Jak stać się pielgrzymem?

ks. Włodzimierz Piętka 


|

Gość Płocki 33/2013

publikacja 15.08.2013 00:00

Sandały, plecak, namiot i różaniec – to niezbędnik na szlaku do Częstochowy, na którym człowiek uczy się czegoś więcej.

Wielu pielgrzymów z grupy brązowej wędrowało 
na Jasną Górę znacznie dłużej, 
bo aż z Dobrzynia n. Drwęcą Wielu pielgrzymów z grupy brązowej wędrowało 
na Jasną Górę znacznie dłużej, 
bo aż z Dobrzynia n. Drwęcą
ks. Włodzimierz Piętka/ GN

Dołączamy się do uczestników 32 pieszej diecezjalnej pielgrzymki do Matki Bożej na Jasną Górę. W 11 grupach jest mozaika ludzi z każdego zakątka diecezji. Już pierwszego dnia liczba pątników dochodzi do 1200, a do 14 sierpnia jeszcze wzrośnie. 
– Z Płocka wyszło nas więcej niż w latach ubiegłych. Na trasie zapisują się wciąż nowe osoby. Towarzyszy nam około 2500 pielgrzymów duchowych w całej diecezji – mówi ks. Jacek Prusiński, przewodnik pielgrzymki.


Co zwycięża upał?


– Uwierzcie, że Pan Bóg wykorzysta ten upał i nasze zmęczenie. On przecież przyszedł do Abrahama w gościnę w najgorętszej porze dnia. I wtedy dokonały się rzeczy niezwykłe w jego życiu. A później Jezus usiadł przy studni Jakuba, zmęczony drogą i skwarem, aby spotkać tam Samarytankę. Ten upał i twoje zmęczenie wykorzysta Bóg. Na tej drodze wszystko jest darem, nawet żar z nieba i bolące nogi mogą okazać się błogosławieństwem. Sprawi to Bóg – mówił do pielgrzymujących z Mławy i okolic ks. Grzegorz Zakrzewski, przewodnik grupy miedzianej. 
A jest naprawdę gorąco. Pielgrzymi wędrują w ponad 30-stopniowym upale. Niektórzy nie mogą iść dalej, dlatego zajmuje się nimi służba medyczna. Obowiązkowe jest nakrycie głowy i przyjmowanie dużej ilości płynów. Pielgrzymka jednak idzie do przodu.
Padają kolejne ważne słowa: – Tu uczymy się solidarności, pomagamy słabszemu bratu czy siostrze, uczymy się ustępowania sobie miejsca – przypominał ks. przewodnik Janusz Nawrocki w grupie biało-czerwonej, wędrującej z Płocka i okolic. Ktoś z doświadczonych pielgrzymów z grupy błękitnej stworzył nawet swoisty dekalog, który w sposób zabawny i dosadny przypominał zasady pątniczej drogi. – Bo pielgrzymka to taki „duchowy warsztat”, w którym powinniśmy stać się lepsi – dodał ktoś z pielgrzymów. 
Mijają kolejne kilometry. Wzrasta zmęczenie, dlatego potrzeba więcej poświęcenia, aby iść dalej. Ci, którzy idą, powoli zmieniają się: zaczynają coraz bardziej przypominać pielgrzymów. Bardziej skupieni sięgają po różaniec, a wtedy padają intencje do modlitwy: „o zachowanie pracy, o zdrowie i zgodę w rodzinie, o potomstwo, o zdanie matury, znalezienie miłości w życiu…” – to tylko niektóre z nich. 


Choćby na jeden dzień


Wielu spośród tych, którzy wyruszyli 6 sierpnia z Płocka, wybrało się na jeden dzień drogi do Sokołowa. – Na dłużej nie mogę, nie dostałem urlopu, ale przynajmniej ten jeden dzień – mówią niektórzy. – Wiele rzeczy w życiu rodzinnym i zawodowym zawdzięczam pielgrzymce. Wiele tutaj zrozumiałem, dlatego chociaż na jeden dzień wracam, rozpalam tu moje serce, a później z żalem wracam do domu – mówi Sławomir Kowalski, katecheta z Płońska. 
Byli też tacy, dla których pielgrzymka trwała dłużej: około 30 pielgrzymów wędrowało z Dobrzynia nad Drwęcą z ks. Michałem Piekarskim, kilka osób wyruszyło z Mławy, nawiązując do wcześniejszej tradycji wędrowania na Jasną Górę ze swego miasta. Samotnie wyruszył w drogę też ks. Zbigniew Adamkowski, proboszcz ciechanowskiej fary. – Chciałem w tym roku przejść pieszo od mojego domu w Ciechanowie do domu Matki Bożej – mówił. Przez trzy dni szedł sam do Płocka, a potem ze wszystkimi ruszył ku Jasnej Górze.