Po 76 latach od śmierci wreszcie wiemy, gdzie pochowano żołnierza niezłomnego, dowódcę oddziału Narodowego Zjednoczenia Wojskowego sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. Rój. Zginął w kwietniu 1951 r. we wsi Szyszki w powiecie pułtuskim. Poległ w walce z przeważającymi siłami obławy, razem ze swym podkomendnym Bronisławem Gniazdowskim ps. Mazur. Ich kryjówkę wydała dziewczyna "Roja" szantażowana przez ubeków, którzy aresztowali jej rodziców.
Zwłoki partyzantów przewieziono do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Pułtusku, a potem zakopano w nieznanym miejscu. Przez kilka lat szukał tego miejsca prof. Krzysztof Szwagrzyk, zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, kierujący Biurem Poszukiwań i Identyfikacji IPN. Udało się dwa lata temu. - Naszym zdaniem istnieje wysokie prawdopodobieństwo, bardzo wysokie, że szczątki legendarnej postaci polskiego podziemia niepodległościowego, pana sierżanta Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. Rój, zostały przez nas odnalezione na Łączce - powiedział jesienią 2024 r. prof. Krzysztof Szwagrzyk podczas gdyńskiego festiwalu filmowego "Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci". "Na zdjęciach zrobionych przez UB "Rój" jest w mundurze i berecie, na którym znajduje się orzełek i trupia czaszka. Na rękawie ma opaskę z wyhaftowanym hasłem: "Śmierć wrogom Ojczyzny". Prof. Szwagrzyk przypomniał sobie, że jeden z orzełków odnalezionych na Łączce, odbiegał wyglądem od innych – miał nietypowy kształt, wokół niego były jakby resztki sukna, obok orzełka widniały ślady po przeszyciach. Porównał z rojowym orzełkiem ze zdjęcia UB – to był taki sam przedwojenny policyjny orzełek. Znaleziono go na Łączce przy szczątkach mężczyzny. Obok były też medalik, patki od munduru, guziki wojskowe. To, co na początku zmyliło ekipę prof. Szwagrzyka to fakt, że na wysokości miednicy, w miejscu gdzie jest kieszeń spodni leżała sztuczna szczęka. Przez długi czas myślano więc, że szkielet należy do starszego mężczyzny" - mogliśmy przeczytać na profilu festiwalu w mediach społecznościowych.
Przeprowadzono badania genetyczne. - Materiał genetyczny ode mnie i siostrzenicy "Roja" Barbary Kownackiej-Płauszewskiej został przekazany do IPN kilka lat temu – mówił nam w 2024 r. Marek Dziemieszkiewicz, bratanek "Roja". - Bardzo dobrze, że udało się po tylu latach natrafić na szczątki mojego stryja - komentował.
Badania genetyczne, materiał przygotował pion śledczy Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym przyniosły pozytywny rezultat. 23 lipca tego roku w Instytucie Pamięci Narodowej odbyła się konferencja, na której potwierdzono, że to szczątki Mieczysława Dziemieszkiewicza, pośmiertnie awansowanego przez prezydenta RP do stopnia podporucznika. - Chciałbym podać, że zidentyfikowano szczątki komendanta Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, komendanta Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. Rój - ogłosił Karol Polejowski, wiceprezes IPN. - Nie ukrywam wzruszenia, bo przecież z jednej strony spełniamy swój ustawowy obowiązek, ale przede wszystkim oddajemy rodzinom szczątki tych, którzy przez dziesięciolecia leżeli w bezimiennych dołach śmierci. Wiceprezes IPN-u podkreślił, że działalność "Roja" na północnym Mazowszu budziła ducha oporu i walki z komunistycznym zniewoleniem. - Komuniści tak go nienawidzili. Sprowadzili go do Warszawy, kazali identyfikować matce i siostrze, a potem zakopali w bezimiennym dole śmierci w kwaterze „Ł” - powiedział Karol Polejowski. - Dziś oddajemy jego doczesne szczątki rodzinie. Panie poruczniku, witamy wśród swoich.
- Kiedy zabito "Roja" dla władzy komunistycznej przyszedł czas, na który długo czekała – mówił prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN i szef Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN. - Zlikwidowano człowieka, który stanowił dla tej władzy śmiertelne zagrożenie. Jego śmierć wydawała się aż tak nieprawdopodobna, że poczyniono wiele starań, żeby mieć pewność, że istotnie "Rój" nie żyje. Prof. Szwagrzyk powiedział, że przełomowym momentem było odnalezienie na Łączce przy jednym ze szkieletów fragmentu czarnego beretu z charakterystycznym orzełkiem, takim jak na jednym z pośmiertnych zdjęć Mieczysława Dziemieszkiewicza. - Skąd beret w miejscu, gdzie leżą tylko więźniowie? - wspominał wiceszef IPN-u. Dodał, że znaleziono także inne przedmioty należące do legendarnego partyzanta: kawałek munduru i medalik. - Po raz kolejny możemy powiedzieć: władze komunistyczne nie zwyciężyły. Zwyciężają bohaterowie. Odnajdujemy tych, po który miał nie pozostać żaden ślad. Przywracamy im imiona i nazwiska.
Warto podkreślić, że szczątki Mieczysława Dziemieszkiewicza znajdowały się tuż obok innego, słynnego partyzanckiego dowódcy major Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki". Został on zamordowany strzałem w tył głowy w więzieniu na Rakowieckiej w lutym 1951 r., dwa miesiące przed śmiercią "Roja", co zdaniem prof. Krzysztofa Szwagrzyka wyjaśnia tak bliskie sąsiedztwo.
Po konferencji IPN grupa wolontariuszy ustawiła na powązkowskiej "Łączce" brzozowy krzyż ze zdjęciem Mieczysława Dziemieszkiewicza i napisem "Tu zostałem odnaleziony".
- Odnalezienie i identyfikacja szczątków legendarnego komendanta NSZ i NZW ppor. Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. Rój dla mojej rodziny to przede wszystkim wielka radość, spokój, ukojenie i zamknięcie bolesnego rozdziału po 75 latach niepewności. To ulga dla rodziny po latach życia w cieniu tajemnicy i braku Grobu. "Rój" zamordowany przez komunistów i wrzucony do bezimiennego dołu w końcu odzyskał godność i imię w wolnej Polsce. Będzie miał pogrzeb z najwyższymi honorami państwowymi i wojskowymi. To dla nas duma i zaszczyt. Jesteśmy bardzo wdzięczni prof. Krzysztofowi Szwagrzykowi, jego pracownikom oraz wolontariuszom za ich wieloletnią i skomplikowaną pracę poszukiwawczą oraz wielu Biurom IPN i całego pionu śledczego. Moja rodzina i ja zdecydowaliśmy o tym, żeby "Rój" wrócił i został pochowany na Powązkowskiej Łączce, tam gdzie zostały odnalezione jego doczesne szczątki wśród naszych niezłomnych bohaterów - powiedział Marek Dziemieszkiewicz.








