez nogi...