Pieszo po nagrodę

Roman Tomczak

|

Gość Legnicki 47/2012

publikacja 22.11.2012 00:00

Nagrody za najlepsze opracowania architektoniczne, nawiązujące do architektury domów przysłupowych, wręczono w Wyższej Szkole w Żytawie (Zittau). Wszystkie dostali Polacy.

Karol Mądrecki odbiera nagrodę za najlepszy projekt w kategorii studenckiej. Ten sukces w przyszłości może pomóc mu w karierze Karol Mądrecki odbiera nagrodę za najlepszy projekt w kategorii studenckiej. Ten sukces w przyszłości może pomóc mu w karierze
zdjęcia Roman Tomczak

Emilia Kaczok, Karol Mądrecki i Bartosz Jaskulski ze studia BiK, studenci III roku architektury na Politechnice Wrocławskiej, wygrali konkurs w kategorii studenckiej, otrzymując czek na 800 euro.

Międzynarodowe jury najwyżej oceniło ich projekt domu jednorodzinnego, uwzględniający cechy tradycyjnego domu przysłupowego. Teraz pomysł młodych architektów ma szansę na znalezienie się wśród trzech opracowań, które za kilka lat będą sprzedawane mieszkańcom regionu „Kraina Domów Przysłupowych” za złotówkę lub jedno euro, bo taki był główny cel konkursu.

– Wiedzieliśmy, że zrobiliśmy dobry projekt. Ale nikt nie spodziewał się takiego sukcesu – powiedział po odebraniu nagrody Karol Mądrecki. – Nie było łatwo, bo nigdy wcześniej nie zetknęliśmy się z architekturą przysłupową, która jest tak specyficzna, że bardzo ograniczała naszą inwencję – przyznaje.

Mimo to nieźle poszło także koleżankom i kolegom z Politechniki Wrocławskiej, którzy zajęli w konkursie odpowiednio drugie i trzecie miejsce. Wszyscy pochodzą z różnych stron Polski, a Łużyce odwiedzili po raz pierwszy.Po nagrody przyjechali w dość typowy dla studentów sposób. – Do Zgorzelca pociągiem, potem do Bogatyni złapaliśmy autostop, a od granicy do Zittau na piechotę – zaśmiewali się w kuluarach zwycięzcy konkursu.

Nagrody przyznano także w kategorii profesjonalnych biur projektowych. Jednak międzynarodowe jury zdecydowało nie nagradzać żadnego z nich pierwszym miejscem. Przyznano za to pięć równorzędnych drugich nagród. – Wśród nagrodzonych prac nie znaleźliśmy takich rozwiązań, które w pełni realizowałoby założenia konkursu – wyjaśnia Maciej Hawrylak, członek jury, prezes wrocławskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów RP.Nieco lepiej konkursowe projekty ocenia Ronny Hausmann ze stowarzyszenia „Fachring Umgebindehaus”. Mówi, że chętnie zamieszkałby w jednym z trzech domów, których projekty będą przeznaczone do sprzedaży za jedno euro. – I wcale nie dlatego, że projekt będzie tak niewiele kosztował. Uważam, że są to znakomicie zaaranżowane koncepcje, przystosowane do współczesności. Choć dla nagrodzonych profesjonalistów organizatorzy przygotowali czeki po prawie 2 tys. euro, żaden z przedstawicieli wyróżnionych biur nie pojawił się w Zittau.

Międzynarodowy konkurs miał przynieść nowatorskie opracowania modelowego domu jednorodzinnego, którego projekt oparty byłby na cechach architektury regionalnej. Chodziło oczywiście o region „Krainy Domów Przysłupowych”, obejmujący swoim zasięgiem Polskę, Niemcy i Czechy. To tam występuje jedyny na świecie rodzaj tzw. zabudowy przysłupowej, na której mieli się wzorować architekci przystępujący do konkursu.

Przygotowania do tego projektu trwały prawie trzy lata. Jego inicjatorem było Stowarzyszenie „Dom Kołodzieja”. – Szukaliśmy partnera po niemieckiej stronie, ale na początku nie było to łatwe. Dziwiono się, że Polacy, którzy – zdaniem niektórych Niemców – dewastują przysłupy po polskiej stronie Nysy, chcą budować ich nowoczesne wersje – opowiada Elżbieta Lech-Gotthard, wiceprezes stowarzyszenia.

– Cześć osób, z którymi rozmawialiśmy na ten temat, udało się nam przekonać. Wywołaliśmy dyskusję społeczną w lokalnych mediach. Jednak starsi Niemcy ciągle są przeciwni konkursowi, za to młodzi mówią: „To genialny pomysł!” – opowiada E. Lech-Gotthard.

Do konkursu zgłoszono ok. 150 prac konkursowych, z czego nadesłano połowę. Organizatorzy liczyli na więcej. – Myślę, że trudnością dla architektów było znalezienie pomysłu na pomost pomiędzy starą zabudową a nowoczesnością. Bo nie chcieliśmy, żeby nadsyłane projekty były wiernymi kopiami istniejących domów przysłupowych – przyznaje Elżbieta Lech-Gotthard.