Ich święte przejście

ks. Włodzimierz Piętka ks. Włodzimierz Piętka

dodane 09.02.2019 22:31

9 lutego minęła kolejna rocznica śmierci sług Bożych m. Józefy Hałacińskiej i bp. Adolfa Piotra Szelążka - kandydatów na ołtarze związanych z diecezją płocką.

Ołtarz główny w absydzie płockiej bazyliki katedralnej. W dolnej części znajdują się figury świętych związanych z historią naszej diecezji: św. Stanisława, św. Stanisława Kostki, bł. Honorata Koźmińskiego, bł. abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego, bł. bp. Leona Wetmańskiego, św. s. Faustyny Kowalskiej, św. Andrzeja Boboli, św. Wojciecha Ołtarz główny w absydzie płockiej bazyliki katedralnej. W dolnej części znajdują się figury świętych związanych z historią naszej diecezji: św. Stanisława, św. Stanisława Kostki, bł. Honorata Koźmińskiego, bł. abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego, bł. bp. Leona Wetmańskiego, św. s. Faustyny Kowalskiej, św. Andrzeja Boboli, św. Wojciecha
ks. Włodzimierz Piętka /Foto Gość

Joanna Ewa Hałacińska, bo takie było jej imię z chrztu, urodziła się 5 maja 1867 r. we wsi Bulowice-Morgi, w ówczesnym powiecie oświęcimskim. Tam ukończyła czteroklasową szkołę ludową oraz szkołę niedzielną. Od swojej matki uczyła się szczególnego nabożeństwa do męki Pana Jezusa i Matki Bożej Bolesnej. W jej rodzinie czczono wizerunek Ukrzyżowanego, a pamiątkę Jego śmierci przeżywano w każdy piątek. Gdy po krótkiej chorobie umierał ojciec Joanny, wypowiedział następujące słowa: "Ja na łóżku umierać nie mogę, bo Pan Jezus na krzyżu umierał". Zapadły one głęboko w duszy młodej Joanny. Życzenie ojca, by mógł umierać na podłodze jak pokutnik było dla niej autentycznym świadectwem wiary. Po śmierci ojca obowiązek pomagania matce w gospodarstwie spoczął na Joannie. Kiedy osiągnęła pełnoletniość, zaczęła się poważnie zastanawiać nad swoją przyszłością, czuła bowiem wezwanie do życia poświęconego Bogu.

Gdy miała 20 lat, podjęła decyzję o wstąpieniu do zakonu. Wybrała klauzurowy Zakon Sióstr Kapucynek w Kętach, ale w drugim roku nowicjatu otrzymała wewnętrzny nakaz założenia zgromadzenia, które czciłoby mękę Pańską i wynagradzało Bogu za grzechy świata przez modlitwę, umartwienie i działalność apostolską. Przełożeni - m. Maria Łempicka i bł. o. Honorat Koźmiński, oboje związani z płocką diecezją - odnieśli się do tego nakazu ze zrozumieniem i przenieśli Joannę do założonego kilka lat wcześniej Zgromadzenia Sióstr Serafitek w Zakroczymiu. Tam przebywała przez 30 lat, m.in. była zastępczynią przełożonej generalnej, ekonomką generalną, przełożoną domów, wśród sióstr cieszyła się dobrą opinią. Ale przez lata pobytu u sióstr serafitek towarzyszyło jej wewnętrzne przekonanie, że Bóg wzywa ją do oddania się szerzeniu kultu męki Pańskiej. Za radą spowiedników i teologów udała się z tą sprawą do biskupa krakowskiego księcia Adama Sapiehy, który polecił jej skierować prośbę do Stolicy Apostolskiej o pozwolenie na założenie nowego zgromadzenia. W odpowiedzi na złożoną w styczniu 1918 r. prośbę s. Hałacińskiej watykańska Kongregacja ds. Zakonów już 13 lipca 1918 r. wydała reskrypt, który pozwolił na założenie Zgromadzenia Sióstr Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Od tego momentu s. Hałacińska bezzwłocznie przystąpiła do organizowania nowego zgromadzenia.

W 1919 roku przybyła do Płocka i zwróciła się do bp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego z prośbą o pozwolenie na otwarcie domu na terenie diecezji. Jeszcze we wrześniu tego roku powstał pierwszy dom sióstr pasjonistek przy ul. Teatralnej 1 w Płocku. Siostra Hałacińska wraz z pierwszymi kandydatkami rozpoczęła pracę w Zakładzie Wychowawczym dla Chłopców im. św. Józefa, należącym do Płockiego Towarzystwa Dobroczynności. W październiku 1921 r. odbyły się pierwsze obłóczyny, po których 17 pierwszych pasjonistek rozpoczęło dwuletni nowicjat. Wówczas s. Hałacińska otrzymała imię zakonne Józefa. W październiku 1923 r. złożyła profesję wieczystą, a następnie została wybrana na przełożoną generalną; urząd ten pełniła do 1945 roku.

Uprzywilejowanym obszarem działalności apostolskiej m. Józefy, a tym samym i nowo powstałego zgromadzenia, stała się opieka nad sierotami, dziećmi opuszczonymi, praca wśród chorych i samotnych. Przez lata kierowania zgromadzeniem otworzyła wiele domów opieki, przedszkoli i innych placówek, w których przychodząc z pomocą potrzebującym, służyła cierpiącemu na krzyżu Chrystusowi. Jej szczególne charyzmaty, osobiste oddanie umęczonemu Chrystusowi oraz pokorna posługa miłosierdzia drugiemu człowiekowi sprawiały, że do zgromadzenia zaczęło wstępować coraz więcej kandydatek gotowych podążać tą drogą. Na przestrzeni 26 lat kierowania nowym zgromadzeniem wstąpiło do niego 206 sióstr i zostało założonych 20 domów zakonnych.

Zgromadzenie oficjalnie zatwierdził na prawach diecezjalnych w 1921 r. bp Nowowiejski.

Lata II wojny światowej okazały się czasem próby wiary dla m. Hałacińskiej i jej zgromadzenia. Niemcy wywozili i więzili siostry w obozach koncentracyjnych, zlikwidowali w 1941 r. dom generalny i nowicjat, a także zamykali domy zakonne. Matka Józefa musiała się ukrywać przed gestapo. Poszukiwana we wszystkich domach zgromadzenia cudem uniknęła aresztowania. W 1942 r. zamieszkała w Warszawie, stąd kierowała rozproszonym zgromadzeniem. W styczniu 1945 r. powróciła do świeżo odzyskanego domu generalnego w Płocku.

Schorowana, zmęczona przeżyciami wojennymi, osłabiona kłopotami, z którymi zgromadzenie musiało się zmagać w trudnych warunkach powojennej Polski, coraz częściej zapadała na zdrowiu. Umierała spokojnie, w poczuciu, że główne zadanie jej życia zostało zrealizowane. Już za życia w opinii nie tylko sióstr zakonnych uznawana była za osobę świętą, dającą wzór wierności Chrystusowi i wytrwałej miłości wobec potrzebujących.

Odeszła 9 lutego 1946 roku. Zasłabła w kaplicy i zmarła w czasie odmawiania oficjum. W ten wymowny sposób potwierdziło się, że całe jej życie wypełnione było modlitwą, aż po ostatni jego moment. Ciało m. Józefy Hałacińskiej zostało złożone na cmentarzu katolickim przy ul. Kobylińskiego w Płocku. Wyryte na grobowcu słowa: "Miłość Ukrzyżowanego przynaglała ją" stanowiły streszczenie i dopełnienie całego jej życia. Ona sama pouczała siostry, mówiąc: "To nie jest możliwe, aby codziennie i gorliwie rozważać mękę Pańską i nie uświęcić się".

18 listopada 2006 r. jej doczesne szczątki zostały przeniesione z cmentarza do kościoła farnego w Płocku. Obecnie trwa proces beatyfikacyjny m. Hałacińskiej w Rzymie, a siostry pasjonistki od roku świętują jubileusz 100-lecia swojego zgromadzenia.

Adolf Piotr Szelążek urodził się na Podlasiu, w Stoczku Łukowskim, ale do seminarium duchownego wstąpił do Płocka, bo diecezja podlaska w tym czasie nie miała swego seminarium. Był rok 1883. Gdy młody Szelążek przekraczał płocką furtę seminarium, jego ojciec pisał w liście do ówczesnego rektora: "Synowi memu Adolfowi Piotrowi (...) nie tylko zezwalam na obiór stanu duchownego, tj. na wstąpienie do Seminarium, ale udzielam mu swego rodzicielskiego błogosławieństwa i proszę Ducha Świętego, aby raczył kierować jego sercem i rozumem tak, żeby stał się godnym obranego stanu".

W 1888 roku otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze. Przez rok był wikariuszem w płockiej farze, a później został wysłany na Akademię Duchowną do Petersburga.

"Odsyłam Waszej Ekscelencji ks. Szelążka, ale nie szelążek to, jeno czysty dukacik" - napisał kilka lat później do biskupa płockiego Michała Nowodworskiego ks. Albin Symon, rektor Akademii Duchownej w Petersburgu, w liście na zakończenie jego studiów.

Ksiądz Szelążek pracował następnie w kurii płockiej, sądzie biskupim, był wykładowcą prawa kanonicznego w seminarium. Przez trzy lata był wykładowcą w seminarium duchownym mohylewskim. W 1909 roku, po ks. Nowowiejskim, który został biskupem płockim, objął funkcję rektora seminarium płockiego.

Pracę w urzędach i seminarium łączył z zaangażowaniem na polu społecznym i charytatywnym. Był prezesem Towarzystwa Dobroczynności.

Z jego inicjatywy powstały w Płocku tak zwane Sale Pracy dla niezamożnych chłopców, w których mogli zdobywać kwalifikacje zawodowe, zwłaszcza w branży krawieckiej i stolarskiej. W seminarium wykładał przedmiot zwany ekonomią polityczną, więc angażował się w prace Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich, wygłaszając odczyty i pogadanki. Był prezesem Związku Katolickiego.

W 1918 roku został mianowany biskupem pomocniczym w Płocku. Rzadko jednak spełniał obowiązki biskupie w diecezji, bo większość czasu spędzał w Warszawie. Był doradcą kościelnym przy Radzie Regencyjnej, a później naczelnikiem wydziału w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Jednak to w Płocku krystalizowały się jego postawa kapłańska, pobożność do św. Teresy od Dzieciątka Jezus i duszpasterskie wizje do pracy w diecezji łuckiej, której biskupem został w 1925 roku.

Miał wielki autorytet w diecezji, pisano o nim: "Kresy ukochał, z księżmi się zżył tak, że stanowił z nimi jedno. Nie będąc kresowiakiem z urodzenia, stał się mimo to wielkim Biskupem Kresowym z ducha".

Przeżył rzeź wołyńską, o której tak pisał w liście do papieża Piusa XII: "Kreślę obraz płynących strumieni krwi, jęki wielu tysięcy katolików mojej diecezji mordowanych przez »banderowców«, wznoszący się aż po chmury dym z pożarów kościołów katolickich. Z wielu parafii przyszły doniesienia o bestialskiej rzezi polskich katolików. Los chciał, że nie tylko zmuszony byłem oglądać ruinę tego, co przez szereg lat usiłowałem wznosić dla dobra Kościoła, lecz byłem naocznym świadkiem zagłady wszystkich dóbr, które na chwałę Bożą (...) w ciągu szeregu wieków fundowano przez najlepszych, sławnych pasterzy Kościoła".

Po latach posługi w diecezji łuckiej, przeżyciu rzezi wołyńskiej, w 1945 roku został uwięziony w Kijowie przez NKWD. Przed wejściem do sali więziennej stanął i ucałował drzwi celi i powiedział: "Teraz rozumiem, dlaczego przypadła mi diecezja Łuck - abym mógł cierpieć dla Chrystusa". W ten sposób jakby streścił sens swojej posługi na Wołyniu.

Biskupem łuckim nie przestał jednak być do śmierci. Zmarł w Zamku Bierzgłowskim k. Torunia 9 lutego 1950 roku. Jego grób znajduje się w kościele św. Jakuba w Toruniu. Jego proces beatyfikacyjny jest w toku.