Chińska wiara

Agnieszka Małecka

|

Gość Płocki 39/2012

publikacja 27.09.2012 00:00

Prawdopodobnie nie przyszłoby im do głowy, by przylecieć z odległego Hongkongu do niedużego miasta w centrum Polski, gdyby nie św. s. Faustyna i orędzie Jezusa.

 Na Mazowsze Chinki trafiły dzięki stronie internetowej płockiego sanktuarium, którą do niedawna prowadziła s. Justyna Klimek ZSMBM Na Mazowsze Chinki trafiły dzięki stronie internetowej płockiego sanktuarium, którą do niedawna prowadziła s. Justyna Klimek ZSMBM
Agnieszka Małecka

Z  Państwem Środka zaczęły Polskę łączyć interesy gospodarcze, ale Bernadette Lam i jej przyjaciółkę Addy przywiodły tutaj potrzeby duchowe. Chciały zobaczyć na własne oczy miejsca związane z polską świętą, która miała widzenie Jezusa miłosiernego. Od 2005 r. zaczęły przyjeżdżać do Krakowa, a od dwóch lat odwiedzają także płockie sanktuarium przy Starym Rynku, gdzie jeszcze chyba nikt przed nimi nie modlił się brewiarzem ze smartfona…

Wybór

O pobycie nad Wisłą napiszą zapewne na stronie internetowej, prowadzonej przez Bernadette, a potem może w planowanej książce, która ma być dla ich rodaków rodzajem przewodnika po miejscach związanych z Bożym Miłosierdziem. Taka działalność ewangelizacyjna dwóch Chinek możliwa jest dzięki temu, że mieszkają w autonomicznej części tego potężnego kraju. Hongkong, który tworzą maleńka wyspa i fragment półwyspu w południowo-wschodnich Chinach, to obszar, którym do 1977 administrowała Wielka Brytania (od tamtego roku stał się częścią Chin kontynentalnych), dlatego nie zawojował go do tej pory komunistyczny reżim. – Jesteśmy szczęśliwi, bo u nas nie było tak dotkliwych prześladowań. Są więc wyznawcy różnych religii i wiele świątyń. Hongkong zamieszkuje ponad 7 milionów ludzi, a katolików jest 300 tysięcy – opowiada Bernadette. Może to i niewiele, ale sam bł. Jan Paweł II nazwał go pomostem – po latach izolacji – między Kościołem w Chinach kontynentalnych a Kościołem powszechnym. Panie z Hongkongu, podobnie jak tysiące innych jego mieszkańców, przyjęły chrzest jako dorosłe osoby. Bernadette poznała bliżej chrześcijaństwo dzięki katolickiej szkole średniej, do której kiedyś chodziła, jednak dopiero późniejsze doświadczenia sprawiły, że została świadkiem Miłosierdzia Boga.

Zaufanie

Najpierw ciężko zachorowała jej matka. Kiedy umierała w katolickim szpitalu Caritas pod wezwaniem Matki Bożej z Lourdes, Bernadette modliła się przed Jej figurą, by Maryja wzięła ją w opiekę i zabrała do nieba. Nieprzypadkowe jest więc jej imię chrzestne – tak jak młodej Francuzki, która otrzymała objawienia w Lourdes. Później niespodziewanie zmarł ojciec Bernadette, a ona sama zaczęła mieć problemy zdrowotne o podłożu neurologicznym. – To był bardzo trudny czas – przyznaje Chinka. – Choć nie mogłam za bardzo chodzić, byłam każdego dnia w kościele. Jeszcze w lipcu 2000 r. czułam się bardzo źle, ale po Mszy św. w Boże Narodzenie wszystko się polepszyło. Lekarze nie potrafili wyjaśnić dlaczego. Wierzę, że to był dar i od tego momentu bardziej ufam Bogu – opowiada Bernadette. Jeszcze większym sprawdzianem zaufania okazała się epidemia SARS, czyli nietypowego zapalenia płuc, które rozprzestrzeniało się w Chinach kontynentalnych i Hongkongu od 2003 r. – To był dla nas mroczny czas. Kościoły opustoszały. Chociaż Msze św. były odprawiane, ludzie bali się zarażenia od innych. Wtedy zaczęliśmy robić lampiony. Były na nich postaci Chrystusa, dzieci i napis w języku kantone (odmiana chińskiego): „Bóg jest światłem”. Wierzyliśmy, że Pan Jezus jest światłem, że nic się nie stanie i choroba nie będzie się rozprzestrzeniać. W niektórych kościołach w Hongkongu zaczęto ich używać. Epidemia zakończyła się nagle, po tamtej Wielkanocy, kiedy ludzie zaufali – wspomina mieszkanka Hongkongu. Robi lampiony do dzisiaj.

Papież i święta

Można powiedzieć, że na kult Bożego Miłosierdzia i św. s. Faustynę, poza osobistymi doświadczeniami, naprowadził ich… Jan Paweł II, który w Hongkongu jest bardzo kochany przez chrześcijan. W ręce Bernadette trafiła też nieduża książeczka z fragmentami „Dzienniczka”, przetłumaczonymi na język kantone (od około roku jest już pełne wydanie w tym języku). – W Hongkongu jest mała kaplica Notre Dame w katolickiej szkole, gdzie są przechowywane relikwie s. Faustyny i Jana Pawła II. Przywieźli je polscy księża – informuje Bernadette. Z przyjaciółką postanowiła wybrać się do Krakowa, ale potem, jak żartują, apetyt na odwiedzenie miejsc kultu Miłosierdzia Bożego rósł. Jaki wydał im się Płock? Na pewno z perspektywy siedmiomilionowego Hongkongu bardzo mały, chociaż z widoczną wielowiekową historią. Ze swoim sanktuarium przypomniał im trochę Betlejem, z tajemniczego powodu wybrane przez Boga. Jednak to, co najważniejsze, jest niezmienne, czy w wielkim Hongkongu, czy w małym Płocku. Bernadette mówi: – Kiedy patrzymy na obraz „Jezu, ufam Tobie”, mamy poczucie, że Chrystus jest światłem i wychodzi wprost do człowieka.