Ich ręce mówią

Agnieszka Małecka

|

Gość Płocki 4/2019

publikacja 24.01.2019 00:00

Świat głuchych jest dla słyszących jak nieznany ląd. Młodzież ze Szkół Katolickich w Płocku od ponad roku stawia na nim pierwsze kroki.

Wiedza, jaką uczniowie zdobędą na zajęciach koła, może być świetną bazą do dalszej nauki. Wiedza, jaką uczniowie zdobędą na zajęciach koła, może być świetną bazą do dalszej nauki.
Archiwum Koła języka migowego Stanislaum

Nauka podstaw polskiego języka migowego odbywa się w płockim „katoliku” w ramach jednego z kół zainteresowań. Zajęcia prowadzi diakon Bogdan Kołodziejski, zaangażowany także w duszpasterstwo osób niesłyszących w diecezji płockiej. Pomysł miał charakter eksperymentalny, jak przyznaje dyrektor szkół ks. Artur Janicki, a jednak spotkał się ze sporym zainteresowaniem uczniów. W tym roku szkolnym utworzyła się druga grupa poznająca PJM.

Od ciekawości do pasji

– Na pierwsze zajęcia poszłam z czystej ciekawości i prawdę mówiąc, nie byłam pewna, czy zostanę na dłużej. Jednak gdy zaczęłam się uczyć systematycznie, wkręciłam się całkowicie. Po każdych zajęciach podobało mi się to coraz bardziej i chyba nie miałam ani razu takiego momentu, w którym chciałabym zrezygnować – mówi Klaudia Kwiatkowska z II klasy katolickiego liceum. Takich entuzjastów w tym uczniowskim gronie nie brakuje. Jej rówieśnik Bartek Szelągowski, który zetknął się po raz pierwszy z językiem migowym w gimnazjum, bardzo się ucieszył, gdy padła propozycja takiego koła zainteresowań. – To coś wyjątkowego, bo w przyszłości na przykład mogę być jedyną osobą w środowisku pracy, która będzie znała ten język, i będę w stanie pomóc osobie głuchej, jeżeli taką spotkam – uważa chłopak. Dla Elizy Ogińskiej to także nie było pierwsze spotkanie z językiem migowym, ale dziewczyna przyznaje, że jako dziecko nie miała świadomości, że to jest ważne. – W liceum przyszłam na te zajęcia, bo uważałam, że to będzie ciekawe doświadczenie i czegoś nowego się nauczę – mówi. Jak wyjaśnia dk. Bogdan, to fakultatywne koło nie jest regularnym, intensywnym kursem polskiego języka migowego, po którym wszyscy będą migali na poziomie np. C2. – Dla nas najważniejsze jest to, aby umieć przekazać prostą informację i aby potem pomóc głuchym skomunikować się z otaczającym światem. A czy ktoś to zrobi mniej czy bardziej poprawnie gramatycznie, to nie jest już na tym etapie tak istotne. Nie oznacza to braku wymagań i celów. Praca koła, które spotyka się raz w tygodniu na jedną godzinę lekcyjną, opiera się bowiem na programie Fundacji PL. Pierwsi adepci PJM w płockich Szkołach Katolickich mają już za sobą egzamin, przeprowadzany przez głuchych, oraz certyfikat. Oznacza to, że migają już pewien zakres słów i mają podstawową wiedzę gramatyczną, dzięki czemu potrafią przekazać jakiś komunikat. Kolejny rok to już praca nad tym, by umieć porozmawiać z osobą niesłyszącą. Mają już za sobą takie spotkanie, choć wirtualne. – Gdy połączyliśmy się z osobą głuchą, zadanie każdego polegało na tym, żeby przeprowadzić z nią wywiad. Przygotowaliśmy sobie jakieś pytania, ale to, co ta osoba odbierała, było już czymś improwizowanym, co trzeba było zrozumieć na bieżąco – mówi dk. Bogdan Kołodziejski. To było dla nich ważne doświadczenie. Mogli się przekonać, na ile ten naturalny dla głuchych język zaczął im wchodzić w krew. Członkowie koła tłumaczą na język migowy piosenki, m.in. kolędy. – W zeszłym roku w ramach obchodów Dnia Chorego w szkole przygotowaliśmy jedną piosenkę. Przyjechała do nas tłumaczka tego języka razem z osobą głuchą. Okazało się, że nasze tłumaczenie było dobre i zostało zrozumiane właściwie – wspomina diakon Bogdan.

Widzą bariery

Poznawanie PJM to z pewnością coś więcej niż nabywanie pewnej rzadkiej umiejętności. Jego nauka to także okazja do poznawania kultury głuchych, o której słyszący wiedzą niewiele. Prowadzący zajęcia, który potrafi opowiadać z pasją, zwraca uwagę, że nauka tego języka bardzo pobudza wyobraźnię słyszących i zmusza do przełamania barier, wyrażania emocji poprzez mimikę. – Połowa komunikacji w języku migowym to nasza ekspresja, nasza mimika, której się nie określa konkretnymi znakami. Dlatego jeśli ktoś jest bardzo zamknięty w sobie, bez dystansu do siebie i nie potrafi przerysować swoich emocji, może mieć trudności z nauką PJM – mówi dk. Bogdan. Dyrektor Szkół Katolickich widzi w tym ważny aspekt wychowawczy. – Myślę, że te zajęcia wzbudzają poczucie większej wrażliwości u naszych uczniów. Motywują ich do wyjścia naprzeciw ludziom, którzy żyją w tym samym świecie, a jednocześnie w innym. W świecie, w którym posługują się swym własnym językiem, znakami. To próba ich zrozumienia, wejścia w dialog z nimi – uważa ks. dr Artur Janicki. Klaudia Kwiatkowska przyznaje, że dzięki tym zajęciom zaczęła w ogóle zauważać głuchych i bariery, z jakimi spotykają się w codziennych sytuacjach. – Ostatnio, gdy byłam w Warszawie na Dworcu Centralnym, usłyszałam ogłoszenie, że na tablicy mogą pojawiać się błędne informacje i dlatego uprasza się o uważne słuchanie komunikatów. Pomyślałam: co w takiej sytuacji mają zrobić osoby głuche?