Żyjemy na kredyt miłosierdzia

am

|

Gość Płocki 16/2016

publikacja 14.04.2016 00:00

Zamyka się pewna epoka w życiu tego zespołu, ale za to kończy się pięknym akordem.

Scena z planu filmowego Scena z planu filmowego
Archiwum zespołu Bemolla

Gdy pojawiają się z koncertem, można być pewnym, że to będzie występ z klasą. Eleganckie stroje, czyste, młode głosy, instrumenty i ambitny muzyczno-poetycki repertuar – tak prezentuje się zespół „Bemolla” z Płocka, który 8 lat temu założyli Maria i Bogdan Marciniakowie przy parafii św. Jakuba w Imielnicy. Dziewczyny dorosły i niedługo rozpoczną kolejny etap w życiu – studia; kilka z nich chce nawet poświęcić się muzyce. Ale najpierw trzeba za sobą zamknąć jeden rozdział.

Pochwalimy się tą perełką

Zamyka się on „Pieśnią o Faustynie”, filmem przybliżającym postać apostołki miłosierdzia i jej objawień w Płocku. – Cieszy nas to, że powstał on w roku nabrzmiałym od doniosłych wydarzeń w Kościele, takich jak Światowe Dni Młodzieży, 85. rocznica objawień Jezusa Miłosiernego s. Faustynie i Roku Miłosierdzia – mówi Maria Marciniak. Nie chodzi jednak tylko o to, by uczcić wielkie rocznice; intencje autorów sięgają głębszych, osobistych pokładów.

– Zdajemy sobie sprawę z tego, że żyjemy na większy lub mniejszy kredyt miłosierdzia. Dlatego jeśli naszą pracą udało nam się spłacić chociaż odsetki od odsetek z zaciągniętego długu wdzięczności, to uznamy, że główny cel został osiągnięty – przyznaje opiekunka zespołu. Główną bohaterką i przewodniczką po Mieście Miłosierdzia, jak można by nazwać Płock, jest w filmie św. s. Faustyna. W jej rolę wcieliła się Katarzyna Kolczyńska, która uważa udział w projekcie za duże wyróżnienie. – Ten film stał się niepowtarzalną okazją, by jeszcze głębiej zaznajomić się z postacią św. siostry Faustyny Kowalskiej. Zaowocowało to we mnie nowym przekonaniem o tym, że nie ma prawdziwej miłości bez miłosierdzia – mówi Kasia. – Udział w produkcji filmu nie zmienił mojego sposobu myślenia o objawieniach św. siostry Faustyny, ponieważ od dziecka to wydarzenie było mi bliskie – dodaje Monika Kołodziejska, która pojawia się w filmie w roli dziennikarki. – Na bierzmowaniu przyjęłam właśnie imię Faustyna. Cieszę się z tego filmu, ponieważ będzie on jednym ze sposobów ogłoszenia tej nowiny również płocczanom.

Alicja Szydłowska, wiolonczelistka, wyjaśnia, że to przedsięwzięcie pomogło jej samej lepiej wyobrazić sobie życie św. s. Faustyny i objawienia. – Gdy jestem świadkiem pewnych wydarzeń, o wiele łatwiej przychodzi mi ich zrozumienie. Podoba mi się też poetycko-muzyczny sposób wyrażania ważnych treści. Mam nadzieję, że trafi on również do wrażliwości wszystkich widzów – mówi. Dodajmy, że chodzi też o widzów z zagranicy (przygotowywana jest wersja w języku angielskim), bo płyta znajdzie się w pakiecie dla uczestników Światowych Dni Młodzieży, którzy przyjadą do naszej diecezji.

Podczas premiery w płockim Novym Kinie, 2 kwietnia, obecny był bp Piotr Libera, który tak powiedział o tym filmie: – Słowo, muzykę, sztukę i młodość połączono tu w całość. To sprawia, że film jest taką perełką, którą pochwalimy się młodym z całego świata podczas Światowych Dni Młodzieży.

Uformowane talenty

– Film powstał dzięki inicjatywie i wsparciu finansowemu Anny i Krzysztofa Krakowskich, którzy chcieli „wyprodukować” cegiełki z przeznaczeniem na budowę sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Płocku oraz na ewentualne wykorzystanie ich podczas naszych lokalnych obchodów Światowych Dni Młodzieży – wyjaśnia Maria Marciniak, która napisała scenariusz filmu. Nad stroną muzyczną czuwał jej mąż. W produkcję udało się zaangażować Krzysztofa Stańczaka ze studia filmowego „Eska” (zdjęcia), Grażynę Zych z ASP we Wrocławiu (montaż) oraz Henryka Jóźwiaka, aktora Teatru Dramatycznego w Płocku (reżyseria). – Początkowy projekt miał bardziej charakter montażu słowno-muzycznego. Gdy zaczęliśmy współpracę, zrodził się jednak pomysł fabularnej opowieści. Pracowaliśmy przez tydzień nad interpretacją, by nadać jej jakiś kierunek, by to nie była tylko deklamacja. Staraliśmy się, by to nabrało duchowej treści. Zajmowałem się także filmem od strony realizatorskiej; przygotowałem scenopis – ujęcie po ujęciu, zostały wybrane plenery. Oczywiście, nakręciliśmy więcej materiału, z którego potem trzeba było coś wybrać. Najbardziej jestem dumny z kadrów, w których są zbliżenia na detale, np. na oczy, ręce. To była praca nad prawdą przekazu, bo wyraz oczu, układ ciała to coś, czym nie da się oszukać – wyjaśnia H. Jóźwiak.

Reżyser filmu chwali młodzież zaangażowaną w projekt. – To zdolne dziewczyny – mówi. – Tak się złożyło, że film ten wieńczy ośmioletnią działalność zespołu „Bemolla”. Odczuwamy wielką wdzięczność za to, że dane nam było przez ten czas opiekować się ich talentami, że wśród tylu ofert i propozycji ze strony świata wybrały tę – przyznaje Maria Marciniak. Dla dziewczyn z „Bemolli” to niezapomniany kawałek życia. – Lata spędzone w zespole dały mi przede wszystkim swobodę w wyrażaniu swoich emocji poprzez muzykę. Nauczyłam się też współpracować z dziewczynami do tego stopnia, że potrafimy porozumiewać się bez słów – mówi Joanna Magierska, skrzypaczka, wokalistka, a także tłumaczka tekstu filmu na angielski. – Ośmioletnia praca w zespole dała mi trzy konkretne rzeczy – wymienia zdecydowanie Monika Kołodziejska. – Po pierwsze, w chwilach młodzieńczego buntu nie oddaliłam się od Kościoła, tak jak niejeden mój rówieśnik. Po drugie, otrzymałam najwspanialszych i niezastąpionych przyjaciół, z którymi wspólnie przeżywam młodość oraz rozwinęłam się wokalnie. I wreszcie, jestem przekonana, że nawet gdy rozejdziemy się w swoje strony, to grupa „Bemolli” będzie nas jeszcze bardzo długo scalała.