Koło ze smakiem

Agnieszka Małecka

|

Gość Płocki 08/2014

publikacja 20.02.2014 00:00

Pączek pączkowi nierówny. Swój sposób na ten obowiązkowy przysmak, związany z końcem karnawału, mają gospodynie w Tłuchowie.

 Na spotkaniach Koła Gospodyń panie zagorzale dyskutują, jakie przepisy ze starych notatek, zeszytów wykorzystać w promowaniu swojego regionu Na spotkaniach Koła Gospodyń panie zagorzale dyskutują, jakie przepisy ze starych notatek, zeszytów wykorzystać w promowaniu swojego regionu
Agnieszka Małecka /GN

Kulinarne popisy telewizyjne, setki domorosłych kucharzy, zachłyśniętych zagranicznymi i orientalnymi daniami, pewnie nie robią dużego wrażenia na paniach, które tworzą Koło Gospodyń Wiejskich „Jagna” w Tłuchowie. Ich pączki ziemniaczano-dyniowe, zupa z dyni, „faćka” czy „gugul” – gęsina z fasolą, cebulą i zapiekanym twarogiem, z produktów wyhodowanych we własnych gospodarstwach, mają znakomity i zdrowy smak tego regionu. A o ich rosole, serwowanym podczas Rajdu Samochodowego Orlen, Krzysztof Hołowczyc powiedział, że jest najlepszy, jaki jadł w życiu.

Tajemnica chrupiącej skórki

Ziemia dobrzyńska, jak przyznają same mieszkanki, nie była szczególnie bogata, więc i składniki, a także tradycyjne potrawy były proste. Na stołach królowały ziemniaki, fasola, cebula, łoboda, czyli „faćka”, pokrzywa i dynia, którą i dzisiaj można tu spotkać w każdym ogrodzie, wyjaśnia Joanna Sosińska. – Każdy przepis, jak wiadomo, trzeba trochę przerobić. U nas ta monotonia spowodowała, że musimy poszukiwać innych smaków – mówi pani Joanna. Ziemniaczano-dyniowe pączki KGW „Jagna” wyglądają jak setki innych takich wypieków, ale już po pierwszym kęsie można poczuć mistrzowskie połączenie chrupiącej, brązowej skórki i miękkiego wnętrza z różanym nadzieniem. Do nich najlepsze są żółte ziemniaki, mówi Grażyna Jędrzejewska, której owe pączki są specjalnością. Za ten produkt pani Grażyna otrzymała nagrodę w konkursie „Nasze kulinarne dziedzictwo”. Ale największym sukcesem okazało się wpisanie ich na ministerialną Listę Produktów Tradycyjnych w obszarze Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Ten certyfikat niełatwo jest zdobyć, bo chodzi o taki produkt, którego wyjątkowe cechy i walory będą wynikały ze składników i tradycyjnych metod produkcji stosowanych w danym regionie i stanowiących jego dziedzictwo. W opisie wykonania tłuchowskich pączków można przeczytać: „Najważniejsze przy wyrobie pączków było dobrze wyrobione ręcznie ciasto oraz zachowanie odpowiedniej kolejności połączeń surowców. Ponadto dodawany przecier dyniowy nadawał wyjątkową barwę oraz przedłużał ich świeżość”. Trzeba, jak wyjaśnia pani Joanna, zebrać pisemną dokumentację minimum 25-letniej tradycji wytwarzania produktu tradycyjnymi metodami. Konieczne jest wykorzystywanie naturalnych składników, bez sztucznych ulepszaczy. Panie z koła „Jagna” planują teraz powalczyć o certyfikat „produktu tradycyjnego” dla kiełbasy dworskiej (bo kiedyś wyrabiana była we dworze przez kobiety ze wsi, które tam pracowały).

Strażniczki tradycji

Gablota wisząca w urzędzie gminy w Tłuchowie, gdzie przechowują swoje nagrody i dyplomy, aż się ugina od tych odznaczeń. Które najważniejsze? Jest i wspomniany certyfikat z Ministerstwa Rolnictwa Rozwoju Wsi, jest i „Perła 2013” za danie regionalne, są dyplomy w konkursach gminnych, wojewódzkich – za gotowanie i za wieńce dożynkowe. Ale oskarową rangę dla tłuchowskich gospodyń ma bez wątpienia „Klucz do Polskiej Spiżarni 2013”. Można pomyśleć, że te trofea przychodzą im łatwo i trochę jak deszcz spadają z nieba. Na takie przypuszczenie panie z koła reagują ze śmiechem, ale nie potwierdzają. Bo gotowanie to dla nich może mniejszy stres niż dla bohaterów kulinarnych programów telewizyjnych, ale urobić się trzeba po łokcie. Kiedy brały udział w jednym z odcinków programu „Kawa czy herbata” upiekły 1000 pączków, a pani Grażyna na bieżąco zrobiła ich 200. Koło w Tłuchowie skupia obecnie 25 pań, które nie tylko są znakomitymi gospodyniami, ale realizują się też w dziedzinie rękodzielnictwa – przygotowują wspaniałe wieńce dożynkowe w nowoczesnym stylu, malują, wyplatają kosze, uczą się florystyki. Jego początek, a właściwie reaktywacja, związany jest z konkursem „Zagroda wiejska przyjazna dla środowiska”; jego uczestniczki stworzyły trzon tej grupy. Czy szukają młodszych następczyń? Na razie nie mają na to czasu, ale sporadycznie, na prośbę dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury, prowadzą warsztaty kulinarne dla dzieci. W ostatnich, które odbyły się na początku lutego, dość nieoczekiwanie wzięło udział czworo studentów z Azerbejdżanu i Turkmenistanu. Trudno powiedzieć, czy zasmakowali w polskiej kuchni, ale dla dzieci te warsztaty – z wyrobu pierogów z twarogiem i cynamonem – były wielką atrakcją. Największe marzenie gospodyń z KGW „Jagna”? Mieć swoją stałą siedzibę w gminie. – Nam ludzie przekazują wiele rzeczy, dawne sprzęty codziennego użytku, np. stary magiel, serwety, obrusy. Miałybyśmy gdzie je pokazywać. Mogłybyśmy też organizować tam dni związane z konkretnym produktem lub potrawą – mówi Joanna Sosińska. Nazwałyby ją Izbą Tradycji, bo tam mogłyby pokazywać i kultywować tradycję kuchni i rzemiosła dobrzyńskiego.