Jak smakują w tym roku truskawki?

Ilona Krawczyk- -Krajczyńska

|

Gość Płocki 23/2019

publikacja 06.06.2019 00:00

Asia, Rumba, Roksana, Honeoye – brzmi egzotycznie? Nie dla kogoś, kto zamieszkuje mazowieckie zagłębie plantacji tego owocu, gdzie właśnie trwają „czerwone żniwa”.

▲	Na plantacjach Grzegorza Rzewińskiego można spotkać odmiany wcześniejsze – spod folii – i późniejsze – z gruntu. ▲ Na plantacjach Grzegorza Rzewińskiego można spotkać odmiany wcześniejsze – spod folii – i późniejsze – z gruntu.
Ilona Krawczyk-Krajczyńska /Foto Gość

Właściwie nikt już nie pamięta, od kiedy lokalni rolnicy zaczęli uprawiać owoce miękkie na czerwińskich ziemiach. Nie było to z pewnością 10, czy 20, czy nawet 50 lat temu. – Kiedy przeprowadziłam się tutaj w 1965 r., to już u każdego wokół były truskawki. Odmiany, jakie pamiętam z tamtego okresu, to Murzynka i Senga Sengana. Prawdą jest, że był to czas, kiedy więcej uprawiało się malin, ale plantacje te zniszczyły choroby wirusowe i niska opłacalność produkcji – wspomina Teresa Durda, emerytowana nauczycielka produkcji roślinnej i ogrodnictwa w czerwińskiej szkole.

Zwraca również uwagę, że dawniej nie było tak dużych plantacji jak dziś. – Ludzie musieli bardziej liczyć na siebie, na pracę własnych rąk, a dzisiaj mają do dyspozycji więcej sprzętu, pracowników z Ukrainy, którzy są zainteresowani zarobkiem. To sprzyja powiększaniu plantacji. A najbardziej cieszy, że przeważająca część producentów truskawki w regionie to nasi absolwenci – dodaje pedagog.

A jak to wygląda dzisiaj? Obecnie jest ok. tysiąca gospodarstw, które z dobrym rezultatem uprawiają truskawki na terenie gminy Czerwińsk n. Wisłą, na łącznym obszarze 5 tys. ha. Są tu gospodarstwa, w których uprawa nastawiona jest głównie na sezon wiosenno-letni. Tacy plantatorzy zbiory owoców kończą zabiegami w polu i przygotowują się do następnego sezonu. Ale są i takie gospodarstwa, gdzie hoduje się odmiany powtarzalne i w zasadzie tylko ciężka zima jest w stanie spowodować, że w pracach będzie przerwa. Jeśli aura jest łagodna i łaskawa, to zajęcie przy uprawach trwa cały rok. – Truskawka musi być szybko zebrana i sprzedana. Więc targowisko, które mamy na terenie gminy, jest dobrodziejstwem i udogodnieniem dla plantatorów. W takim wydaniu giełda funkcjonuje już 6 lat – opowiada Marcin Gortat, wójt gminy Czerwińsk n. Wisłą.

Mowa oczywiście o targowisku Giełda Goławin w Nowym Przybojewie, jednym z największych w kraju miejsc, gdzie swoje truskawki sprzedają plantatorzy z gminy Czerwińsk, powiatów: sochaczewskiego, płockiego i płońskiego. A zaczęło się spontanicznie, od handlu przy drodze. Dzikie targowisko rozrastało się wraz ze wzrostem powierzchni okolicznych upraw. Jeszcze poprzednie władze gminy rozpoczęły w 2007 r. budowę obecnego miejsca handlu. – Fenomen tego targowiska polega na tym, że jest ono usytuowane praktycznie w centrum wszystkich naszych plantacji. Zewsząd jest podobna odległość. W kulminacyjnym momencie owocowania ludzie zmuszeni są przyjeżdżać na giełdę kilkakrotnie w ciągu dnia. Z kolei kupiec, który zagląda tu z różnych części Polski, a nawet Europy, ma pewność, że towar, który kupuje, jest świeży – wyjaśnia wójt. W tym roku pogoda płata figle producentom. Nie ma na to reguły. Każdy rok na plantacjach jest inny, bo to warunki pogodowe są kluczowe w uprawie owoców miękkich.

– W pełni sezon na giełdzie rozpoczęliśmy 24 maja. Niestety, pierwsze truskawki były nie najlepszej jakości, bardzo gniły. Przyczyną była duża ilość opadów. Na szczęście później pogoda ustabilizowała się i pozwoliła na zbiory ładnych, dojrzałych owoców. Jak co roku, w pierwszej kolejności sprzedawana była truskawka wyhodowana pod folią. Następnie owoce kryte włókniną, a na koniec z upraw gruntowych – opowiada Wojciech Klik, kierownik targowiska w Nowym Przybojewie. Giełda w sezonie „nie zasypia”. Całą dobę można przyjeżdżać z towarem i po towar. Napotkani plantatorzy zwierzają się, że pomimo bardziej rozwiniętej mechanizacji rolnictwa dawniej było jakoś inaczej, łatwiej.

– Teraz ponosimy bardzo duże nakłady na plantacje. Wszystko drożeje: nawozy, opryski. A do tego zmieniła się aura, jak nie susza, to przymrozki. Prowadzenie takiej uprawy to loteria – przyznaje pan Karol ze Złotopolic, który truskawkę sadzi od 20 lat. – Nie bazujemy już na dwóch, trzech odmianach, jak to było kiedyś, bo tych odmian co roku jest więcej. Ale i klient jest bardziej wymagający. W tym roku najwięcej osób pyta o odmiany Asia i Rumba. Można wyhodować najładniejszą truskawkę, a i tak zawsze jest ona warta tyle, ile ktoś chce za nią zapłacić. Takie jest prawo rynku – kwituje Tomasz, młody plantator z okolic Wyszogrodu.