Od studolarówki do papieża Franciszka

Gość Płocki 06/2014

publikacja 06.02.2014 00:00

Jakie obszary społeczne winny być tematem każdej debaty między ludźmi budującymi pokój? Jakie filary szczęścia tracimy w pogoni za dobrobytem? Jak zwiększyć efektywność fiskalną naszego kraju? – na te pytania szukali odpowiedzi uczestnicy VI sympozjum naukowego w parafii św. Maksymiliana Kolbego.

 O kultywowaniu tradycji sympozjalnej poświęconej katolickiej nauce społecznej mówił senator RP Jan Maria Jackowski (z prawej) O kultywowaniu tradycji sympozjalnej poświęconej katolickiej nauce społecznej mówił senator RP Jan Maria Jackowski (z prawej)
Dawid Turowiecki

O sprawiedliwy podział dóbr i stałą pamięć o biednych upomina się papież Franciszek. Bez radykalnych rozwiązań problemów ludzi ubogich, nie rozwiąże się problemów świata. Dziś są one przedmiotem naszej reflekcji – powiedział na rozpoczęcie płońskiego sympozjum społecznego Akcji Katolickiej ks. Piotr Marzec, asystent diecezjalny stowarzyszenia.

Bez wiary nie ma ładu

Gościem sympozjalnych obrad był prof. Witold Modzelewski z Uniwersytetu Warszawskiego. Nie ma on wątpliwości, że rok 2014 będzie się charakteryzował najmniejszym udziałem dochodów podatkowych w PKB. Jak to możliwe, skoro nie obniżamy podatków, nie zwiększamy ulg i zwolnień, pozwalając rosnąć z kolei roli długu publicznego? To efekt zjawisk, które powodują spadek efektywności fiskalnej. – Prawo podatkowe przestało chronić interesy podatników w imię interesu publicznego, a zaczęło chronić tych, którzy uchylają się od płacenia podatków – mówił Witold Modzelewski i wzywał do szybkich zmian prawa, które wstrzyma proces degradacji fiskalnej naszego kraju. – Trzeba odciąć od wpływu na prawo podatkowe tych, którzy są zainteresowani jego destrukcją. Stosujmy to prawo w sposób nieselektywny. Obywatel ma święte prawo, aby być równym w stosowaniu prawa z każdym innym elementem władzy publicznej, dopóki działa w dobrej wierze, czyli władza szanuje pogląd prawny obywatela – wymieniał wykładowca problematyki podatkowej. – Wiara w prawo jest w istocie nieprawdopodobnym idealizmem, daleko graniczącym z naiwnością, ale bez tej wiary nie ma ładu prawnego. Musimy wierzyć, że to słowo wypowiedziane przez ustawodawcę, znajdzie kiedyś tych sprawiedliwych, którzy będą chcieli je stosować. Dajmy im szansę, żeby się znaleźli. Nie traćmy ducha – kończył optymistycznie prof. Modzelewski.

Zaczynać od nowa

– Dziś sprawiedliwość jest suchym zapisem, co wolno, a czego nie, miłosierdzie pewną drogą interpretacji tego wydarzenia. We współczesnym języku politycznym i społecznym słowo „przepraszam” nie istnieje, a słowo uznania, że komuś wybaczam, nie istnieje już absolutnie. Tak jakbyśmy zapomnieli, że jednym z fundamentów ładu społecznego jest przebaczanie, silniejsze niż zdrada, słabość, grzech, że wciąż możemy zaczynać od nowa, wzbudzając ludzkie zaufanie – mówił ks. Krzysztof Jończyk, dyrektor katolickich rozgłośni radiowych w diecezji, odwołując się do katolickiej nauki społecznej. – Jeśli rządzący nie widzą całej armii bezrobotnych, to tak jakby nie rozumieli tego, że ci ludzie degradują się i nic w życiu już nie osiągną – dodał ks. Jończyk.

Oczy szeroko otwarte

Marketingowe podejście do zadań sektora publicznego zaprezentował dr inż. Roman Lusawa. Odwołał się do postaci Benjamina Franklina, widniejącej na studolarówce. – Banknot kojarzy nam się z biznesem, natomiast Franklin był człowiekiem sektora publicznego – przypominał Lusawa, wychodząc na wstępie z założenia, że produktem owego sektora jest ład, m.in. w sferze ideowej. – Największym bogactwem narodu jest człowiek. Potem prawda, dobro, piękno, uczucia i na końcu dobra materialne. Przy czym dzisiaj ważniejszą ze składowych dóbr materialnych jest wartość niematerialna. Na przykład marka samochodu znaczy więcej niż to, czy potrafi on jeździć. Takie spojrzenie na bogactwo kierunkuje działania rządu, co ma wspierać w pierwszej kolejności – podkreślał prelegent, idąc również tropem spostrzeżeń Richarda Layarda, zajmującego się tzw. ekonomią szczęścia. – Zabiegając o dobrobyt, głównie materialny, tracimy z oczu takie podwaliny szczęścia, jak: rodzina, praca, otoczenie społeczne, zdrowie, wolność i religia – wymieniał Roman Lusawa. – I na to wszystko patrzy ze zdziwieniem, być może z nieba, bądź z tej studolarówki, Benjamin Franklin – puentował humorystycznie wykładowca.

Więcej na: plock.gosc.pl