Nie mów: dam sobie radę

ks. Włodzimierz Piętka

|

Gość Płocki 17/2015

publikacja 23.04.2015 00:00

Relikwie św. siostry Faustyny Kowalskiej wprowadzono do parafialnej świątyni. Od sekretarki Bożego Miłosierdzia wezmą teraz początek dzieła duchowe i nowe akcje duszpasterskie.

Po relikwie 40-osobowa grupa parafian pielgrzymowała do krakowskich Łagiewnik Po relikwie 40-osobowa grupa parafian pielgrzymowała do krakowskich Łagiewnik
ks. Włodzimierz Piętka /Foto Gość

Miłosierdzie Boże zawsze powraca! Teraz pozostanie wśród nas w znaku relikwii św. siostry Faustyny, sekretarki Bożego Miłosierdzia – powiedział ks. proboszcz Wojciech Iwanowski, przyjmując w kościele św. Jakuba relikwie świętej.

O czym ma przypominać ten znak parafianom z Uniecka? – Chcemy prosić Boga, aby nie brakowało ufności w sercach, abyśmy nie mówili: „ja sobie poradzę”, ale byśmy poczucie samowystarczalności zamienili na ufność – mówił kapłan.

Od wprowadzenia relikwii świętej w parafii zawiązała się nowa wspólnota modlitewna Miłosierdzia Bożego, która codziennie przez modlitwę i formację chce szerzyć kult Bożego Miłosierdzia. Należy do niej 21 kobiet i mężczyzn. Od modlitwy o uzdrowienie i wyzwolenie z nałogu alkoholizmu rozpocznie swoją działalność duszpasterstwo trzeźwości. Oprócz comiesięcznej modlitwy przed ołtarzem św. siostry Faustyny w Uniecku ma powstać specjalna poradnia.

– Nie wiem, czym jest Boże miłosierdzie, bo jest to tajemnica samego Boga. Ale Pan Jezus powiedział siostrze Faustynie, że jest ono największym Jego przymiotem. Czym jest miłosierdzie Boże? Czy kamieniami możesz zasypać głębię morza? A przecież miłosierdzie Jezusa jest jak morze. I jest jak niebo, które okrywa góry i morza, i nie ma początku ani końca – mówił kaznodzieja, odwołując się do fragmentów „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza. – Miłosierdzie Boże jest więc jak morze, powietrze i niebo. Jest zawsze i wszędzie. Jest pochyleniem się Boga nad naszą nędzą i jest ciągłym Jego czekaniem na tę jedną modlitwę z człowieczego serca: „Jezu, ufam Tobie” – powiedział ks. proboszcz.

Więcej na: plock.gosc.pl