Płock. W 83. rocznicę "krwawej niedzieli"

W płockiej Stanisławówce w niedzielę tuż po Narodowym Dniu Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu została odprawiona Msza św. w intencji Polaków pomordowanych na ziemiach wschodnich II RP w czasie II wojny światowej przez ukraińskich nacjonalistów OUN i UPA.

W parafii św. Stanisława Kostki w każdą drugą niedzielę miesiąca od niedawna odprawiane są Msze św. za ojczyznę - to powrót do ważnej duchowej tradycji tej wspólnoty parafialnej i wielu środowisk Płocka. W lipcu ta niedzielna liturgia, która zgromadziła wielu mieszkańców, miała szczególną intencję - modlono się za ofiary zbrodni wołyńskiej i ich rodziny.

- Historia jest nam dana i zadana. Nie możemy o niej zapomnieć. Mam nadzieję, że ten dzień - 11 lipca, Narodowy Dzień Pamięci o ludobójstwie dokonanym przez OUN-UPA na ludności polskiej II Rzeczypospolitej - zostanie rzeczywiście wpisany w naszą pamięć, a tak liczna nasza obecność nie jest spowodowana tylko tym, co uczyniły w tym roku władze Ukrainy - powiedział historyk Paweł Felczak ze Stowarzyszenia Historycznego im. 11 Grupy Operacyjnej NSZ, które wyszło z inicjatywą modlitwy w tej intencji.

W trakcie modlitwy wybrzmiała także intencja o pojednanie narodów polskiego i ukraińskiego w oparciu o uznanie prawdy o wydarzeniach sprzed 83 lat na Wołyniu, a także przypomniano o tych Ukraińcach, którzy sprzeciwili się zbrodniczej ideologii i działaniom Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii i nieśli pomoc polskim sąsiadom.

W niedzielnej liturgii w intencji ojczyzny uczestniczył świadek tamtych wydarzeń Lech Franczak, urodzony w Gurowie na Wołyniu, od młodości związany z Płockiem, nauczyciel płockiej Jagiellonki i poeta, autor tomiku "Nieśmiertelni wołają z Wołynia". Jego wstrząsające wspomnienie i fragmenty wierszy były ważną częścią tego spotkania liturgiczno-patriotycznego.

- Mordy na Wołyniu miały charakter masowy. Mogło zginąć prawie 130 tys. Polaków, a może i więcej. Z ogólnej liczby 1150 osad wiejskich i 31 tys. zagród UPA zniszczyła ponad 91 proc. Z 252 kościołów i kaplic aż 103 zostały ograbione, potem spalone i przestały istnieć. Zginęło wielu wspaniałych księży. Mój Kościół pw. Świętej Trójcy był w Zabłodźcach i był jednym z pierwszym zaatakowanych 11 lipca 1943 roku. Niezwykle ceniony przez parafian ksiądz proboszcz, od którego otrzymałem chrzest, został zabity na schodach przed ołtarzem - opowiadał L. Franczak.

Płocczanin, który tylko dzięki postawie matki przeżył jako kilkuletnie dziecko tamte wydarzenia, wspomniał też m.in. o postaci wciąż rzadko przywoływanej - Zygmuncie Rumlu, który był znany jego ojcu. - Polski oficer i zarazem mistrz słowa poetyckiego. Jego utworami zachwycał się Leopold Staff. Podobnie jak Słowacki kończył Liceum Krzemienieckie. Był bliskim przyjacielem narodu ukraińskiego. Doskonale władał językiem ukraińskim. Był również posłem Rządu RP, wytypowanym z poselstwem na rozmowy mające doprowadzić do ugody. Ten jedyny poseł polskiego rządu został bestialsko zamordowany przez rozerwanie końmi - przypomniał.

L. Franczak powiedział też o ludobójstwie na Wołyniu, że tej winy nie da się łatwo zmyć, przede wszystkim dlatego, że mordowano niewinne dzieci. - Tego nie można przykryć, nie da się zapomnieć. Tam przecież zabito tysiące sposobiących się do życia małych, Bogu ducha winnych Polaków. Nie wiem, jaki rachunek sumienia jest dziś potrzebny, by podnieść się z moralnego upadku - mówił z naciskiem świadek zbrodni na Wołyniu.

Po Mszy św. i wystąpieniu L. Franczaka przedstawiciele różnych środowisk złożyli kwiaty przed XII stacją drogi krzyżowej otaczającej teren przy kościele, tzw. Płockiej Polskiej Drogi Krzyżowej autorstwa prof. Stanisława Słoniny. Jej XII stacja przypomina m.in. o rzezi wołyńskiej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.