Jesteśmy z „katolika”

Agnieszka Małecka

|

Gość Płocki 40/2013

publikacja 03.10.2013 00:00

Od Niższego Seminarium Duchownego diecezji płockiej do obecnego zespołu szkół koedukacyjnych wiodła długa droga przemian. Ale od niemal 100 lat wartości i cele pozostały niezmienne.

Jesteśmy z „katolika” Młodzież z zespołu szkół katolickich w Sikorzu ceni sobie w nich nie tylko poziom, ale i rodzinny klimat Agnieszka Małecka /GN

Uczniowie sami sobie urządzili sypialnie i sale wykładowe, nawet kaplicy zaczęli przywracać jej pierwotny wygląd – tak o pierwszych powojennych miesiącach w płockim NSD pisał jego ówczesny dyrektor ks. Bolesław Strzeszewski. Dzisiaj w niepublicznym katolickim gimnazjum i liceum wszystko czeka na nich od pierwszego dzwonka. Obecni uczniowie szkół w Sikorzu cenią sobie indywidualne podejście i rodzinną atmosferę. Mówią, że po sześciu latach można się tu poczuć jak w domu. Za trzy lata tę społeczność czeka wielka uroczystość – stulecie szkoły założonej przez samego bł. abp. Nowowiejskiego.

Krótszy dystans

– Wszystko, czego po tej szkole oczekiwałem, znalazłem. Znajomi, którzy uczą się gdzie indziej, opowiadają mi, że u nich nauczyciele w inny sposób podchodzą do ucznia. Nie interesuje ich, czy ma on coś do powiedzenia. U nas nauczyciele podchodzą indywidualnie. Jeżeli czegoś nie zrozumiem, zawsze mogę zapytać – opowiada Kamil Wójcik, licealista. Wtórują mu inni. – Po kilku latach spędzonych w tej szkole i jej internacie nauczyciele znają bardzo dobrze nas i nasze możliwości. Nie jesteśmy dla nich anonimowi, tak jak bywa to w innych szkołach – dodaje Michał Stanisławski z III klasy. – Nie jesteśmy jakoś zamknięci, zaszufladkowani. Pozwalają nam się na tyle rozwijać, na ile tylko możemy – przekonuje kolejny licealista. Na pewno sprzyja temu kameralny charakter zespołu szkół w Sikorzu, gdzie obecnie uczy się około 150 osób w siedemnasto-, osiemnastoosobowych oddziałach. Stosunkowo nowy i wielki gmach mieści w sobie nie tylko sale lekcyjne, pracownie, kaplicę, stołówkę, ale także część internatową – w oddzielnych skrzydłach dla chłopców i dziewcząt. Obie szkoły nie są molochami, gdzie uczeń staje się anonimowym trybikiem. W parze z tym idzie zmniejszanie dystansu między nauczycielem i wychowankiem. Jak przyznają licealiści, łatwiej tu o rozmowę z dyrekcją. I nie chodzi tu wcale o pójście na dywanik.

Edukacja poszerzona

„Katolik” w Sikorzu ma się czym pochwalić – choćby rezultatami z ostatniego egzaminu gimnazjalnego. Na tle rozkładu wyników ze szkół w całym kraju, sikorski „katolik” z wynikami z języka polskiego, angielskiego, matematyki i przedmiotów przyrodniczych, znalazł się w bardzo wysokim ósmym staninie. Wyniki z historii i wiedzy o społeczeństwie dały szkole miejsce w staninie dziewiątym (skala staninowa ma dziewięć poziomów, wykorzystywana jest w porównywaniu i komentowaniu wyników z egzaminów; pierwszy stanin oznacza poziom najniższy, dziewiąty – najwyższy). Wśród uczniów są laureaci konkursów i olimpiad. Niektórzy mają oryginalne i jasno sprecyzowane plany – na przykład licealistka Iga Buraczyńska marzy o studiach na japonistyce. Jednak młodzież zdobywa tu nie tylko wiedzę.

– Zdarza się, że ktoś był „bossem” w poprzedniej szkole i teraz chce się wywyższać. My się staramy pokazywać młodszym rocznikom, jak się zachowywać, jak traktować innych. Jeśli nas traktowano dobrze w szkole, to potem przekazujemy to dalej – mówi Michał Stanisławski. – Zawsze wiemy, że można się poprawić, niezależnie od tego, co zrobiliśmy. Uczymy się tu, że lepiej przyznać się do błędu, jakiegoś złego zachowania, niż kłamać. Lepiej, żeby wychowawca najpierw dowiedział się o czymś nieprzyjemnym od nas. To też pokazuje, że nam zależy – tłumaczy Kamil Wójcik. – Pokolenia się zmieniają i widać wpływ ducha czasu. Dzisiaj obserwujemy wielki pęd za wiedzą i rywalizację, dlatego staramy się pokazywać, że sama wiedza nie wystarczy i potrzebne są też wartości – wyjaśnia ks. Mariusz Oryl, dyrektor zespołu szkół w Sikorzu.

Wspomina dawnego absolwenta, który odwiedził niedawno katolickie liceum. Przyznał, że to miejsce wyrobiło w nim umiejętności, które dzisiaj umożliwiają mu zarządzanie firmą i grupą ludzi. Uczniowie cały czas mają możliwość doskonalenia takich umiejętności. – Jeśli jest jakaś propozycja wycieczki, zwiedzania, to często jest tak, że my częściowo mamy sami sobie to zorganizować. Na przykład dzwonimy i zamawiamy bilety – mówi Michał. Uczniowie z „katolika” w Sikorzu przyznają, że nie są zmuszani do takich czy innych dodatkowych zajęć, wyjazdów. Zwykle ze strony wychowawców pada propozycja, zachęta, na przykład ostatnio do udziału w sztafecie gwiaździstej do grobu bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Wziął w niej udział Kamil, bo – jak mówi – chciał sprawdzić swoje możliwości. – Każdy myśli, że jak to jest „katol”, to musimy tu nosić mundurki albo że jesteśmy jak w zakonie. Jednak te sprawy duchowe są tu indywidualne; to jest propozycja – zauważa trzecioklasista Karol. A oferty duchowej tu nie brakuje: są wspólne Msze św., dni skupienia, rekolekcje dla poszczególnych klas, jest wreszcie zawsze możliwość rozmowy z księżmi pracującymi w szkole. – Fakt, że jest to szkoła katolicka, jest dla mnie plusem. Nigdy nie ciągnęło mnie do Kościoła, ale teraz to się zmieniło – przyznaje Kamil.