Cukierki, przygoda i pomoc

am

dodane 16.01.2016 19:03

Około setka dzieci i gimnazjalistów wraz z opiekunami przyjechali do Płocka na doroczne spotkanie małych kolędników misyjnych. Można było ich zobaczyć na płockiej starówce, którą przemierzyli barwnym korowodem.

Cukierki, przygoda i pomoc Płock, 16.01.2016. Spotkanie małych kolędników diecezji płockiej Agnieszka Małecka / Foto Gość

Szkolna mapa geograficzna to w katedrze raczej osobliwy widok, ale dzisiaj przypominała dzieciom i młodzieży o ich rówieśnikach z Madagaskaru, jednego z najbiedniejszych rejonów świata.

Tegoroczna zbiórka, przeprowadzona przez małych kolędników z Papieskiego Dzieła Misyjnego Dzieci, przeznaczona była właśnie na potrzeby najmłodszych mieszkańców tej wyspy - państwa, położonej u wybrzeży Afryki.

- Każdy, kto stał się kolędnikiem, to pełni taką rolę jak Trzej Królowie. Wy dzisiaj też przynieśliście dary, pieniądze, które zebraliście dla dzieci z Madagaskaru. To co robicie, jest wspaniałe - zapewniał bp Roman Marcinkowski, który odprawił dziś Mszę św. dla kolędników, którzy przyjechali z różnych stron diecezji płockiej.

Około południa orszak pełen Maryjek z Dzieciątkiem, Józefów, Trzech Króli, aniołów, diabłów, świętych pojawił się na płockiej starówce; przeszedł z Muzeum Diecezjalnego, gdzie uczestnicy spotkania obejrzeli wystawę misyjną, do Wyższego Seminarium Duchownego.

Tam czekał na nich ciepły poczęstunek i sporo emocji. Każda z grup musiała się zaprezentować, a jury, na czele z ks. Grzegorzem Mierzejewskim, diecezjalnym referentem ds. misji, oceniało sposób prezentacji, gwiazdę misyjną i stroje, które miały przypominać o miejscu, do którego tym razem skierowana jest pomoc.

Dlaczego chcą kolędować? Powody są bardzo różne… - Bardzo lubimy cukierki, które dostajemy! - mówią w pierwszym porywie uśmiechnięci kolędnicy z parafii Stara Biała.

- Chodzimy z przyjaciółmi i razem śpiewamy kolędy. To jest też taka przygoda. Najczęściej wielu mieszkańców już nas zna i bardzo się cieszą. Jak śpiewamy, to szczególnie cieszą się ludzie starsi. Kolędowanie uczy nas, że trzeba pomagać - rzucają na przemian Małgosia Kalbarczyk, Julia Kosowska, Jakub Portalski, Jakub Kosowski, Gosia i Madzia Gadomskie.

Dla dzieci to przygoda, ale dla dorosłych, którzy nierzadko dowożą dzieci do kolejnych miejsc, to spore wyzwanie.

- To jest kolędowanie w różnych warunkach atmosferycznych i bywa niełatwe pod względem logistycznym. Czasem trzeba wyciągać samochód ze śniegu albo błota… - mówi jeden z dorosłych opiekunów tej grupy.

Gimnazjalistka Justyna ze Staroźrebów ubrała się w charakterystyczne sari Matki Teresy z Kalkuty. - Nie wstydzę się tego, że jestem przebrana. Sprawia mi radość to, że mogę zbierać pieniądze na misje i iść tymi dziećmi. Widzieć uśmiech na twarzy ludzi, do których idziemy. To są bardzo miłe spotkania - przyznaje Justyna.

Opiekunowie, katecheci, pytani o zaangażowanie w ogniska misyjne, mówią zgodnie: - Zaangażowanie w Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci uczy wrażliwości, dzielenia się, co nie jest łatwe w obecnych czasach. To szkoła uczenia miłości - mówi Agnieszka Gozdalska, katechetka w Szkole Podstawowej nr 5 w Ciechanowie i opiekunka koła misyjnego w parafii św. Piotra.

- Dzięki kolędowaniu dzieci poznają sytuację swoich rówieśników w innych krajach. Każdy z naszych kolędników może zastanowić się, jakie dobra ma na co dzień, których nie mają mali mieszkańcy wielu biedniejszych państw. To chociażby czysta woda czy jedzenie, szczęśliwa rodzina, bezpieczny dom. Dlatego chcemy w jakiś sposób je wspomóc. Na spotkaniach ogniska misyjnego modlimy się za dzieci z krajów misyjnych, w tym roku za dzieci z Madagaskaru, a także za misjonarzy. Uwrażliwiamy również te osoby, do których idziemy jako kolędnicy - tłumaczy Eliza Łoniewska, katechetka w Zespole Szkół Ogólnokształcących w Szczytnie k. Płońska, z parafii Krysk.

Jak wygląda to świąteczne kolędowanie w parafiach? - Są rodziny, które przyjmują małych kolędników od lat. Przygotowują dla dzieci słodki poczęstunek. Widzimy, że nie w każdym domu jest dostatnio. To też jest dla nas smutne. Znajdujemy również zamknięte drzwi czy furtki. Dzieciom czasem jest przykro. Tłumaczymy im, że tak jak misjonarze czasami spotykają się z niechęcią czy wrogością. Tu trzeba podkreślić też zaangażowanie rodziców, którzy wyruszają jako opiekunowie i nierzadko użyczają swoich samochodów. A kolędowanie 50-osób w 9 grupach wymaga dużego wysiłku logistycznego… - opowiada Eliza Łoniewska.

- Nasze kolędowanie wygląda trochę inaczej niż w wioskach. Od lat, w jedną niedzielę, dzieci się przebierają i na wszystkich Mszach św. kolędują i zbierają ofiary na misje. Zawsze się spotykamy z życzliwością i hojnością. W akcję angażują się rodzice, którzy np. szyją stroje dla kolędników - wyjaśnia Agnieszka Gozdalska z Ciechanowa.