10 pięknych prac było owocem tegorocznego lipcowego pleneru ikonograficznego, który zorganizowała prowadząca pracownię Katarzyna Kobuszewska. Wśród malowanych wizerunków były m.in. ikony Chrystusa Pantokratora, Michała Archanioła, Matki Bożej Eleusy, scena Bożego Narodzenia, wielkanocna Noli me tangere i przedstawienie Świętej Rodziny, ale także wizerunki Maryi znane ze sztuki religijnej Zachodu. Wspaniała, plastyczna symfonia religijnych tematów, których pierwsze fazy powstawały zwykle jeszcze w domu.
- Zapisującym się na plener zawsze mówię, żeby nie brali jednej deski, ale zabrali ze sobą 2 lub 3 prace na różnych etapach. Ten wstępny etap zrobienia tzw. przepruchy i grawerowania warto mieć za sobą, bo to praca, którą każdy bez problemu wykona w domu samodzielnie - wyjaśnia organizatorka. Letnie plenery jej pracowni od początku mają swoją przystań w gościnnym Gospodarstwie Agroturystycznym Holendry, położonym blisko Płocka, za Gąbinem. Jak mówi Katarzyna, to sielski czas, bo wokół jest piękna przyroda w pełnym rozkwicie, świeże powietrze, a nawet efekty akustyczne, bo często można tam usłyszeć coraz rzadszy śpiew wilgi...
- Malowanie zaczynamy zwykle zaraz po śniadaniu, po godz. 9.00 i pracujemy aż do późnych godzin po kolacji, nawet do 21.00. Przerywamy zazwyczaj tylko na posiłki i kawę. Mamy tam komfort, bo zajmujemy miejsce w podcieniach, gdzie mimo zadaszenia jest bardzo dużo światła rozproszonego, które jest najbardziej pożądane przez plastyka - wyjaśnia pani Katarzyna. Taki plan dnia może wydawać się wyczerpujący, ale tak naprawdę rytm pracy wyznacza sobie każdy sam. Jeśli ktoś ma potrzebę, może zrobić sobie dłuższą przerwę, pójść na spacer, poczytać książkę. Zwykle jednak ikonopisi, którzy biorą udział w plenerze, nie chcą odrywać się od celu, dla którego tu przyjechali. Chcą skupić się na malowaniu, które w codziennym, domowo-zawodowym życiu często znajduje tysiąc konkurencji w postaci koniecznych zadań i obowiązków.
Taka praca nad ikoną na plenerze to nieco inna forma niż regularne warsztaty, które są również stałym elementem działalności pracowni. - Plener to forma pracy nad ikoną, która wymaga pewnego przygotowania i samodzielności. Może być za to znakomitym ogniwem pomiędzy warsztatami a całkiem już samodzielną pracą w domu. Tutaj można ze mną zawsze coś skonsultować, uporządkować swoją wiedzę, a jednocześnie zyskać świadomość, ile się już potrafi. Dla mnie zawsze ogromną przyjemnością jest patrzeć na to, jak ludzie się rozwijają, jak rozkwitają ich talenty - wyjaśnia Katarzyna Kobuszewska.
Jest coś symbolicznego w takim plenerze, na którym można skończyć wcześniej zaczętą i czasem odłożoną przez dłuższy czas pracę. Więc trochę jak w życiu - jest potrzeba zakończyć jakąś sprawę, jakieś przedsięwzięcie, które długo czekało na finał i nas nurtowało. Jedna z uczestniczek lipcowego pleneru - Basia - skończyła ikony rozpoczęte... 7 lat temu.
- Decyzję o zapisaniu się na plener podjęłam błyskawicznie; była to okazja, by dokończyć dwie rozpoczęte ikony: Bożego Narodzenia i Deesis. Te dwie ikony czekały na mnie pokornie, w kąciku, przekładane z miejsca na miejsce. Teraz, gdy je skończyłam, żyją własnym życiem. Są piękne. Kryją w sobie historię mojego życia - rozstania i powroty - opowiada. Dodaje, że jej powrót do ikonopisania jest błogosławieństwem. - Ta cisza... Ja i On - Święty, Nieogarniony... To dialog z Niewidzialnym, to rozmowa w modlitewnym skupieniu.... To świat wielu świętych, który odkrywam przy każdym pociągnięciu pędzelka. To jest świat, który odrywa mnie od tego, co przyziemne i rodzi pokój w mojej duszy. Ten pokój, którego bardzo dzisiaj brakuje - dzieli się Barbara.
Ona i inne uczestniczki pleneru, i chyba każdy, kto chociaż raz pochylał się długie godziny, pracując nad taką czy inną ikoną, ma świadomość, że to malowanie jest szczególne, i nie da się odłączyć go od aspektu duchowego. Od modlitwy (na plenerze była codzienna Msza św. i modlitwa ikonopisa przed rozpoczęciem pracy) i od jakiegoś oderwania się od rzeczywistości oraz pewnego spojrzenia ku tej Rzeczywistości, która jest niewidzialna, a którą ikona - światłem, kolorem, wizerunkiem odbiegającym od realizmu zachodniego - stara się nam przybliżyć.
Co więcej - plener ikonograficzny kończy się nie tylko wystawą prac, ale ma wyjątkowy, duchowy finał. Ten - 14. z kolei plener - już tradycyjnie zakończył się swoistym świętem - niedzielną Liturgią w sanktuarium maryjnym w Suserzu (dawniej diecezja płocka), gdzie czczony jest obraz Matki Bożej Uzdrowienia Chorych, podczas której poświęcone zostały owoce pracy ikonopistek. - Ikona służy modlitwie, i jeśli mamy się modlić do osoby świętej przedstawionej w ikonie, to nieodłączną częścią będzie poświęcenie jej. A dla nas dodatkowo to najpiękniejsze zwieńczenie naszej pracy, naszego trudu, naszego poświęcenia - wyjaśnia Katarzyna, która organizuje drugi turnus jeszcze tego lata - w drugiej połowie sierpnia.
- Ten lipcowy był wspaniały. To wielka zasługa Kasi, której należą się wielkie podziękowania, jak i jej mężowi, który trochę jak św. Józef, w cichości, towarzyszył nam na tej drodze. I mam też wielką wdzięczność dla wspaniałych koleżanek. Już teraz tęsknię za następnym plenerem - mówi Basia.








